Reklama

Latem fuzja Orlenu i Lotosu powinna być sfinalizowana

Orlen zakłada, że proces połączenia z Lotosem zostanie finalnie zamknięty na przełomie czerwca i lipca. Spółka nie spodziewa się, by Komisja Europejska miała uwagi co do partnerów, z którymi Orlen będzie realizował środki zaradcze. Koncern planuje jeszcze przejęcie PGNiG. - Dopóki będę na stanowisku, nie odpuszczę tej spółki - zapewnia prezes Orlenu Daniel Obajtek.

- Teraz składamy do Komisji Europejskiej środki zaradcze niezbędne do przejęcia Lotosu. Komisja nie ma określonego terminu na wydanie decyzji. (...) Sądzę, że będzie chciała mieć z nami jak najszybciej spokój. Jeśli będzie przychylna, może to być kwestia dwóch miesięcy - informował prezes podczas spotkania z dziennikarzami.

W międzyczasie Orlen będzie prowadził pewne działania związane z przejęciem, w tym wyceny i symulacje. - Nie będziemy bezczynnie czekać na decyzję Komisji - mówił Obajtek.  - Sądzę, że na przełomie czerwca i lipca nastąpi całkowite przejęcie - informował prezes. Trzeba będzie też ustalić parytet wymiany akcji.

Reklama

"KE powinna wydać zgodę"

Zdaniem szefa Orlenu, KE nie ma podstaw, by kwestionować partnerów do realizacji środków zaradczych. - Nie ma logicznych przesłanek ku temu. Jaką koncentrację ma Saudi Aramco czy MOL w tym regionie? Patrząc na te przesłanki związane z konkurencyjnością, nie widzę powodów, by kwestionować te podmioty - zaznacza prezes.

Komisja Europejska zgodziła się na przejęcie Lotosu przez Orlen m.in. pod warunkiem, że do niezależnego podmiotu trafi 30 proc. udziałów w gdańskiej rafinerii. Nowy właściciel ma mieć prawo do blisko połowy produkcji rafinerii w zakresie głównych produktów tj. diesla, benzyny, paliwa lotniczego. PKN Orlen wybrał na partnera do aktywów rafineryjnych, hurtowych i paliw lotniczych Saudi Arabian Oil Company.

Prezes Orlenu podkreślał, że rafinerie muszą iść w kierunku produktów petrochemicznych, gdzie marże są zdecydowanie większe niż w przypadku produktów paliwowych. Zaznaczał, że wiele rafinerii w Europie zostało zamkniętych. W Europie około 13 proc. produkcji rafineryjnej ukierunkowane jest na petrochemię, tymczasem w przypadku Saudi Aramco jest to ponad 25 proc. Saudyjska spółka prowadzi działania w kierunku zwiększenia tego udziału do 80 proc.

- Popyt na tradycyjne paliwa z czasem będzie spadał. Powinniśmy utrzymać przerób ropy, wykorzystując ją do produkcji wyrobów marżowych. Konwersja na petrochemię jest ważna, gwarantuje, że rafinerie za jakiś czas nie staną się skansenem - mówił Obajtek.

Ropa z różnych kierunków

Transakcja to również szansa na dywersyfikację dostaw ropy. W przypadku finalizacji procesu, Saudi Aramco będzie grupie dostarczać od 200 do 337 tys. baryłek ropy dziennie. Polski koncern szacuje, że dostawy, już po połączeniu z Lotosem, mogą zaspokajać do 45 proc. łącznego zapotrzebowania całej grupy, zarówno w Polsce, jak i na Litwie oraz w Czechach.

Dostawy rozpoczną się szybko, na pewno w tym roku. Prezes Orlenu podkreśla, że ta umowa nie wyeliminuje innych kontraktów realizowanych w ramach grupy. - Posiadamy kilka umów, w systemie jest ponad 40 mln ton ropy. Ta umowa nie eliminuje żadnych naszych umów, nie chcemy wykluczać żadnych partnerów. Natomiast pozwoli nam być bardziej elastycznym - poinformował Obajtek.

Orlen zamierza też skorzystać z doświadczenia Saudi Aramco w zakresie dostępnych technologii oraz osiągnięć w zakresie badań i rozwoju. - Rozwiązania Saudi Aramco są bardzo innowacyjne. Nigdy nie będzie nas stać, by wydawać miliardy dolarów na badania i rozwój. Firma globalna, jak nasz partner, może sobie na to pozwolić - mówił prezes. Liczy też, że będzie czerpał z kultury organizacji saudyjskiej firmy, budując stabilny zespół pracowników, inwestując w ich rozwój i kompetencje.

Orlen będzie rozwijał sieć stacji

W ramach środków zaradczych Orlen musiał także odsprzedać 80 proc. sieci stacji Lotosu. W tym przypadku partnerem będzie węgierski MOL, który przejmie 417 stacji paliw sieci Lotos znajdujących się na terenie Polski za kwotę 610 mln dol.

Prezes Orlenu zapowiadał już wcześniej, że jego celem będzie docelowo wymiana aktywów na inne, poza Polską. Dlatego uzgodniono, że Orlen kupi 144 stacje na Węgrzech i 41 na Słowacji. Stacje kupowane na Węgrzech w dużej mierze są skoncentrowane wokół Budapesztu. Do tej pory PKN Orlen nie był obecny na detalicznym rynku węgierskim, a na Słowacji miał około 20 stacji.

- Miałem propozycje kupna większej liczby stacji, ale nie mam zamiaru przeprowadzać tego procesu wizerunkowo. Nie kolekcjonuję stacji - powiedział. Wyjaśnił, że kluczowe przy podejmowaniu decyzji o lokalizacjach były parametry ekonomiczne przejmowanych placówek. Jak informował, dwieście stacji, które mają trafić do koncernu, generuje podobny poziom EBITDA jak 417 sprzedawanych firmie MOL.

- Na Słowacji mamy obecnie czwartą pozycję, a zakładamy, że niedługo przejdziemy na drugą. Myślimy też nad rozwojem w innych kierunkach - mówił prezes. Wkrótce ma zostać ogłoszone przejęcie kolejnych stu stacji w regionie. Oprócz tego w grupie pozostanie ponad sto stacji Lotosu, które będą przechodziły pod logo Orlenu. Spółka ma też około stu lokalizacji na budowę nowych stacji. Zgodnie ze strategią grupy, do 2030 roku w regionie pod polską marką Orlen ma działać co najmniej 3,5 tysiąca stacji.

W ramach realizacji środków zaradczych jako partnera w obszarze logistyki PKN wybrał polską firmę  Unimot, a w zakresie biopaliw - Rossi Biofuel Zrt. Unimot ma nabyć spółkę Lotos Terminale, obejmującą biznes niezależnego operatora logistycznego oraz produkcji i sprzedaży asfaltów.

Do układanki brakuje PGNiG

Przejęcie Lotosu to nie koniec podbojów Orlenu. Spółka po przejęciu Energi i Lotosu będzie chciała jeszcze wchłonąć PGNiG. To wciąż aktualny plan. Prezes zapowiada, że od niego nie odstąpi. - Do zbilansowania potrzeba nam jeszcze PGNiG i dopóki będę na tym stanowisku nie odpuszczę tej spółki. Uważam, że jest regulacyjna i musi przejść metamorfozę, by nie byłą regulacyjna a wolnorynkowa. Trzeba myśleć o bilansowaniu zakupów zarówno ropy jak i gazu - mówił Obajtek.

Orlen będzie chciał rozwijać m.in. technologie wodorowe. Niebawem ogłosi strategię w zakresie wodoru, która będzie uszczegółowieniem zapowiedzi ze strategii grupy do 2030 roku. Prezes podkreślał, że nie od razu trzeba wchodzić w zielony wodór, bo to może się okazać na chwilę obecną rozwiązanie zbyt drogie dla rynku. - Są wyliczenia, które wskazują, że zielony wodór w przeliczeniu na baryłkę ropy będzie kosztował 450-500 dol. Być może trzeba zainteresować się najpierw wodorem niebieskim, pod warunkiem eliminacji CO2. A później, poprzez niebieski, będzie można przejść na wodór zielony - mówił Obajtek.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »