W skrócie
- Złoto nie korzysta z kryzysu geopolitycznego tak, jak można by się spodziewać. Inwestorzy - zamiast uciekać w stronę kruszcu - wybierają dziś silnego dolara i amerykańskie obligacje.
- Ekonomiści UBS Global Wealth Management przewidują, że prawdziwa siła złota ujawni się w przypadku wystąpienia stagflacji - połączenia stagnacji gospodarczej z wysoką inflacją.
- Analitycy Myrmikan Research uważają, że główną przyczyną najnowszej hossy złota jest dywersyfikacja rezerw banków centralnych. W przyszłości kruszec ma zyskiwać na załamywaniu się walut.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jeszcze pod koniec stycznia uncja złota kosztowała rekordowe 5 600 dolarów. Ostatnio spada nawet poniżej linii 5 tysięcy dolarów. Także dla polskich inwestorów przecena kruszcu była w tym czasie dotkliwa - z 19 300 zł za uncję do 18 400 zł. W tym miesiącu złoto po raz pierwszy od listopada 2025 roku zaliczyło dwa tygodnie spadków z rzędu.
Złoto w pułapce dolara. Mimo wojny cena spada
Nie sprawdza się obiegowe przekonanie, że "królewski metal" zawsze drożeje w czasie wojny. Widzimy coś przeciwnego - konflikt na Bliskim Wschodzie podważył pozycję złota jako "bezpiecznej przystani". W tej roli występuje teraz dolar i obligacje denominowane w tej walucie. Co zaskakuje, kapitały raczej odpływają, a nie płyną na rynek metali szlachetnych.
Punktem odniesienia dla złota jest teraz ropa naftowa. Baryłka brent kosztuje ponad 100 dolarów, czyli 30 dolarów więcej niż przed pierwszymi atakami USA i Izraela na Iran. Ceny nie spadną dopóki trwał będzie paraliż Cieśniny Ormuz. Przez ten wąski przesmyk transportowanych jest około 20 proc. surowców energetycznych.
Rosnące ceny ropy mogą wywołać nową falę światowej inflacji i sprowokować banki centralne, w tym także amerykański Fed, do opóźnienia obniżek stóp procentowych (w marcu Fed zostawił stopy procentowe bez zmiany), a nawet zaostrzenia polityki monetarnej. Złoto nie korzysta z kryzysu geopolitycznego tak, jak można by się spodziewać, gdyż inwestorzy wiedzą, że gdy stopy rosną, to słabnie każde aktywo, które swoim właścicielom nie wypłaca żadnych odsetek ani dywidend. Co więcej, także wtedy, gdy zwiększają się rentowności obligacji USA, inwestorzy wolą ulokować kapitał w "bezpiecznym" długu skarbowym niż w złocie.
Kruszec na krawędzi. Największa wyprzedaż złota od ponad dwóch lat
Opisywana w podręcznikach "wojenna" wspinaczka złota na wykresach jest dziś hamowana przez nadzwyczajną siłę dolara. Ta z kolei wynika z faktu, że ceny ropy naftowej są wyrażane w walucie Amerykanów. Rynki stawiają na dolara także dlatego, że spodziewają się poważnego spowolnienia gospodarczego na świecie, które może doprowadzić do silniejszej przeceny ryzykownych aktywów.
Im droższy jest dolar, tym bardziej przeszacowana w dół jest wartość kruszcu. Dlatego właśnie uncja złota, która przed rozpoczęciem izraelsko-amerykańskich ataków na Iran kosztowała 5 300 dolarów teraz jest o około 300 dolarów tańsza.
Od wybuchu wojny spadła ilość kruszcu posiadanego przez notowane na giełdzie fundusze ETF oparte na złocie. Całkowite zasoby metalu w magazynach ETF zmalały w pierwszym tygodniu marca o prawie 30 ton, co było największą tygodniową wyprzedażą od ponad dwóch lat. Widać narastającą presję podażową - dane z rynku opcyjnego i przepływy instytucjonalne sugerują, że złoto wciąż balansuje na granicy jeszcze silniejszej wyprzedaży.
Złoto dla cierpliwych. Siła ujawni się w przypadku stagflacji
Z punktu widzenia analizy technicznej kluczowa pozostaje strefa poniżej 5 tysięcy dolarów za uncję. Ewentualne jej przełamanie może w najbliższym czasie uruchomić lawinowy ruch w dół cen złota. Wielu analityków podkreśla jednak, że w tym wypadku krótki okres powinien bardzo różnić się od dalszej przyszłości.
W długim okresie metale szlachetne mogą bowiem zyskać na problemach gospodarczych świata. Ekonomiści UBS Global Wealth Management przewidują, że prawdziwa siła złota ujawni się w przypadku wystąpienia stagflacji - połączenia stagnacji gospodarczej z wysoką inflacją.
Wiele wskazuje na to, że wojna na Bliskim Wschodzie nie będzie trwała tak krótko, jak liczył na to prezydent USA Donald Trump. Ten konflikt może stać się przyczyną długotrwałych szoków podażowych po stronie surowców energetycznych. Banki centralne będą podnosić cenę pieniądza, by zahamować spodziewany wystrzał inflacji "paliwowej". Wtedy okaże się, że złoto najlepiej chroni nie przed samym "hukiem armat", ale przed ich długofalowym skutkiem, czyli dewaluacją pieniądza, rosnącymi deficytami budżetowymi i spowolnieniem gospodarczym.
Pouczający jest tu przykład sprzed dziesięcioleci. Na przełomie lat 1973/74 w ciągu zaledwie kilku miesięcy cena ropy naftowej wzrosła czterokrotnie. Złoto w tym czasie nie drożało, ale przez kolejnych 12 miesięcy zyskało na wartości ponad 70 proc. Ten wielki wzrost notowań kruszcu był efektem wzbierającej fali wysokiej inflacji.
Za hossą złota "stoją" Rosjanie
Inwestorzy czekający na kolejny skok ceny złota powinni zapoznać się z raportem analityków Myrmikan Research z lutego 2026. Ich zdaniem obecna hossa jest dopiero we wczesnej swojej fazie. Dotychczasowy wzrost notowań był napędzany głównie przez jeden czynnik - dywersyfikację rezerw banków centralnych. W przyszłości o rosnącej sile kruszcu może przesądzić załamywanie się walut.
W raporcie Myrmikan Research czytamy, że punktem zwrotnym na rynku złota był moment, w którym Stany Zjednoczone zdecydowały się zamrozić rosyjskie rezerwy dolarowe po inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Okazało się, że rezerwy w obligacjach USA mogą zostać użyte jako broń polityczna. Jednocześnie dokonała się rewolucja w myśleniu o globalnym systemie monetarnym. "Banki centralne zaczęły powoli wycofywać się z rynku amerykańskich papierów skarbowych i wchodzić w złoto" - napisali autorzy raportu.
Złoto odzyskało cechę, którą utraciło po upadku systemu z Bretton Woods - neutralność. W przeciwieństwie do obligacji skarbowych, złoto nie może zostać zamrożone, objęte sankcjami ani uwarunkowane politycznie. To właśnie dlatego akumulacja "królewskiego metalu" przez banki centralne przyspieszyła po 2022 roku i to nawet wtedy, gdy stopy procentowe rosły.
Wyczekiwana klęska walut. Cena złota gwałtownie przyspieszy?
"Waluty mają tendencję do załamywania się" - czytamy w raporcie ekonomistów Myrmikan Research. Ich zdaniem właśnie to zjawisko jest szansą dla złota. Analitycy odwołują się do przykładów historycznych - od Argentyny, przez Meksyk, Koreę Południową, Turcję aż po Rosję. Pokazują wyraźny wzorzec - waluty nie słabną stopniowo, gdyż najpierw funkcjonują w niestabilnej równowadze, a dopiero potem gwałtownie się załamują.
Mechanizm jest zawsze podobny. Rosnące zadłużenie wymusza ekspansję monetarną, która obsługuje odsetki. Banki centralne stają wówczas przed klasycznym dylematem - utrzymać kontrolę nad stopami procentowymi czy ratować stabilność finansową. Jedno wyklucza drugie. We wszystkich analizowanych krajach cena złota w walutach lokalnych gwałtownie przyspieszała w momencie, gdy zaufanie do pieniądza zaczynało pękać.
Autorzy raportu Myrmikan Research przyglądają się dokładnie sytuacji, w jakiej jest teraz amerykańska Rezerwa Federalna i odkrywają kilka słabych ogniw. System zarządzania stopami procentowymi poprzez oprocentowanie rezerw bankowych - wprowadzony po kryzysie w 2008 roku - wymaga ciągłej ekspansji monetarnej. Od 2022 roku mechanizm ten jest przyczyną znacznych strat operacyjnych banku centralnego. To nie jest drobna techniczna anomalia.
Jednak najważniejsza konkluzja raportu jest taka, że żaden z typowych sygnałów kryzysu walutowego jeszcze nie wystąpił. Nie było masowych upadłości banków, załamania na rynku obligacji skarbowych ani wymuszonej monetyzacji długu. To oznacza, że choć złoto przez ostatnich kilka kwartałów regularnie i efektownie wspinało się na historyczne szczyty cenowe, to być może spektakularny sukces ma dopiero przed sobą.
Jacek Brzeski















