Jak podali analitycy portalu e-petrol, od ubiegłego tygodnia średnia ogólnopolska cena diesla wzrosła o 41 groszy i wynosi aktualnie około 6,40 zł/l. Za litr 95-oktanowej benzyny płaci się obecnie około 5,99 zł - to wzrost o 25 groszy względem ubiegłego tygodnia.
Polsce zabraknie ropy i gazu? "Mamy zdywersyfikowane dostawy"
- Dzisiaj widzimy, jak ceny obiektywnie rosną we wszystkich miejscach na całym świecie, na co wpływa sytuacja makroekonomiczna wynikająca z geopolitycznej. Jest to na pewno wyzwanie - mówił minister energii Miłosz Motyka w programie "Bez Uników", zapytany o wzrost kosztów paliwa.
- To, co Ministerstwo Energii gwarantuje, to stabilne dostawy i to, żeby paliwa nie zabrakło - mówił. Jak przekonywał, nie ma takiego zagrożenia, ponieważ Polska ma odpowiednio przygotowane i dobrze zabezpieczone magazyny. Dodał, że kraj dysponuje także zdywersyfikowanymi dostawami surowca do Naftoportu w Gdańsku.
Motyka mówił też o czwartkowym (5 marca) spotkaniu w Ministerstwie Energii ze spółkami odpowiedzialnymi za dystrybucję i zabezpieczenie surowca. - Żadnego zagrożenia związanego z uszczupleniem magazynów albo załamaniem się podaży nie ma. Wręcz przeciwnie, jeżeli chodzi o ropę i produkty naftowe, podaż będzie przewyższała popyt - podkreślił.
Minister zaznaczył również, że Polska nie transportuje ropy z Cieśniny Ormuz. Wyjaśnił, że ewentualna blokada tego szlaku wpływa głównie na globalny rynek - zmniejsza ilość surowca, o który konkuruje więcej państw, co przekłada się na ceny. Dodał, że jeśli napięcia na rynku się utrzymają, Orlen ma narzędzia, takie jak np. obniżenie marży.
Pojawiło się także pytanie o potencjalne braki paliwa. Minister przekonywał, że do takiej sytuacji mogłoby doprowadzić jedynie zachowanie kierowców, którzy zaczęliby "tankować na zapas". - Skrajnie nieodpowiedzialne, skrajnie głupie i szkodliwe były sugestie ze strony opozycji, że mamy kryzys paliwowy. Nie ma żadnego takiego zagrożenia. Sytuacja jest w pełni spokojna - mówił.
Motyka odniósł się także do kwestii bezpieczeństwa dostaw gazu. Jak podkreślił, magazyny są wypełnione w około 50 proc., a Polska ma zdywersyfikowane źródła dostaw. Wskazał m.in. na LNG dostarczane przez terminal w Świnoujściu, surowiec ze Stanów Zjednoczonych oraz gaz przesyłany gazociągiem Baltic Pipe z norweskiego szelfu.
Jak wyjaśnił, gaz z Kataru stanowi ok. 25 proc. dostaw LNG w skali roku, ale w całej strukturze dostaw, wraz z Baltic Pipe i krajowym wydobyciem, to ok. 9 proc. zapotrzebowania Polski. - W ciągu najbliższych tygodni nie spodziewamy się tutaj ryzyk - zaznaczył.
Dodał również, że w razie ewentualnego kryzysu Polska jest w stanie szybko pozyskać brakujący wolumen z innych rynków, a kierunek dostaw zależałby przede wszystkim od ceny surowca.
SAFE 0 proc. "To kpina ze zdrowego rozsądku"
Minister energii został zapytany także o propozycję prezydenta dotyczącą programu SAFE. - Myślę, że to jest bardziej propozycja w celu uzasadnienia weta do ustawy wprowadzającej SAFE. Program SAFE jest już przygotowany, ma zapewnione finansowanie, jest oczekiwany przez polskich wojskowych i bardzo szybko zagwarantowałby modernizację polskich sił zbrojnych - mówił.
Zdaniem Motyki prezydent Karol Nawrocki znalazł się pod presją polityczną. Jak stwierdził, jego propozycja mogła być próbą uspokojenia zarówno Jarosława Kaczyńskiego, jak i wyborców Konfederacji.
- Jeżeli prezydent ma dodatkową pulę środków, to bardzo dobrze. Myślę, że to jest pula, która pomoże nam w uzyskaniu jeszcze lepszych zdolności do modernizacji naszych sił zbrojnych - powiedział minister, odwołując się do środków z NBP, które prezydent chce wykorzystać w proponowanym SAFE 0 proc.
Motyka dodał też, że w jego ocenie widać było "silną presję" PiS-u na prezydenta. - On szukał powodów do ucieczki od tego pręgierza, jak może zawetować ustawę bez większych konsekwencji dla siebie jako zwierzchnika polskich sił zbrojnych - mówił.
- Z punktu widzenia merytorycznego jest to kpina ze zdrowego rozsądku - dodał.












