Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Jak NSA wykaraska się z pułapki, którą sam na siebie zastawił?

Naczelny Sąd Administracyjny orzekł niedawno, że decyzje o zwrocie znacjonalizowanych po wojnie nieruchomości na rzecz tak zwanych nabywców roszczeń, a nie właścicieli lub ich spadkobierców, są niezgodne z prawem, albowiem handlarze roszczeniami nie mogli być stroną postępowania zwrotowego.

Nie wiadomo, dlaczego cały ten proces nazywał się "reprywatyzacją". Po tym, jak AWS w marcu 2001 roku uchwalił ustawę reprywatyzacyjną, którą prezydent Kwaśniewski zawetował, "reprywatyzację" zastąpiło paserstwo.

Urzędnicy torpedowali postępowania zwrotowe

W Warszawie urzędnicy (powołani przez Lecha Kaczyńskiego i zostawieni w robocie przez Hannę Gronkiewicz-Waltz) torpedowali postępowania zwrotowe na rzecz właścicieli i ich spadkobierców. Nawet jak po latach postępowania, prezydent wydawał decyzje o zwrocie nieruchomości, to najczęściej z zastrzeżeniem warunku rozliczenia "nakładów" poniesionych przez Skarb Państwa na nieruchomość. 

Reklama

Samorządowe Kolegium Odwoławcze (SKO) uchyliło parę takich decyzji, stwierdzając, że "(...) kwestia rozliczenia nakładów jest sprawą z zakresu stosunków cywilnoprawnych i winna być rozstrzygana przez sąd powszechny". I wtedy prezydent wydawał (po kolejnych kilkunastu miesiącach) decyzje niezawierające już takiego warunku. No ale... przez kolejne kilka lat podlegający prezydentowi, powołani przez niego urzędnicy Wydziału Spraw Dekretowych i Związków Wyznaniowych nie przenosili użytkowania wieczystego na byłych właścicieli i ich bezpośrednich spadkobierców... warunkując zawarcie stosownego aktu notarialnego od... rozliczenia nakładów. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gwiazdowski mówi Interii. Odc. 1: Kłamstwo bardziej atrakcyjne od prawdy

To, że "nakłady", jakie państwo poczyniło na wiele nieruchomości, były niechciane i wartość nieruchomości często obniżały, a nie podwyższały, nie miało znaczenia. Wyceny nakładów były "z czapy". Czasem nawet wznawiali z urzędu postępowanie zwrotowe i po jego wznowieniu przez kilka lat... nic nie robili.

Dlatego, jak były właściciel już "stał nad grobem", to wolał sprzedać swoje roszczenia i dostać parę groszy, niż wydawać pieniądze (których często nie miał) i marnować czas i nerwy na użeranie się ze złodziejami z urzędu. I jak już je sprzedał, to postępowania zwrotowe nagle zaczęły biec w terminach określonych w Kodeksie postępowania administracyjnego. Trzydzieści dni i sprawa załatwiona - jak prawo nakazuje. Oddzielny cyrk był z byłymi właścicielami, których już nie było. Ale się odnajdowali. Jak w jednej słynnej sprawie odnalazł się pewien 128-latek. To znaczy się do końca nie odnalazł osobiście, więc niezawisły i niezależny sąd ustanowił dla niego... kuratora.

Afera wybuchła dzięki... konkurencji. Jedni handlarze roszczeń donieśli dziennikarzom na drugich, ale wybuchu nie udało się przeprowadzić w sposób kontrolowany. Co dowodzi, że konkurencja jest ogólnie dobra, choć dla niektórych bywa zła.

Dla wyjaśnienia afery powstała specjalna sejmowa komisja śledcza, która, jak wszystkie poprzednie sejmowe komisje śledcze, niczego nie wyjaśniła, a posłużyła niektórym członkom do robienia show.

"Gigantyczny" przegląd spraw reprywatyzacyjnych

Ale to już historia. Teraz czytam, że po wyrokach NSA w warszawskim ratuszu trwa "gigantyczny" przegląd spraw reprywatyzacyjnych - to znaczy tych, na których uwłaszczyli się handlarze, urzędnicy i czasem nawet politycy. "Wyszukiwane" są nieruchomości, które przeszły w ręce kupców roszczeń. Trzeba wyszukiwać, bo na początku trwania tego procederu to nawet nie odnotowywano, czy zwrot odbył się na rzecz właścicieli lub ich spadkobierców, czy na rzecz nabywców "roszczeń". Na podstawie ostatnich wyroków NSA szykuje się ponoć ponad 140 wniosków o wzruszanie decyzji zwrotowych.

Bardzo mnie to zainteresowało, bo Naczelny Sąd Administracyjny stoi murem za wyższością zasady trwałości decyzji administracyjnej (nawet bezprawnej) nad zasadą zgodności z prawem decyzji administracyjnych. 

Takie stanowisko (tu będzie kilka pikantnych cytacików z różnych wyroków) "znajduje umocowanie w mającej walor konstytucyjny zasadzie pewności prawa", albowiem "decyzja administracyjna, jako akt organu administracji publicznej sporządzony w przepisanej prawem formie, korzysta z domniemania prawidłowości. Staje się ona jednym z elementów kształtujących porządek prawny" wobec czego "instytucja stwierdzenia nieważności decyzji nie jest środkiem, za pomocą którego można wzruszać każdą wadliwą decyzję ostateczną, abstrahując od stopnia tej wadliwości. Dla stwierdzenia nieważności rozstrzygnięcia naruszenie prawa musi być kwalifikowane do stopnia rażącego", a "aby można było mówić o nieważności spowodowanej rażącym naruszeniem prawa, pomiędzy określonym przepisem prawa a podjętym w decyzji rozstrzygnięciem musi zachodzić oczywista sprzeczność".

Muszę jednak się przyznać, że są to cytaty z wyroków dotyczących spraw podatkowych - gdy państwo bezprawnie zabierało obywatelom pieniądze i nie chciało oddać.

Takich decyzji z byle powodu nie można było unieważnić. Jak się okazało, że były bezprawne, bo NSA po dziesięciu latach dał się w końcu przekonać, że wcześniej orzekał głupi i "zmienił swoją linię orzeczniczą", to już trudno. Nie można tu mówić o żadnej "oczywistej" sprzeczności między określonym przepisem a rozstrzygnięciem, która stanowiłaby "rażące "naruszenie" prawa. Ale może "demokratycznemu państwu prawnemu urzeczywistniającemu zasady sprawiedliwości społecznej" łatwiej pójdzie unieważnianie decyzji, w których coś komuś ono oddało, nawet bezprawnie, niż w przypadku gdy samo zabrało.

Bardzo jestem ciekaw, jak NSA się wykaraska z tej dialektycznej pułapki, którą sam na siebie zastawił.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy

(Śródtytuły pochodzą od redakcji)

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »