W skrócie
- Plan Donalda Trumpa, który zakładał, że cła spowodują masowy powrót firm do USA i wzrost udziału przemysłu w gospodarce, nie powiódł się - uważa ekspert.
- Poziomu 25 proc. udziału przemysłu w gospodarce Stanów Zjednoczonych wydaje się dziś nieosiągalny.
- Wojny celne z Chinami i innymi krajami doprowadziły za to do licznych kompromisów, a Trump niejednokrotnie musiał wycofywać się z obranej strategii, przez co jego działania są coraz częściej oceniane jako niekonsekwentne.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Cła miały być według amerykańskiego przywódcy remedium na wszystkie bolączki amerykańskiej gospodarki. 2 kwietnia 2025 r. prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie nakładające co najmniej 10-procentowe cła na towary importowane z zagranicy, zaś w przypadku Unii Europejskiej - 20-procentowe. Według Trumpa był to "dzień wyzwolenia". Po gwałtownej reakcji rynków prezydent USA ogłosił zawieszenie nowych ceł, by dać czas na wypracowanie porozumień handlowych z największymi gospodarkami.
W sierpniu zaczęły obowiązywać nowe stawki amerykańskich ceł dla 70 państw oraz Unii Europejskiej. Dzięki zawartym porozumieniom taryfy na poziomie 15 proc. nałożono na towary m.in. z UE, Japonii czy Korei Płd. Państwa posiadające niewielką nadwyżkę w wymianie handlowej z USA otrzymały w większości 15 proc. stawkę, a te z deficytem - minimalną stawkę 10 proc. Do najwyższych stawek celnych należały te, które miały dotknąć Brazylię (50 proc.) i Szwajcarię (39 proc.).
Przemysł miał wrócić do amerykańskiego "domu". Co zostało z zapowiedzi Trumpa?
W rozmowie z PAP dr Rafał Szymanowski z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz poznańskiego Instytutu Zachodniego przypomniał, że początkowo administracja USA twierdziła, iż cła wprowadzane na kolejne kraje to kara za rzekome nieuczciwe praktyki handlowe. "Towarzyszyło temu hasło, by przemysł wrócił do Stanów Zjednoczonych, by Ameryka znów produkowała, i żeby zwiększyć dochody budżetu z tychże taryf" - powiedział.
Według eksperta pomysł na zmuszenie cłami firm do przeniesienia produkcji do USA nie powiódł się.
"To, co się zmieniło, to otwartość amerykańskiej gospodarki. Dziś Stany Zjednoczone są krajem dużego protekcjonizmu handlowego. Średnia efektywna stawka celna z około 2-2,5 proc. na początku 2025 r. skoczyła do około 17 proc. Nawet jeśli taki poziom by się utrzymał, to według szacunków udział przemysłu w gospodarce amerykańskiej może wzrosnąć o 2-4 proc., czyli z obecnych 10 proc. do maksymalnie 14 proc. Trump chciał, by ten wskaźnik wrócił do poziomu 25 proc. To jest niemożliwe i się nie uda" - powiedział badacz.
Zaznaczył, że amerykańska gospodarka okazała się dość odporna na cła, a obawy, że kolejne taryfy spowodują recesję, nie sprawdziły się.
"Inflacja za ostatni kwartał delikatnie idzie w górę, ale nie jest to jakiś szokujący wzrost. Bezrobocie też delikatnie wrosło, natomiast za listopad mamy odczyt 4,6 proc., więc nie są to tragiczne wskaźniki. Stąd pewnie opinia, że pomimo bardzo dużej dawki polityki chaosu w 2025 r. amerykańska gospodarka była zaskakująco na nią odporna" - wskazał.
"Jeśli zrobimy sobie trzeźwy ogląd danych makroekonomicznych z USA, to są one trochę gorsze niż w 2024 r., ale nie są też bardzo złe. Nie mamy krachu amerykańskiej gospodarki" - podkreślił naukowiec.
Krajobraz po wojnach celnych Trumpa
Dodał, że po zawarciu umów między USA a Szwajcarią czy Komisją Europejską sytuacja handlowa między Starym Kontynentem i Stanami Zjednoczonymi ustabilizowała się.
"Niektóre europejskie gospodarki bardzo dobrze sobie radzą, np. Hiszpania czy Polska. Niemcy są w strukturalnym kryzysie, a decyzje Trumpa o cłach na pewno temu krajowi nie pomagają. Stąd niemieckie parcie do podpisania umowy UE z Mercosurem. Jednak większym szokiem dla Europy okazał się wymiar polityczny wzajemnych stosunków i to, że w nowej strategii bezpieczeństwa USA Unia została potraktowana w zasadzie jako wróg Stanów Zjednoczonych" - ocenił ekspert.
Badacz wskazał na niekonsekwencję działań prezydenta USA. "Widać, że Trump potrafi cofnąć się pod presją polityczną. 50 proc. cła na brazylijskie artykuły rolne, w tym na ziarna kawy, wywołały takie niezadowolenie, także w części Partii Republikańskiej, że w Senacie powstała dwupartyjna inicjatywa, by osłabić te taryfy. Ostatecznie Trump wycofał się z tych ceł" - powiedział.
W połowie listopada Stany Zjednoczone uzgodniły warunki umowy handlowej ze Szwajcarią. Cła na towary z tego kraju obniżono z 39 do 15 proc., a w zamian szwajcarskie firmy mają zainwestować 200 mld dolarów w USA. Także w listopadzie Donald Trump wycofał podwyższone 40-procentowe opłaty celne na niektóre produkty rolne importowane z Brazylii, m.in. kawę i mięso wołowe.
Po ogłoszeniu w kwietniu przez Trumpa w "dzień wyzwolenia" dodatkowych 34 proc. ceł na towary z Chin oba mocarstwa rozpoczęły wojnę handlową, która zakończyła się wprowadzeniem ponad 100-procentowych ceł przez oba kraje. W maju, po rozmowach w Genewie, zawarto porozumienie, w myśl którego stawka na towary z Chin spadła do 30 proc., a chińska stawka na towary z USA - do 10 proc.
W październiku Chiny ogłosiły wprowadzenie kontroli eksportu kilku metali ziem rzadkich i wielu powiązanych produktów. Poinformowano też o ograniczeniu eksportu technologii i materiałów do produkcji akumulatorów litowych. Chiny dominują na rynku metali ziem rzadkich, czyli surowców niezbędnych w przemysłach motoryzacyjnym, elektronicznym i obronnym.
Po zorganizowanym 30 października w południowokoreańskim Pusan szczycie władz USA i Chin strony zgodziły się na pewne ustępstwa. Władze w Pekinie ogłosiły, że zawieszą restrykcje na eksport metali ziem rzadkich, a USA zgodziły się na obniżenie ceł o 10 pkt proc. i zdjęcie części restrykcji eksportowych na produkty technologiczne.
Trump będzie zmuszony zrewidować swoją politykę handlową?
Nawiązując do rywalizacji celnej między Chinami a USA, dr Szymanowski ocenił, że w 2025 r. Amerykanie nie zwyciężyli w niej.
"Jeśli celem amerykańskich taryf miało być 'strategiczne okrążenie Chin', to USA faktycznie powinny budować bardzo szeroką koalicję państw i intensyfikować handel ze swoimi sojusznikami, na przykład z Europą. Tego nie chcą robić, więc z punktu widzenia Chin amerykańska strategia wygląda niekonsekwentnie. Okazało się też, że Chiny mają bardzo skuteczne instrumenty nacisku, np. metale ziem rzadkich" - wskazał.
"Jeżeli Trump chciałby celnie, czyli za pomocą ceł, uderzyć w Chiny, to bez wspólnej operacji z Unią Europejską nie da rady. Unia od dawna jest zwolennikiem takiego rozwiązania, natomiast linia ideologiczna części administracji amerykańskiej i postrzeganie Europy jako przeciwnika utrudniają obecnie jakąkolwiek współpracę na tym polu" - powiedział ekspert.
Według naukowca malejąca wśród wyborców popularność Trumpa może zmienić jego politykę gospodarczą na bliższą tej, jaką prowadził poprzedni prezydent USA Joe Biden. "To było mniej ceł, mniej 'ordynarnego protekcjonizmu', a więcej subsydiów czy strategicznego wspierania poszczególnych branż" - ocenił.
"Trend krytycznego spojrzenia na globalizację gospodarczą jest według mnie trwały i ponadpartyjny. Nawet jeśli Demokraci wrócą do władzy w USA, to nie wrócimy do globalizacji z lat 90. XX w., z czasów Billa Clintona. Gdy w 2000 r. w Stanach toczyła się dyskusja nad unormowaniem relacji z Chinami i przyjęciem ich do Światowej Organizacji Handlu, wówczas senator Joe Biden podczas jednego ze spotkań powiedział, że nie widzi żadnego zagrożenia ze strony gospodarki ChRL. Ocenił, że wpływ Chin na światową gospodarkę jest mniej więcej taki jak Holandii. Co stało się potem, wiemy. Ta epoka i optymizm globalizacji na pewno się skończyły" - stwierdził dr Szymanowski.











