Po ponad trzech latach wojny w Ukrainie, na horyzoncie europejskiej polityki pojawił się nowy front sporu z Rosją - tym razem nie z bronią w ręku, lecz z suwerennymi aktywami w tle. Unia Europejska coraz śmielej rozważa wykorzystanie zamrożonych rosyjskich środków finansowych na rzecz wsparcia Ukrainy. Rosja nie kryje wściekłości, a groźby płynące z Kremla budzą napięcia wśród europejskich przywódców. Tymczasem Komisja Europejska zachowuje jednoznaczne stanowisko: agresor musi ponieść konsekwencje.
KE odpowiada na groźby Rosji: To Moskwa powinna zapłacić
Ostra reakcja Kremla pojawiła się zaraz po środowym oświadczeniu przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która zapowiedziała przełomowe rozwiązanie dotyczące zamrożonych rosyjskich aktywów. Von der Leyen poinformowała, że salda gotówkowe powiązane z tymi środkami mogą posłużyć do sfinansowania pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy.
Rosja zareagowała natychmiast. Jak wskazuje Polska Agencja Prasowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa stwierdziła, że Moskwa "zareaguje ostro na wszelkie nieprzyjazne działania" wobec swoich aktywów i zapowiedziała baczne monitorowanie stanowiska Belgii, gdzie przechowywana jest ich największa część - około 200 miliardów euro w systemie rozliczeniowym Euroclear.
W odpowiedzi Komisja Europejska nie pozostawiła złudzeń. "To jest wojna Rosji i z tego powodu to Rosja powinna zapłacić za zniszczenia, które wyrządza" - powiedziała w piątek rzeczniczka KE Paula Pinho, podkreślając, że przewodnicząca Komisji "popiera nowe rozwiązanie, by finansować wysiłek wojenny Ukrainy w oparciu o rosyjskie unieruchomione aktywa przy pomocy sald gotówkowych powiązanych z tymi aktywami".
Jak UE planuje wykorzystać rosyjskie pieniądze?
Choć pomysł konfiskaty rosyjskich aktywów pojawiał się w europejskiej debacie już wcześniej, dotąd dominowało ostrożne podejście. Zamiast przejmować całość środków, UE zdecydowała się wykorzystać jedynie zyski generowane przez obrót zamrożonymi aktywami.
To właśnie te dochody mają być przeznaczone na spłatę ogromnej pożyczki w wysokości 50 miliardów dolarów, jaką Ukraina otrzymała w ramach mechanizmu ERA (Extraordinary Revenue Acceleration), uzgodnionego przez państwa G7. Mechanizm pozwala krajom Zachodu wspierać Ukrainę bez formalnej konfiskaty rosyjskich środków - co ma ograniczyć potencjalne skutki prawne.
Belgia zmienia ton, Polska deklaruje wsparcie
Jednym z kluczowych ogniw tej finansowej układanki jest Belgia - to właśnie tam, w Euroclear, ulokowana jest największa część rosyjskich aktywów. Dotąd stanowisko Brukseli było wyraźnie zachowawcze. Jednak wywiad, jakiego belgijski minister spraw zagranicznych Maxime Prevot udzielił "Financial Times", może zwiastować zmianę podejścia.
"W przypadku podjęcia nowych inicjatyw konieczne byłoby zapewnienie ich solidności prawnej, ale także kumulacji ryzyk" - powiedział Prevot, sugerując, że Belgia mogłaby poprzeć bardziej odważne rozwiązania, o ile odpowiedzialność prawną za nie wzięłyby na siebie inne państwa UE.
Na taki scenariusz jest gotowa Polska. Jak zadeklarował pod koniec sierpnia minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, Warszawa "jest gotowa do wzięcia udziału w ubezpieczeniu Belgii" na wypadek rosyjskich pozwów związanych z wykorzystaniem zamrożonych aktywów.
Prawna gra nerwów wokół rosyjskich aktywów
Rosja stanowczo podkreśla, że zamrożone środki są jej własnością i każda próba ich przejęcia będzie uznana za naruszenie suwerenności. Unia Europejska - przeciwnie - argumentuje, że to agresor powinien finansować naprawę szkód, które sam wyrządził.
Propozycje Komisji Europejskiej zyskują na znaczeniu - nie tylko politycznym, ale i symbolicznym - jako próba realnego obciążenia Rosji kosztami wojny, którą sama wywołała.
Agata Siwek











