Reklama

Debata Interii. Koniec dekady niskiej inflacji i taniego kredytu

Nowy rok w gospodarce przyniesie utrwalenie się wysokich cen, zbliżoną do 10 proc. inflację i spowolnienie tempa wzrostu PKB. Ale z drugiej strony sytuacja na rynku pracy będzie cały czas bardzo dobra, firmy jeszcze zwiększą inwestycje, a część konsumentów będzie miała więcej pieniędzy w portfelach - wskazują ekonomiści w specjalnym programie Interii Biznes.

- Skończyła się dekada niskiej inflacji i niskich stóp procentowych, czeka nas parę lat wysokiego wzrostu cen. To grozi Polsce bardziej niż krajom rozwiniętym, np. strefie euro, bo w naszym przypadku dużo łatwiej o przerzucanie wysokich kosztów i płac na ceny. Przez ostatnie lata gospodarka "jechała" na boomie konsumpcyjnym i słabych inwestycjach, dużo mówiliśmy o inflacjogennej strukturze PKB. Teraz mamy z kolei ryzyko populizmu antyinflacyjnego, w formie zbyt powszechnych tarcz - ocenia Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Zaskoczenia 2021: Inflacja, inwestycje, zapasy

Największym zaskoczeniem mijającego roku okazała się oczywiście najwyższa od blisko 21 lat inflacja, która w listopadzie wyniosła 7,8 proc., a jak wynika z prognoz ekonomistów w pierwszej połowie 2022 roku może sięgnąć 9-10 proc.

Reklama

- Co do skali inflacji wszyscy byli zaskoczeni. Inflacja podeszła pod 8 proc. i nawet jak spadnie nieco, to pozostanie wysoka w 2022 roku i w kolejnych latach - mówi Rafał Benecki. - Pozytywnym zaskoczeniem są z kolei inwestycje firm. One wzrosły solidnie i firmy już od początku roku zaczęły się szybko dostosowywać do nowych warunków. Chciały przygotować się do zakłóceń w łańcuchach dostaw i wyższych cen surowców - dodaje.

Na rolę wyższych inwestycji zwraca uwagę także Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. - To jedno z głównych źródeł wyższej dynamiki PKB. Do tego dołożyłbym także płace, które wzrosły wyraźnie mocniej niż przewidywaliśmy. Dotyczy to także płac w sektorze publicznym -podkreśla Borowski.

- Wśród zaskoczeń warto wspomnieć o zapasach, bo mamy w firmach być może nowy model zarządzania zapasami właśnie. Mamy do czynienia nie tylko z odbudową zapasów, ale raczej z nadbudową zmierzającą do tego by utrzymać ciągłość produkcji w sytuacji gdy pojawiają się wąskie gardła, kiedy trudno zapewnić stabilne zaopatrzenie - zwraca uwagę ekonomista CA BP.

Dla Ernesta Pytlarczyka, głównego ekonomisty Banku Pekao jednym z kluczowych wiadomości mijającego roku były nadzwyczajne wydarzenia z trzeciego i czwartego kwartału. - Wtedy mieliśmy wiele szoków, np. kryzys gazowy czy energetyczny, które ciężko było przewidzieć. Same koszty uprawnień do emisji CO2 to zjawiska, które były rozłożone na lata - wskazuje ekonomista.

- Dużym zaskoczeniem jest ścieżka stóp procentowych i normalizacja polityki pieniężnej, która zaczęła się dokonywać najpierw nie w Polsce. Dziś ewidentnie jesteśmy w cyklu zacieśniania polityki pieniężnej w regionie. I mamy tu bardzo duże zaskoczenie. Prognozy zakładały bowiem, że siła gospodarki nie pozwoli na tak szybkie odejście od akomodacji monetarnej - dodaje Pytlarczyk.

Kiedy inflacja odpuści?

Ekonomiści nie mają dobrych informacji - w nadchodzącym półroczu trzeba się będzie jeszcze przyzwyczaić do ok. 10-proc. inflacji.

- Istotne jest nawet nie to, że inflacja w styczniu zbliży się do 10 proc., ale to, iż ponownie wydłuża się okres wysokiej inflacji - średnia dynamika cen w 2022 roku przekroczy 7,5 proc., a w 2023 wyniesie 5-6 proc. wobec zakładanych ostatnio przez NBP 3,6 proc. - wskazuje Benecki.

Zwraca też uwagę na rolę efektów statystycznych. - Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z efektami bazy - np. ceny paliw obecnie rosną w tempie 30-40 proc., a w przyszłym roku ta inflacja cen paliw zbliży się do zera. Podobnie będzie z żywnością - jej inflacja z 7 proc. zbliży się do zera. Bardzo ważne jest to, że w 2022 r. inflacja bazowa, związana z tym co dzieje się w kraju, z popytem czy płacami - będzie uporczywie wysoka. Dlaczego? Zmienią się powody inflacji: o ile w tym roku duże znaczenie mają zewnętrzne szoki - ceny paliw, opału, gazu, energii, jak również zakłócenia w łańcuchach dostaw - tak w przyszłym roku duże znaczenie w kształtowaniu inflacji będą miały efekty drugiej rundy, czyli przerzucanie kosztów na ceny detaliczne. Firmy robią to dość łatwo, bo czują, że popyt jest mocny. Ale ujawni się też kolejny element, czyli spirala cenowo-płacowa. To są czynniki, które sugerują, że ta podwyższona inflacja zostanie z nami przez dłuższy czas. Pewnie tak też będzie w roku 2023 - ocenia główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Szef ekonomistów Credit Agricole Bank Polska sądzi z kolei, że po uwzględnieniu zmian związanych z podwyżkami cen energii, gazu, ale także tarczy antyinflacyjnej (w tym obniżki VAT na podstawowe artykuły żywnościowe) średnioroczna inflacja w 2022 r. "lekko przekroczy 7 proc.".

- Będzie tak nawet mimo wolniejszego wzrostu cen w drugiej połowie roku. W pierwszym kwartale 2023 r. będziemy mieli efekt niższej bazy związany z tarczą antyinflacyjną. Inflacja odpuści w drugiej połowie 2023 r. - stwierdza Borowski.

Jak się będzie żyło gospodarstwom domowym?

- Wszystkie dane napływające z rynku pracy wskazują, że będzie on w bardzo dobrej kondycji - podkreśla Jakub Borowski.

- Konsumpcja spowolni z uwagi na wysoką inflację i brak jakiegoś znaczącego przyspieszenia dynamiki płac. Spodziewamy się wzrostu konsumpcji o ok. 3 proc., więc można powiedzieć, że będzie żyło się trochę gorzej, ale generalnie sytuacja gospodarstw domowych pozostanie dobra - dodaje ekonomista CA BP.

Zdaniem Borowskiego, Polski Ład jest czynnikiem, który będzie obniżał presję płacową. - Wyższe wynagrodzenia netto zawsze zmniejszają presję na wynagrodzenia brutto, dlatego nie spodziewam się dwucyfrowej dynamiki płac w gospodarce narodowej - w sumie płace średnio wzrosną o ok. 9 proc. - ocenia.

Ernest Pytlarczyk zwraca uwagę, że tarcza antyinflacyjna oraz Polski Ład wpłyną na domowe budżety i gospodarkę. - To są elementy, które będą amortyzowały skutki inflacji - mówi główny ekonomista Banku Pekao. - Dlatego nasza prognoza wzrostu konsumpcji jest poniżej 4 proc., a wzrostu PKB - 4 proc. To skutek efektów inflacji i zmniejszenia siły nabywczej, a po drugiej stronie tarczy antyinflacyjnej - dodaje.

 zwraca uwagę, że dziś "interpretacja skutków Polskiego Ładu jest inna niż wtedy kiedy był ogłaszany". - Na początku myśleliśmy, że to może być "przestymulowanie" gospodarki. Teraz widzimy jednak, że mamy inne otoczenie, jest inflacja. Dziś każdy ma taką pokusę, żeby z uwagi na inflację i mniejszą siłę nabywczą zmniejszać prognozy PKB na 2022 r., ale Polski Ład będzie wygładzał sytuację - dodaje.

Benecki szacuje, że dynamika dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych biorąc pod uwagę obniżkę podatków, podwyżkę pensji minimalnej i wysoką inflację spadnie na przełomie 2021/2022 r. o 25 proc. lub o 50 proc. w stosunku do dynamiki sprzed pandemii. - Te działania rządu nie są w stanie skompensować wysokiego wzrostu cen - to powód przejściowo słabszej konsumpcji w 2022 r.  - wskazuje.

W których sektorach są inwestycje i będzie więcej pracy?

- Oczywiście dalej rozchwytywani będą informatycy. Pandemia spowodowała, że polski rynek pracy w niektórych sektorach stał się globalny - wiele osób z tej branży może mieszkać w Polsce, a pracować dla firm z USA czy Zachodniej Europy. Dobrze radzili sobie ostatnio także eksporterzy, przemysł i słyszymy np. z sektora logistycznego, że tam pracownicy są rozchwytywani. Wszystko to w sytuacji, gdy polski rynek pracy wchłonął 1,5 mln Ukraińców - podkreśla ekonomista ING.

- Polska Czechy Węgry są w grupie 5 krajów o najniższym bezrobociu w Unii. To może spowodować, że dynamika wynagrodzeń może być wyższa od prognoz i żądania płacowe w Polsce są dość wysokie. To jest zdecydowanie rynek pracownika - dodaje Benecki.

Pytlarczyk ocenia jednak, że sytuacja na rynku pracy nie różni się od tej z ostatnich lat. - Są sektory gdzie jest restrukturyzacja zatrudnienia, a są takie, które zwiększają zatrudnienie. Żądania płacowe są realizowane tylko w szczególnych grupach zawodowych - "kominem" są właśnie informatycy. Poza tym nie widzimy i w Polsce, i w Europie czegoś co nazywa się indeksacją płac do inflacji - mówi Pytlarczyk. - Presja płacowa jest bardzo duża w szczególnych branżach, jak e-commerce czy w spółkach z dużym komponentem IT - dodaje.

Drugi rok podwyżek stóp procentowych

Ekonomiści są zgodni: Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała cykl podwyżek stóp procentowych, co będzie przekładało się na wyższe raty kredytów i budżety do dyspozycji gospodarstw domowych. Do tej pory RPP dokonała trzech podwyżek i główna stopa NBP jest już na poziomie 1,75 proc. wobec 0,1 proc. z początku października.

- Spodziewam się kontynuowania cyklu podwyżek. Inflacja stała się problemem społecznym. Główna stopa NBP wzrośnie powyżej 3 proc. i to w miarę szybko. Widziałbym te ruchy "w tandemie ze złotym". NBP będzie już uważał, żeby złoty nie był słabszy, wręcz by był mocniejszy - trochę o tym zapomnieliśmy, ale umocnienie złotego może się przyczynić do spadku inflacji - najszybszy kanał transmisji jest właśnie przez kurs walutowy - podkreśla Ernest Pytlarczyk.

- Rynkowy sentyment wokół Polski się popsuł i dlatego komunikacja NBP musi być bardziej zdecydowana. Wyższe stopy procentowe i mocniejszy złoty to moim zdaniem będzie pomysł na walkę z inflacją. Najszybszą. Reszta to czynniki związane z cyklem koniunkturalnym. Warto pamiętać, że inflacja jest fenomenem międzynarodowym - kraje różnią się tylko skalą komponentu krajowego - dodaje główny ekonomista Banku Pekao.

Ale czy NBP zaakceptuje stopniowe wzmacnianie się złotego? - Nie będzie łatwo z umocnieniem złotego. Dziś rynek wycenia mocny wzrost stóp, a złoty praktycznie się nie umacnia i zachowuje się inaczej niż w przeszłości. Zachowanie polskiego rynku długu wskazuje, że wróciliśmy do grupy krajów wschodzących. Jeszcze niedawno byliśmy postrzegani na progu krajów rozwiniętych. Inwestorzy zagraniczni od dłuższego czasu praktycznie nie kupują polskich obligacji rządowych i są "niedoważeni". To się przekłada na zachowanie długu i waluty, która się nie umacnia, mimo solidnego wzrostu gospodarczego i podwyżek stóp - zauważa Benecki.

- Mamy z jednej strony podwyżki stóp procentowych, które mają przywrócić równowagę w gospodarce, schłodzić popyt, obniżyć inflację, a z drugiej strony poluzowanie fiskalne. To są dwa niespójne ruchy i rynki źle na to patrzą. Nie widzą tu spójności. Stąd umocnienie złotego w 2022 r. może być ograniczone, np. do 4,50 zł za euro na koniec 2022 r. To mały ruch jak na skalę podwyżek - dodaje.

Według najnowszych prognoz ING, główna stopa NBP ma wzrosnąć w 2022 r. do 4 proc. i do 4,5 proc. w 2023 r. - Liczne szoki podażowe padły na bardzo inflacjogenny grunt polskiej gospodarki, która miała już prawie 5 proc. inflacji przed pandemią - ocenia Benecki. 

Jakub Borowski zwraca uwagę na wzrost tzw. premii za ryzyko inwestowania w polskie papiery skarbowe. - Tu znaczenie ma spór prawny Polski z UE, który eskaluje. Druga sprawa to niejasna komunikacja NBP jeśli chodzi o politykę pieniężną, zwłaszcza kursową. Nasza gospodarka potrzebuje mocniejszego kursu złotego, a nad inwestorami wisi ryzyko deprecjacji - podkreśla ekonomista.

- Mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową: inflacja jest wysoka na tle celu inflacyjnego i mamy bank centralny, który w zasadzie chce trochę realizować mandat dualny: chciałby obniżyć inflację i nie doprowadzić do pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Te cele w zasadzie się wykluczają. Zobaczymy jak zachowa się nowa RPP, bo obecna chce łagodnego podwyższenia stóp i pewnie podwyżki stóp będą niższe niż oczekiwane przez rynek - ocenia Borowski.

Ekonomista Credit Agricole nie widzi znaczącej przestrzeni do umocnienia się złotego "przy tak nakreślonych celach polityki pieniężnej i zmieniających się fundamentach, jak pogarszające się saldo obrotów bieżących".

- To nie jest otoczenie sprzyjające aprecjacji złotego. Polska waluta mogłaby zyskać gwałtownie jeśli premia za ryzyko wyraźnie spadnie - ale to musiałoby oznaczać reset w stosunkach Polska - UE w kwestii praworządności, albo znacznie wyższe podwyżki stóp procentowych niż te wyceniane przez rynek - uważa Jakub Borowski. - My mamy konserwatywny scenariusz: zakładamy podwyżkę stóp o 0,5 pkt proc. w styczniu, a potem pauzę. Choć oczywiście jest ryzyko wzrostu stóp o kolejne 0,25-0,5 pkt proc. - dodaje.

2022 znów rokiem inflacji. Jakie słowa klucze?

Ekonomiści są zgodni: w 2022 r. gospodarka zwolni, a inflacja nadal będzie tematem, który pozostanie obecny w publicznej dyskusji i będzie miał wpływ na portfele Polaków.

- Spodziewamy się wzrostu PKB o 4,5 proc. Powodem spowolnienia wobec 2021 r. będzie słabsza konsumpcja, wolniejsza dynamika dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych. Dostrzegam też potencjał do pozytywnego zaskoczenia eksportem. Mamy wrażenie, że niemiecka gospodarka stoi gotowa żeby rosnąć szybko pod warunkiem odblokowania łańcuchów dostaw, co pewnie nie nastąpi w pierwszym kwartale. Ilość niezrealizowanych zamówień w niemieckiej gospodarce jest tak duża, że skorzystałby polski eksport - podkreśla Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Jego zdaniem, kluczowy w 2022 r. będzie temat zakłóceń w  łańcuchach dostaw, z czym firmy muszą sobie radzić. - Omikron oznacza, że Azja wprowadza politykę "zero tolerancji dla Covidu" i zakłócenia w łańcuchach dostaw pewnie się pojawią w pierwszym kwartale. Ale mamy nadzieję, że w trakcie roku nastąpi ponowne odblokowanie, pojawią się komponenty, których brakuje, co powinno pomóc także polskiej gospodarce - ocenia Benecki.

- Drugie słowo klucz to populizm antyinflacyjny. Z jednej strony rozumiemy, że wysoka inflacja wymaga działań które poprawią los najuboższych rodzin, ale mam wrażenie że skala pomocy jest zbyt szeroka i trudno jest zapanować nad inflacją bez jakiejś formy schłodzenia gospodarki. To robi bank centralny, w drugą stronę działa polityka budżetowa. Słyszymy, że tarcz antyinflacyjnych może być parę. Obawiam się więc, że takie działanie oznacza podtrzymanie wysokiej inflacji także w roku 2023 - dodaje ekonomista ING.

Jego zdaniem, ważne będzie wypracowanie nowego modelu gospodarki, która musi funkcjonować w warunkach ciągłej pandemii. - Chodzi mi o restrykcje, szczepionki, środki ostrożności i nowy cykl gospodarczy. Możemy mieć spowolnienie zimą i odbicie latem - tak gospodarka może funkcjonować przez kilka lat. Im szybciej się dostosujemy, tym lepiej dla gospodarki, rynku pracy i handlu zagranicznego - podkreśla Rafał Benecki.

Zdaniem Jakuba Borowskiego, polska gospodarka może wzrosnąć o 4,3 proc. - widoczne będzie lekkie spowolnienie konsumpcji i przyspieszenie inwestycji.

- Słowa klucze są związane z inflacją, łańcuchami dostaw, ograniczeniami podażowymi - to się będzie utrzymywać. Także presja płacowa, choć nie spodziewam się gigantycznej - to będzie na radarze - wszyscy będziemy się temu przyglądać - dodaje główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Nieco niższą prognozę wzrostu PKB ma Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao.

- Zakładamy wzrost PKB o 4 proc. Ale pozytywnie mogą zaskoczyć inwestycje. Liczymy na modernizację gospodarki i to będzie słowo klucz. Cały czas silny będzie rynek pracy - możemy jednak nie doceniać skali obniżenia dynamiki konsumpcji z uwagi na podwyżki stóp procentowych. Druga połowa roku przyniesie dynamikę PKB na poziomie 3 proc. - to będzie już czas wolniejszego wzrostu PKB - podkreśla Pytlarczyk.

Zwraca uwagę, że to inflacja pozostanie najczęściej poruszanym tematem w życiu społeczno-politycznym. - Podobnie jest także w USA, gdzie ocenia się, że jest ona czymś trwalszym niż tylko przejściowym - dodaje.

Paweł Czuryło

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »