W skrócie
- Do głównych czynników ryzyka dla złotego analitycy zaliczają zagrożenia wynikające z wysokiego deficytu budżetowego oraz rosnącego zadłużenia, co skłoniło agencje ratingowe do obniżenia perspektyw ekonomicznych naszego kraju do negatywnych.
- Stabilności dolara wyjątkowo mocno może zagrozić polityka handlowa USA po tym, jak Donald Trump ogłosił, że nałoży dodatkowe 10-procentowe cło na 8 krajów, które otwarcie sprzeciwiły się jego planom opanowania Grenlandii.
- ”Nowe cła Trumpa i groźby związane z Grenlandią jednoczą świat przeciwko Stanom Zjednoczonym i mogą zakończyć dominację dolara” - napisał Peter Schiff, znany krytyk amerykańskiego systemu finansowego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Liczne prognozy na lata 2026-27 kursu dolara i euro w relacji do złotego można znaleźć w bazie Bloomberga. Ich mediana dla dolara wynosi na koniec tego roku 3,55 zł, a w 2027 roku jeszcze mniej, bo 3,50 zł. To wartości o około 10 groszy niższe od dzisiejszych. Mediana Bloomberga dla euro to 4,26 zł, zarówno dla 2026 jak i 2027 roku. To z kolei kilka groszy więcej niż teraz.
Czas próby dla dolara
Obecny kurs dolara nieznacznie przekraczający 3,60 zł jest niski, zwłaszcza gdy porównujemy go z notowaniami sprzed 12 miesięcy, które przełamywały granicę 4 zł. Jednak nie tak dawno, bo w okolicach Bożego Narodzenia, dolar był o kilka groszy tańszy. Eksperci wielu instytucji finansowych są zdania, że obserwowany od Wigilii wzrost wartości waluty Amerykanów jest krótkotrwałym odreagowaniem i spodziewają się kolejnej fali przeceny względem złotego.
Szwajcarski bank UBS przewiduje, że kurs dolara może spaść do 3,53 zł pod koniec 2026 roku. Analitycy RBC Capital Markets prognozują spadek do 3,53 zł w czwartym kwartale 2026 roku i do 3,46 zł dokładnie rok później. Goldman Sachs oczekuje, że notowania dolara osuną się do 3,54 zł w perspektywie sześciu miesięcy i do 3,40 zł pół roku później. Ekonomiści BNP Paribas przewidują spadek kursu do 3,44 zł w pierwszym kwartale 2026 roku oraz do 3,36 zł w czwartym kwartale. Japoński MUFG też spodziewa się ruchu w stronę 3,36 zł pod koniec tego roku.
Eksperci firmy Natixis, globalnej instytucji finansowej będącej częścią francuskiej grupy bankowej BPCE, wyznaczają ścieżkę bardziej łagodnej deprecjacji "zielonego". Ich zdaniem, dolar osunie się do 3,54 zł we wrześniu 2026 roku. Jak twierdzą, złotego powinno wzmacniać "jastrzębie" nastawienie NBP, który będzie skłonny łagodzić politykę pieniężną dopiero w drugiej połowie tego roku. Rada Polityki Pieniężnej miałby przeprowadzić wówczas jedną lub dwie obniżki stóp procentowych w zależności od napływających danych.
Kursy walut. Dużo zależy od NBP
Bardziej śmiałego redukowania stóp przez NBP spodziewa się Frantisek Taborsky z ING. Widzi jednak kres tego procesu. - Zakładamy, że inflacja będzie nadal sprzyjać dalszym obniżkom stóp procentowych. Na razie prognozy naszych ekonomistów pozostają niezmienione. Powinny nastąpić trzy kolejne cięcia w marcu, maju i wrześniu do poziomu 3,25 proc., ale będzie to koniec cyklu - oznajmił Taborsky. W tej sytuacji ING prognozuje, że dolar potanieje do 3,46 zł w grudniu 2026 roku.
Są jednak i tacy analitycy, którzy mają pozytywne nastawienie do perspektyw dolara. Ekonomiści Crédit Agricole Corporate and Investment Bank oczekują, że waluta Amerykanów doświadczy niebawem wzrostowego odbicia i będzie kosztować 3,68 zł w połowie 2026 roku oraz 3,80 zł pół roku później. Bardzo podobny punkt widzenia prezentują eksperci HSBC, którzy spodziewają się w tym półroczu wzrostu kursu do 3,73 zł. Wyjątkowo optymistyczną prognozę, choć długookresową, przedstawiają eksperci Wells Fargo, których zdaniem za półtora roku dolar może kosztować 3,87 zł, co byłoby najwyższą wartością od kwietnia 2025 roku.
Prognozowane kursy walut na 2026. Wyjątkowo stabilne euro
Euro w relacji do złotego w 2025 roku było bardzo ustabilizowane. Mieściło się w widełkach 4,13 - 4,33 zł, przy czym przeważnie oscylowało w pobliżu 4,25 zł. Bardzo możliwe, że w latach 2026-27 będzie podobnie. W bazie Bloomberga aż 75 proc. prognoz na najbliższe kwartały zawiera się w przedziale 4,20 - 4,30 zł.
Dobrą projekcję dla naszej waluty ma BNP Paribas przewidujący na koniec roku 4,20 zł za euro. Japoński MUFG docelowo widzi eurozłotego na poziomie 4,17, a amerykański JP Morgan schodzi wyjątkowo nisko do poziomu 4,05 zł. Inne instytucje bardziej wierzą we wspólną walutę i dlatego mediana prognoz do końca 2027 roku wynosi 4,26 zł.
Do głównych czynników ryzyka dla złotego liczni analitycy zaliczają zagrożenia wynikające z wysokiego deficytu budżetowego oraz rosnącego zadłużenia, co skłoniło agencje ratingowe do obniżenia perspektyw ekonomicznych naszego kraju do negatywnych. Wymieniane są też napięcia między rządem a prezydentem, które mogą utrudnić procesy legislacyjne i napływ do Polski funduszy unijnych.
Mocną stroną polskiej gospodarki, a przy okazji także złotego, jest wzrost PKB w trzecim kwartale 2025 roku, który został zrewidowany w górę do 3,8 proc. rok do roku (z wcześniejszych 3,7 proc.). Bloomberg szacuje, że tym roku nasz wzrost utrzyma się na wysokim poziomie 3,5 proc., a będzie wspierany przez: duży popyt krajowy i luźną politykę fiskalną, znaczne napływy funduszy europejskich przekraczające 4 proc. PKB Polski, bezrobocie utrzymujące się blisko historycznych minimów i opóźnione efekty zeszłorocznego luzowania monetarnego.
Złoty pozostanie wrażliwy także na wydarzenia za naszą wschodnią granicą. Każda eskalacja konfliktu na linii NATO - Rosja będzie stwarzała poważne ryzyko spadkowe dla złotego. Z drugiej strony ewentualne zawieszenie broni między Moskwą a Kijowem może stać się silnym impulsem do aprecjacji naszej waluty.
Czekanie na grenlandzki wstrząs walutowy
Na pozycję dolara na rynkach walutowych bardzo duży wpływ będzie miała polityka pieniężna Rezerwy Federalnej. Bardzo możliwe, że Fed zdecyduje się na poważny cykl obniżek stóp procentowych, po tym, jak w maju odejdzie ze stanowiska szef banku Jerome Powell. Jego następca, wskazany przez prezydenta Donalda Trumpa, z pewnością będzie zwolennikiem luzowania monetarnego, a to osłabi walutę Amerykanów.
Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że stabilności dolara wyjątkowo mocno może zagrozić także polityka handlowa USA. Prezydent Trump znów wysyła sygnał, że jest ona narzędziem nacisku, stosowanym przez niego dowolnie i niezależnie od wcześniejszych ustaleń. Jeszcze niedawno dolar był w jakimś stopniu chroniony przez łagodniejszy od oczekiwań wzrost barier handlowych oraz duże inwestycje w nowe technologie.
Donald Trump wywrócił jednak stolik i ogłosił, że Stany Zjednoczone nałożą dodatkowe 10-procentowe cło na import z Danii, Finlandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii, Norwegii i Szwecji, czyli krajów, które otwarcie sprzeciwiły się jego planom opanowania Grenlandii. W dodatku zapowiedział, że 1 czerwca cła wzrosną do 25 proc., jeśli nie dojdzie do "całkowitego przejęcia lub zakupu Grenlandii".
Edward Bell, główny ekonomista banku Emirates NBD, przypomniał, że UE i USA podpisały w połowie 2025 roku tymczasowe porozumienie mające złagodzić skutki wcześniejszych taryf celnych wprowadzonych przez administrację waszyngtońską. Nadmierne wykorzystywanie ceł zwiększa ryzyko, że partnerzy handlowi przestaną ustępować i odpowiedzą własnymi działaniami. Jeśli Biały Dom przy każdej okazji będzie sięgać po sankcje gospodarcze, kraje poszkodowane zaczną ograniczać rozliczenia w dolarze, by uniknąć nacisku politycznego. To uderzyłoby w fundamenty amerykańskiego systemu finansowego i podważyło rolę dolara jako waluty globalnej.
Sprawę grenlandzką bardzo mocno skomentował znany zwolennik metali szlachetnych i krytyk amerykańskiego systemu finansowego, Peter Schiff. "Złoto bije nowe rekordy powyżej 4 670 dolarów za uncję, srebro przekroczyło 93 dolary. Nowe cła Trumpa i groźby związane z Grenlandią jednoczą świat przeciwko Stanom Zjednoczonym i mogą zakończyć dominację dolara. Nasza strata będzie zyskiem reszty świata" - napisał Schiff.
Jacek Brzeski














