Spis treści:
- Presja na zwiększanie podaży ropy uderza w marże firm i hamuje dalszy rozwój wydobycia
- Eksport energii służy nie tylko rynkowi, lecz także budowaniu wpływów geopolitycznych USA
- Biznes mówi "nie", Biały Dom się irytuje
- "Uścisk niedźwiedzia" dla sektora naftowego, czyli kosztowne skutki nadmiernej ingerencji państwa
Amerykański sektor naftowo-gazowy znalazł się w centrum polityki gospodarczej USA. Z jednej strony korzysta z deregulacji, ekspansji wydobycia i wsparcia dyplomatycznego. Z drugiej strony, musi on mierzyć się z presją niskich cen, ingerencją państwa i rosnącym ryzykiem geopolitycznym. Analiza Reutersa pokazuje, że to napięcie staje się kluczowym wyzwaniem dla branży.
Presja na zwiększanie podaży ropy uderza w marże firm i hamuje dalszy rozwój wydobycia
Od momentu powrotu do władzy Donald Trump wprowadził "liczne pro-paliwowe środki" i wyraźnie odszedł od klimatycznej agendy administracji Joe Bidena. Już w pierwszych godzinach urzędowania ogłosił narodowy stan nadzwyczajny w energetyce, co otworzyło drogę do łagodniejszych regulacji środowiskowych oraz nowych pozwoleń na wiercenia na terenach federalnych i na Alasce.
Równolegle cofnięto zamrożenie pozwoleń na nowe terminale LNG i przyspieszono zatwierdzanie projektów. Efekt? Według danych Energy Information Administration, na które powołuje się Reuters, produkcja ropy i cieczy w USA ma wzrosnąć do niemal 24 mln baryłek dziennie w 2026 r., czyli około 22 proc. globalnej podaży. W 2025 r. Stany Zjednoczone jako pierwszy kraj na świecie wyeksportowały ponad 100 mln ton LNG w ciągu roku.
Jednak, jak zauważa Reuters, entuzjazm branży wobec hasła "drill, baby, drill!" (tłum. "wierć, dziecino, wierć!") szybko osłabiła druga część trumpowskiej strategii: nacisk na niskie ceny energii. Prezydent publicznie apelował do OPEC o zwiększenie wydobycia. OPEC+, w tym Rosja, podniósł cele produkcyjne, a cena amerykańskiej ropy spadła w połowie grudnia do około 55 dolarów za baryłkę, czyli poziomu bliskiego pięcioletniemu minimum.
Skutki są już widoczne. Liczba czynnych wiertni naftowych w USA spadła w ciągu roku o 15 proc. według danych Baker Hughes, a tempo wzrostu produkcji ma wyhamować w 2025 i 2026 r.
Eksport energii służy nie tylko rynkowi, lecz także budowaniu wpływów geopolitycznych USA
Reuters zwraca uwagę, że Donald Trump traktuje potęgę energetyczną USA nie tylko jako fundament gospodarki, lecz także jako instrument geopolityczny. Prezydent forsuje koncepcję "dominacji energetycznej" oraz tzw. doktrynę Donroe. Nową interpretację XIX-wiecznej zasady wpływów USA w obu Amerykach.
Administracja wykorzystywała eksport ropy i LNG w negocjacjach handlowych z dziesiątkami krajów. Unia Europejska zgodziła się na "agresywne i nierealistyczne zobowiązania" zakupowe, co może w dłuższym terminie zniechęcić odbiorców do nadmiernego uzależniania się od dostaw z USA.
Kulminacją tej strategii była Wenezuela. Po schwytaniu prezydenta Nicolása Maduro na początku stycznia pod zarzutami handlu narkotykami, Trump ogłosił, że Waszyngton "na czas nieokreślony przejmie kontrolę nad bogactwami naftowymi" kraju posiadającego około 300 mld baryłek udokumentowanych rezerw, największych na świecie.
Biznes mówi "nie", Biały Dom się irytuje
Podczas transmitowanego spotkania z menedżerami sektora naftowego 9 stycznia Trump zapowiedział, że administracja wskaże firmy, które mają zainwestować łącznie 100 mld dolarów w odbudowę wenezuelskiego przemysłu naftowego. Reuters zaznacza jednak, że nie ma pewności, czy globalni giganci pójdą tą drogą.
Dyrektor generalny Exxon Mobil Darren Woods określił Wenezuelę jako kraj "nienadający się do inwestowania", przypominając, że firma była zmuszana do opuszczenia tego rynku dwukrotnie w ostatnich dekadach. Reakcja prezydenta była ostra. Donald Trump nazwał te uwagi "zbyt sprytnymi" i dał do zrozumienia, że skłania się ku wykluczeniu Exxona z projektu.
Jak konkluduje Reuters, sprzeciw wobec prezydenta "niesie ryzyko realnych konsekwencji".
"Uścisk niedźwiedzia" dla sektora naftowego, czyli kosztowne skutki nadmiernej ingerencji państwa
Analiza Reuters Open Interest wskazuje, że Wenezuela może stać się modelem szerszego wykorzystywania amerykańskich firm naftowych jako narzędzi polityki zagranicznej. Potencjalnie także w relacjach z Rosją w kontekście wojny w Ukrainie. Problem w tym, że głębsza ingerencja rządu w decyzje biznesowe zwiększa ryzyko dla stabilności finansowej spółek.
Reuters podkreśla również długofalowe zagrożenie, a dokładnie rosnącą zmienność polityczną w USA. Kolejne administracje, zarówno republikańskie, jak i demokratyczne, coraz częściej odwracają decyzje poprzedników, zwłaszcza te oparte na rozporządzeniach wykonawczych.
W efekcie, jak zauważa Reuters, im bardziej przyjazna wobec sektora naftowego jest dziś polityka Donalda Trumpa, tym większe ryzyko gwałtownego zwrotu, gdy do władzy wróci administracja skoncentrowana na ochronie środowiska. Ciepłe objęcie branży może wtedy okazać się "uściskiem niedźwiedzia".
Agata Siwek














