Paraliż lotniczy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie uderzył m.in. w setki Polaków lecących lub wracających z wakacji, którzy korzystali z hubów przesiadkowych w ZEA lub w Katarze. Z portów w Dosze, Dubaju oraz w Abu Zabi odlatują samoloty do Tajlandii, Wietnamu czy Sri Lanki. Są to popularne miejsca zimowych i wczesnowiosennych podróży. Osoby, które samodzielnie organizowały sobie wakacje i miały wykupione loty łączone, nie są w stanie obecnie dotrzeć do celów swoich podróży.
Linie lotnicze oferują takim turystom zwrot pieniędzy lub możliwość przebookowania lotu na inne termin. Dla podróżnego, który już zapłacił za noclegi, obie opcje są niekorzystne. Kwota zwrotu najczęściej nie wystarczy na wykup lotu bezpośredniego lub takiego, który będzie miał międzylądowanie w kraju nieobjętym konfliktem.
Loty z Warszawy do Bangkoku w astronomicznych cenach
Irańskie drony i rakiety wystrzeliwane w stronę państw Zatoki Perskiej, wymusiły na władzach tych krajów, czasowe zamykanie przestrzeni powietrznej. Sytuacja ta oprowadziła do tego, że ceny biletów lotniczych na trasach alternatywnych wystrzeliły.
Dla przykładu lot z Warszawy do Bangkoku 6 marca realizowany przez Air France i Air China z międzylądowaniem w Pekinie kosztuję ponad 11 tys. zł. Ceny biletów w tym samym terminie w Polskich Liniach Lotniczych LOT zaczynają się od około 7650 zł. Trasa obejmuje przesiadkę w Delhi.
Dlatego też Polacy, którzy nie mogą dotrzeć do Tajlandii, na Sri Lankę czy do Dubaju za pośrednictwem grup na Facebooku szukają chętnych na noclegi, za które już zapłacili. Na grupach można też znaleźć oferty odsprzedaży wakacji w tych miejscach w odległych terminach np. w kwietniu. Są to wczasy wykupione w biurach podróży. Touroperatorzy nie odwołali takich wyjazdów, a jedynie te wycieczki, które miały się odbyć w najbliższych terminach.
"Odsprzedam wakacje Egipcie". Polacy się wystraszyli?
W ostatnich dniach na grupach pojawił się także "wysyp" ofert dotyczących odsprzedaży wakacji w Egipcie. "Cena wycieczki: 6442 zł, odsprzedam za 4000 zł" - czytamy w ogłoszeniu użytkownika, który szuka kupca na wakacje w Marsa Alam w terminie 17-24 marca. "50 proc. ceny, 2000 zł/os" - poleca inna internautka, która również chce sprzedać wczasy w tym samym kurorcie z wylotem 7 marca i powrotem 14 marca.
Wojna na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie spowodowała, że Polacy zaczęli sprawdzać ostrzeżenia dla podróżnych MSZ. Przypominamy - departament już w czerwcu ubiegłego roku ostrzegał podróżnych przed możliwymi komplikacjami w ruchu lotniczym w ZEA, Katarze oraz w Omanie. W tamtym czasie Izrael ostrzelał cele w Iranie. Czerwcowa wojna 12-dniowa także doprowadziła do zakłóceń na lotniskach, ale na znacznie mniejszą skalę.
Jednak alerty o tym, że sytuacja w regionie jest niestabilna i trudna do przewidzenia "wisiały" na stronie MSZ cały czas. Kiedy dochodziło do zaostrzania retoryki między Iranem, Izraelem a USA, polskie władze i ambasady apelowały do turystów, by przełożyli swoje wyjazdy na Bliski Wschód. Takie ostrzeżenie wydała m.in. w styczniu ambasada w Katarze.
Ostrzeżenia MSZ dla podróżujących do Egiptu dotyczą kilku obszarów
W przypadku Egiptu MSZ również wydał ostrzeżenia, ale dotyczą one tylko poszczególnych regionów. Ministerstwo odradza wszelkich podróży do:
- do gubernatorstwa Synaju Północnego,
- na obszary znajdujące się przy granicy z Libią i Sudanem, w tym do tzw. trójkąta Halaib (południowo-wschodniego rejonu przy granicy z Sudanem).
- MSZ odradza podróże, które nie są konieczne do Doliny Nilu pomiędzy Asuanem i granicą z Sudanem (z wyjątkiem Abu Simbel).
Na pozostałym terytorium Egiptu, MSZ "zalecamy zachowanie szczególnej ostrożności".
Obszary wymienione przez departament nie są miejscami turystycznymi. Synaj Północny graniczy z Synajem Południowym, gdzie znajduje się kurort Szarm el-Szejk. Przy czym odległość między tym miastem a granicą Synaju Północnego wynosi 462 km. Z Szarm el-Szejk jest bliżej do Arabii Saudyjskiej. Państwo to również zostało zaatakowane przez Iran. Przy czym Teheran ostrzelał ambasadę USA w Rijadzie. Odległość między stolicą a egipskim kurortem wynosi 1725 km.
Władze USA poleciły Amerykanom upuszczenie Egiptu
Dlaczego więc turyści z Polski boją się jechać do Egiptu? Zapewne dotarł do nich komunikat skierowany do obywateli USA. W środę, 3 marca władze Stanów Zjednoczonych wezwały Amerykanów do natychmiastowego opuszczenia m.in. Egiptu. Informację na ten temat zamieściła w serwisie X Mora Namdar zastępcą sekretarza stanu ds. konsularnych.
Przy czym na stronie Departamentu Stanu dotyczącej podróży do Egiptu nie ma informacji w tej sprawie. Amerykanom odradza się podróży jedynie na tereny, przed którymi ostrzegał polskich turystów MSZ.
Rainbow i Itaka realizują wycieczki do Egiptu. "Są tam turyści z całego świata"
W kontekście tych informacji zapytaliśmy PR managerkę w Rainbow Kingę Woźniakowską o bezpieczeństwo w Egipcie.
- Na ten moment nie mamy informacji o niebezpieczeństwie w Egipcie, więc nie zamierzamy go wyłączać z naszej oferty w najbliższym czasie. Wiemy, że w są tam turyści z całego świata, wycieczki odbywają się absolutnie normalnie, bez jakichkolwiek przeszkód - powiedziała nam przedstawicielka biura.
- Te wszystkie informacje, które do nas napływają, sprawdzamy pod kątem wiarygodności i cały czas aktywnie podejmujemy decyzje dotyczące różnych kierunków, wylotów czy tras. W kwestii Egiptu w tym momencie nie zapadły żadne decyzje o anulacji - dodała Woźniakowska.
Także wiceprezes Itaka Holding Piotr Henicz w komunikacie z 3 marca podkreślała, że "wyloty do Egiptu, który nie jest stroną konfliktu, są realizowane zgodnie z planem". - Choć możliwe są opóźnienia wylotów z powodu zwiększonego ruchu w korytarzach nad regionem - dodawał.
Hanna Sidorska











