W skrócie
- Wzmożone kontrole w schroniskach dla zwierząt wykazały nieprawidłowości w 40 placówkach na 368 skontrolowanych.
- Gminy często powierzają prowadzenie schronisk prywatnym firmom, co prowadzi do problemów z nadzorem i dokumentacją.
- Eksperci różnią się w ocenie, czy prawo dotyczące schronisk należy całkowicie zmienić, czy raczej korygować istniejące przepisy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W ostatnim czasie szerokim echem w mediach odbiła się sprawa schroniska dla zwierząt w Bytomiu (woj. śląskie). Dochodzenie w sprawie znęcania się nad zwierzętami w tej placówce prowadzi mysłowicka policja pod nadzorem tamtejszej prokuratury. Z kolei w sobotę (24 stycznia), po ponownej kontroli, zamknięte zostało schronisko dla zwierząt w Sobolewie na Mazowszu.
Jednak problem nie ogranicza się tylko do dwóch placówek. Pod koniec stycznia główny lekarz weterynarii ujawnił dane, z których wynika, że na 368 kontroli, nieprawidłowości stwierdzono w 40 schroniskach dla zwierząt. Dotyczyły takich rzeczy jak zamarznięta woda dla zwierząt, niewłaściwe ocieplenie budy czy uchybień dotyczących budowy i stanu technicznego, jak również kwestii dokumentacji i procedur.
Opieka nad bezdomnymi zwierzętami obowiązkiem gminy. Samorządy chętnie oddają schroniska w ręce prywatnego biznesu
Z przepisów dotyczących ochrony zwierząt jasno wynika, że zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom jest zadaniem własnym gminy, a te muszą mieć rozwiązany problem schroniska, odławiania czy leczenia. Prawo nie wymaga, żeby gmina sama prowadziła schronisko, zatrudniała własnych pracowników czy posiadała własny obiekt. Wymaga tylko, żeby zadanie było realizowane.
Gmina ma do wyboru trzy opcje: zlecić zadanie organizacji pozarządowej (NGO), prowadzić schronisko sama, jeżeli się na to zdecyduje, albo oddać prowadzenie w ręce prywatnego podmiotu. W praktyce to właśnie ta ostatnia opcja wybierana jest najczęściej.
Panuje przekonanie, że w ten sposób gminy pozbywają się problemu. Samodzielne prowadzenie schroniska wiąże się bowiem ze sporymi wyzwaniami: od zapewnienia kadry, po inwestycje. Oddając prowadzenie schroniska biznesmenowi gmina płaci określoną kwotę z budżetu, i formalnie problem ma "z głowy". W praktyce jest jednak nieco inaczej.
Prywatne firmy w prowadzeniu schronisk widzą niezły zarobek
Agnieszka Łyp-Chmielewska, adwokatka z Psiego Paragrafu, jest jednak innego zdania. - Sytuacja wygląda raczej odwrotnie niż wielu może się wydawać. To podmioty prywatne w prowadzeniu schronisk widzą możliwość zarobku i ściągnięcia środków finansowych od gminy. Natomiast gminy, często w dobrej wierze, przekazują te zadania podmiotom prywatnym, bo jest to dla nich wygodniejsze - zauważa w rozmowie z Interią Biznes.
W kontekście ostatnich głośnych przypadków nieprawidłowości w schroniskach, Łyp-Chmielewska zwraca uwagę, że nie zawsze tego typu praktyka musi oznaczać patologię. - Znam schroniska i przytuliska prowadzone przez podmioty prywatne - przejmują one kompetencje gminy i działają na podstawie podpisanej z nią umowy - które działają prawidłowo, ale są to małe jednostki obejmujące niewielki obszar. Gmina może podzielić swoje zadania między kilka podmiotów, i wtedy takie rozwiązanie działa dobrze - dodaje.
Również prof. UAM dr hab. Maciej Kruś, LL.M., radca prawny oraz ekspert prawa administracyjnego i ochrony środowiska przyznaje, że model powierzania prowadzenia schronisk podmiotom prywatnym sam w sobie nie jest zły - kluczowe znaczenie ma sposób stosowania przepisów i praktyka. - Sytuacje kryzysowe mogą pojawić się w każdym systemie, dlatego niezbędne są rzetelne kontrole oraz szybka reakcja na uchybienia. Jeśli dany podmiot nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, gmina powinna wyciągać konsekwencje i przekazywać zadanie lepiej przygotowanym wykonawcom - mówi wprost. Co jednak jeśli tak się nie dzieje?
Psy-duchy i pato-schroniska. Cała lista problemów z "prywatnymi" schroniskami dla zwierząt
- Nadzór gminy nad schroniskami prywatnymi jest dość iluzoryczny, bo gmina sama musiałaby przyznać, że popełniła błąd, przekazując kompetencje podmiotowi prywatnemu, a to jest mało realne - przyznaje Łyp-Chmielewska z Psiego Paragrafu. Jej zdaniem kontrole rzadko się zdarzają. - Obecnie odbywają się częściej, bo sprawa została nagłośniona medialnie, ale nie wiadomo, jak długo będą trwały - dodaje.

Adwokatka wylicza także całą listę problemów. - W Polsce nie mamy obowiązku czipowania psów i kotów, więc zwierzęta znalezione na ulicy traktowane są jako bezdomne (resort rolnictwa pracuje nad przepisami mającymi stworzyć Krajowy Rejestr Oznakowania Psów i Kotów - red.). Nie da się jednoznacznie ustalić, czy mają właściciela. W schroniskach często nadawany jest im numer czipa, ale nikt nie sprawdza, czy jest on unikalny - jedno zwierzę może mieć kilka numerów. W środowisku mówi się o tzw. psach-duchach, które pojawiają się i znikają z ewidencji - zauważa.
Do tego - jak wskazuje - dochodzą fikcyjne adopcje, zwierzęta wracają z domów adopcyjnych, a nad tym nikt nie ma realnej kontroli. - Obecnie brak państwowego rejestru zwierząt sprawia, że nie wiadomo, które zwierzęta żyją, a które nie. W ten sposób funkcjonują tzw. pato-schroniska - patologie wynikające z luk prawnych, które nieuczciwe podmioty mogą wykorzystywać - dodaje.
Outsourcing powinien zostać zakazany?
Jednak zdaniem prof. UAM Macieja Krusia, co do zasady odpowiedzialność gmin oraz zakres kontroli, jakie mogą one prowadzić w schroniskach, są uregulowane właściwie, choć - jak zaznacza - w szczegółach możliwe są korekty. - Kluczowe jest zapewnienie gminom elastyczności w wyborze sposobu realizacji zadania - samodzielnie, we współpracy z innymi gminami lub poprzez podmioty prywatne - mówi Interii Biznes. - Nie widzę więc powodu, aby uniemożliwiać outsourcing - uważa.
- Prawo powinno zapewniać podmiotom realizującym zadania publiczne możliwie szeroki wachlarz instrumentów, a to podmiot odpowiedzialny za dane zadanie - w tym przypadku gmina - powinien decydować, które rozwiązanie jest najlepiej dostosowane do konkretnej sytuacji - dodaje.
Zdaniem eksperta prawa administracyjnego i ochrony środowiska, odgórne, sztywne ograniczenia nie uwzględniają zróżnicowanych potrzeb gmin, a o skuteczności systemu decydują przede wszystkim kompetencje i odpowiedzialność osób realizujących te zadania. - Inne są bowiem potrzeby gmin wiejskich, na przykład we wschodniej Polsce, a inne dużych metropolii - zauważa.
Patologie w schroniskach dla zwierząt. Adwokat: Prawo trzeba napisać od nowa
- Trzeba powiedzieć wprost: przepisy ws. funkcjonowania schronisk powinny zostać stworzone - uważa Łyp-Chmielewska. - Aktualnie mamy tylko obowiązek gminy prowadzenia programu zapobiegania bezdomności zwierząt - każda gmina ma przygotować swój plan na dany rok kalendarzowy. Powinny istnieć przepisy jasno określające, jak jednostki prowadzą adopcję i zapewniają dobrostan zwierząt - tłumaczy.
Jej zdaniem nie powinno być tak, że gmina ma możliwość zlecania tego zadania podmiotowi prywatnemu. - Jednostki prowadzące schroniska powinny być samorządowe i zarządzane przez gminę, wtedy można wskazać odpowiedzialne osoby i wprowadzić realny nadzór. Przy zleceniach prywatnym podmiotom gmina sama kontroluje, więc obiektywnie nadzór jest iluzoryczny - wskazuje.
Oprócz tego - w ocenie ekspertki z Psiego Paragrafu - powinien istnieć organ nadzorczy z ramienia administracji rządowej, który odgórnie kontrolowałby działanie schronisk. Wtedy nadzór byłby lepszy, a kontrola przez organy administracji rządowej łatwiejsza. - Obecnie Najwyższa Izba Kontroli skupia się głównie na kwestiach finansowych, a nie dobrostanie zwierząt - podkreśla.
Z opiniami, że przepisy należy napisać od nowa nie zgadza się prof. Maciej Kruś. - Nigdy nie jest to recepta na rozwiązanie problemu. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem są zmiany ewolucyjne, czyli korygowanie już istniejących regulacji na podstawie stwierdzonych uchybień. Jest to metoda, która ostatecznie może doprowadzić do powstania spójnego i skutecznego systemu przepisów. Rewolucyjne zmiany, zwłaszcza w tak wrażliwym obszarze, na początku wiążą się z dużym chaosem: zanim wszyscy zapoznają się z treścią nowych regulacji i nauczą się je stosować, często okazuje się, że pojawia się więcej problemów niż korzyści - podkreśla.
W Polsce istnieje "wolna amerykanka" w ochronie zwierząt
Jednak zdaniem Agnieszki Łyp-Chmielewskiej, tematyka ochrony zwierząt w Polsce jest bardzo słabo uregulowana - dotyczy to nie tylko schronisk, ale też hodowli psów i kotów. - Brakuje systemowych rozwiązań i nadzoru. Przepisy powinny być uregulowane od podstaw - mówi wprost.
- Krótko mówiąc, w Polsce istnieje "wolnoamerykanka" w ochronie zwierząt - brak regulacji, nadzoru i odpowiedzialności ustawowej powoduje, że problemy powtarzają się cyklicznie, a zwierzęta najbardziej na tym cierpią - przyznaje.
Sebastian Tałach















