Zmiany w wycince drzew. Projekt trafił do Sejmu
Do Sejmu trafił projekt "deregulacji" wycinek drzew, który zakłada m.in. zgodę urzędów na usuwanie drzew z prywatnych działek - pisze "Gazeta Wyborcza". Nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, która przeszła już przez sejmową komisję ds. deregulacji, może trafić pod odbywające się obrady Sejmu.
Obecnie właściciel nieruchomości, który chce usunąć drzewo, musi zgłosić ten zamiar w urzędzie gminy, a wójt ma 21 dni na przeprowadzenie oględzin. Nowe przepisy zakładają, że jeśli w ciągu 60 dni gmina nie dokona oględzin i nie wniesie sprzeciwu, właściciel będzie mógł dokonać wycinki. Podczas prac parlamentarnych poseł PiS Włodzimierz Tomaszewski zaproponował skrócenie tego terminu do 40 dni.
Projekt wzbudza jednak poważne kontrowersje. Organizacje ekologiczne ostrzegają, że zmiany mogą doprowadzić do masowych wycinek drzew i określają je mianem "nowego lex Szyszko". Zdaniem krytyków, proponowane rozwiązania nie stanowią deregulacji, lecz ułatwienie dla deweloperów i dużych inwestorów, nawet jeśli formalnie dotyczą wyłącznie osób fizycznych i prywatnych działek.
Głosy krytyki. "Nie wiadomo, jaki problem ma ta zmiana rozwiązać"
W projekcie przewidziano mechanizm zabezpieczający: jeśli w ciągu pięciu lat od wycinki o pozwolenie na budowę wystąpi podmiot gospodarczy, będzie zobowiązany do zapłaty opłaty za usunięcie drzew. Ekolodzy podkreślają jednak, że nie eliminuje to ryzyka obchodzenia przepisów, ponieważ działki mogą być "oczyszczane" z drzew jeszcze przed sprzedażą, a inwestycja realizowana po upływie okresu karencji.
Negatywną opinię wobec wcześniejszej wersji projektu wydała Komisja ds. Prawa Ochrony Przyrody przy Państwowej Radzie Ochrony Przyrody. Eksperci wskazywali m.in. na brak wystarczającego uzasadnienia zmian oraz zagrożenie dla skutecznej ochrony drzew. W aktualnym uzasadnieniu projektu zapisano, że nowe przepisy mają chronić wnioskodawców przed przewlekłością postępowań administracyjnych.
"Nie wiadomo nadal, jaki problem ma ta zmiana rozwiązać oprócz stwarzania pozoru, że coś ułatwiamy" - mówi Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników, przewodniczący komisji w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska broni projektu, podkreślając jego deregulacyjny charakter oraz fakt, że został przyjęty przez Radę Ministrów. Resort argumentuje, że wydłużony termin milczącej zgody ma zapewnić gminom wystarczający czas na przeprowadzenie oględzin i niezbędnych czynności kontrolnych.












