- Cały sektor jest strukturalnie nadpłynny i banki w sposób naturalny szukają aktywów kredytowych, co przekłada się na marże - powiedział Przemek Gdański na konferencji prasowej poświęconej prezentacji wyników banku za 2025 rok.
- Raczej nie warto wchodzić w wojnę cenową, która może doprowadzić do sytuacji, że kredyt stanie się niedochodowym produktem bankowym - dodał.
Nadpłynność polega na tym, że banki mają w swoich bilansach znaczną przewagę depozytów nad kredytami i w polskim sektorze bankowym utrzymuje się co najmniej od pandemii. Obecnie - według danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec listopada - w całym sektorze wskaźnik kredytów do depozytów (LtD) wynosi 60,2 proc. Norma płynności krótkoterminowej LCR średnia dla sektora wynosi 229 proc., podczas gdy obowiązuje 100 proc., a płynności długoterminowej NSFR - 167 proc.
A przy tym popyt na kredyt - szczególnie ze strony przedsiębiorstw - jest wciąż mizerny. O ile gospodarstwa domowe biorą hipoteki (nie mają innego wyjścia), zaciągają zobowiązania na wydatki konsumpcyjne, firmy nie inwestują i nie lewarują swojego wzrostu.
Spadają stopy, spadają marże
W tej sytuacji banki wypchały swoje portfele po brzegi obligacjami skarbowymi i bonami pieniężnymi NBP. Rentowności obligacji powoli się obniżają, a bonów spadają wraz ze stopą referencyjną NBP. To dla banków może oznaczać dramatyczną utratę przychodów odsetkowych.
Rozwiązaniem w tej sytuacji jest zwiększenie podaży kredytu. Wszyscy chcą go udzielać, ale mało kto chce brać. Efekt? Spadek marży, która kapie do kieszeni banków. Widać go już wyraźnie w hipotekach i w kredytach dla przedsiębiorstw.
Na spadek marży - prócz nadpłynności - ma wpływ także powrót na rynek graczy, którzy mieli ograniczoną zdolność kredytowania w minionych latach z powodu roszczeń frankowiczów. Takie instytucje jak mBank czy Millennium zapowiedziały ostry powrót na rynek kredytowy. Banki koncentrujące się dotąd głównie na kliencie detalicznym (jak np., Millennium czy Alior) zaczęły łakomie spoglądać na rynek przedsiębiorstw.
Jakby tego nie było dosyć, do Polski wszedł włoski UniCredit za pośrednictwem belgijskiej spółki i - przypomnijmy - deklaruje, że jest w stanie sfinansować nawet największe projekty inwestycyjne, gdyż kredyty udzielone na nie zaksięgowane zostaną w centrali banku w Mediolanie. W ten sposób UniCredit nie zapłaci podatku bankowego.
- Widzimy wchodzenie nowych graczy na polski rynek, aktywizację banków przechylonych w kierunku bankowości detalicznej na kierunek korporacyjny (…) Tort nie jest większy, a więcej jest chętnych przy stole - powiedział Przemek Gdański.
Podcinały gałąź, na której siedzą
Prezes BNP Paribas BP przypomniał, że banki już uczestniczyły w wojnie cenowej, kiedy zaczęły rozwijać bankowość internetową, pod hasłem "wszystko za darmo" - prowadzenie rachunku, przelewy, karta, wypłaty z bankomatów, itp. Pogrążyło to wówczas wyniki z opłat i prowizji i teraz banki muszą solidnie napracować się nad jego odbudowaniem, kiedy z powodu spadających stóp pod znakiem zapytania stoi stabilność wyniku odsetkowego.
- Banki podcinały gałąź, na której siedzą oferując "wszystko za darmo" - powiedział Przemek Gdański.
Dodał, że banki powinny skoncentrować swoją aktywność tam, gdzie zdolności konstruowania finansowania odgrywają główną rolę, na transakcjach o wysokim komponencie intelektualnym i na takich, gdzie liczy się sprawność procesu.
Przedstawiciele banku uważają, że na rynku kredytów dla przedsiębiorstw popyt zaczyna się rozkręcać.
- Wierzymy, że popyt na finansowanie przedsiębiorstw, szczególnie większych będzie pozytywny - powiedział Przemek Gdański.
- Przetwórstwo (przemysłowe) wychodzi dopiero teraz z długotrwałego i głębokiego dołka jeśli chodzi o aktywność inwestycyjną, a ono tradycyjnie ciągnęło kredyt (…) Obserwujemy wyraźne przyspieszenie popytu inwestycyjnego w kraju i za granicą, popyt będzie się materializował w branżach przemysłowych - dodał główny ekonomista banku Michał Dybuła.
BNP Paribas BP przewiduje, że wolumen kredytów będzie w najbliższych lata rósł o 7 proc. średniorocznie.
"Refinansowanie to duży temat na rynku"
Kredyty brutto w BNP Paribas BP wzrosły w ubiegłym roku o 5,9 proc. do 93,56 mld zł. Bank rozpędzał się w zeszłym roku w hipotekach, których ofertę zawiesił w minionych latach na kilka kwartałów. Twierdzi, że klienci przychodzą do niego po refinansowanie zobowiązań zaciągniętych w innych bankach po wyższych stopach procentowych.
- Refinansowanie to duży temat na rynku (…) jest to zrozumiałe, że klienci (…) nie mogąc negocjować szukają refinansowania (…) jesteśmy teraz beneficjentem tego trendu, korzystamy z refinansowania droższych kredytów w innych bankach - powiedział Przemek Gdański.
- Nie do końca mogę zrozumieć, czemu banki nie podchodzą do negocjacji z klientami w sposób bardziej elastyczny. Bank traci całkowicie aktywo, a może i klienta. Myślę, że bardzo szybko rynek pójdzie w taką stronę i zjawisko krzyżowego refinansowania odejdzie bardzo szybko - dodał.
BNP Paribas BP miał w ubiegłym roku 3,06 mld zl zysku netto, który zawdzięcza wysokim przychodom odsetkowym, szczególnie w ostatnim kwartale zeszłego roku (wynik odsetkowy wzrósł w 2025 roku o 2,6 proc. pomimo spadku stóp), wysokim zyskom z działalności handlowej, kontroli kosztów, niskim kosztom ryzyka oraz niższym rezerwom na roszczenia frankowiczów. Wyniosły one 499 mln zł wobec 796 mln zł rok wcześniej i 1,98 mld zł w 2023 roku. BNP Paribas zamierza połowę ubiegłorocznego zysku wypłacić akcjonariuszom, choć spełnia kryteria do wypłaty 75 proc. zysku.
- Solidna pozycja kapitałowa jest nam potrzebna, żeby budować dynamikę aktywów - powiedział wiceprezes banku Piotr Konieczny.
Jacek Ramotowski













