Reklama

Gospodarka trzyma głowę nad wodą, ale wiarygodność tonie

Ogłoszone za wrzesień dane GUS - o produkcji, sprzedaży detalicznej, zatrudnieniu - wskazują, że prawdopodobnie polska gospodarka trzyma jeszcze głowę nad wodą. Zapewne w III kwartale uniknęła recesji. To za mało, żeby uspokoić rynki finansowe, zatrwożone niepohamowanymi wydatkami rządu, indolentną polityką monetarną i perspektywą braku napływu pieniędzy do Polski także z "dużego" unijnego budżetu.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Przyjrzyjmy się najpierw danym. Z największym niepokojem spoglądaliśmy na przemysł, gdyż od kilku miesięcy jeden z najważniejszych globalnych wskaźników koniunktury PMI dla polskiego przemysłu odnotowywał dramatyczne spadki. Choć PMI we wrześniu nieco odbił od dna, do 43 pkt, jednak w ciągu sześciu miesięcy obniżył się o blisko 14 punktów do 40,9 w sierpniu. A zatem znalazł się w obszarze zapowiadającym recesję i dalej w nim przebywa.

Reklama

Wrześniowe "twarde" dane nie potwierdziły aż tak silnego pogorszenia koniunktury w przemyśle i okazały się nawet lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa wzrosła we wrześniu o 9,8 proc. rok do roku, gdy konsensus przewidywał wzrost o 8,8 proc. Dane za dwa poprzednie miesiące także pokazywały, że produkcja z miesiąca na miesiąc rośnie.

Jak kanarek w kopalni zachowuje się natomiast produkcja budowlano-montażowa. We wrześniu zwiększyła się zaledwie o 0,3 proc. rok do roku, gdy analitycy przewidywali wzrost o 6,6 proc. Wyraźnie widać, że zmniejszyła się budowa budynków, co odzwierciedla spadek nowych inwestycji mieszkaniowych w obliczu spadku popytu spowodowanego inflacją i rosnącymi kosztami kredytu. Pod wpływem rosnących kosztów oraz braku środków z Funduszu Odbudowy z miesiąca na miesiąc zmniejszają się inwestycje infrastrukturalne.

Wraz z szalejąca inflacją - we wrześniu 17,2 proc. rok do roku - konsumpcja słabnie, ale także wolniej od oczekiwań, czemu sprzyja ekspansywna polityka rządu. Sprzedaż detaliczna towarów wzrosła we wrześniu o 4,1 proc. licząc rok do roku, a po wyeliminowaniu czynników sezonowych, była o 0,9 proc. wyższa niż w sierpniu.

Mocno spadła sprzedaż paliw i dóbr trwałego użytku. Podobnie jak w poprzednich miesiącach utrzymuje się wzrost sprzedaży dóbr pierwszej potrzeby, a to zapewne za sprawą dodatkowego popytu ze strony uchodźców. Analitycy ING Banku Śląskiego zauważają, że sprzedaż we wrześniu mogły dodatkowo podtrzymywać wypłaty tzw. 14. emerytury. Niemal co miesiąc jakaś część elektoratu dostaje prezent, bo w lipcu wypłacano hojne premie w wielu spółkach Skarbu Państwa. Kolejne miesiące przyniosą kolejne wzrosty cen i pytanie tylko, jakie rząd wymyśli nowe transfery w rozpaczliwej pogoni za podtrzymaniem konsumpcji, a wskutek tego dodatniego wyniku PKB.

Polityka wspierania konsumpcji i jej skutki

Rząd PiS od początku prowadził politykę wspierania konsumpcji. Już gdy wprowadził 500+ wiadomo było, że nie jest to program społeczny mający zmniejszyć ubóstwo. Jak pokazały badania, zwalczać ubóstwo można było znacznie bardziej efektywnie i dużo mniejszym kosztem. W dodatku 500+ wprowadzono w okresie rozpędzającej się koniunktury i silnego wzrostu PKB. Transfery konsumpcyjne przez kilka lat dodatkowo pchały wzrost w górę, ale - zgodnie z przestrogami wielu ekonomistów - kończą się potężną inflacją.

Zróbmy tu ważne rozróżnienie pomiędzy tym, co można określić jako politykę społeczną, przeciwko której nikt rozsądny by nie oponował, a ryzykowną polityką wspierania konsumpcji. Programy transferowe rządu PiS realizowały tę drugą opcję. Wszystkie miały dokładnie tę samą konstrukcję - i "trzynaste", i "czternaste" emerytury, i "wakacje kredytowe", a w końcu "dodatek węglowy", jak również pomoc przedsiębiorstwom w czasie pandemii. Nie chodziło w nich o to, żeby wesprzeć ludzi (czy firmy) potrzebujących faktycznie wsparcia, ale o rozdawanie pieniędzy wszystkim (mającym dzieci, emerytom, kredytobiorcom hipotecznym, palącym w piecu).

Skutkiem tego jest inflacja, która - co ważne - przekroczyła cel NBP już w 2019 roku. Ale jest jeszcze drugi skutek - kryzys finansów publicznych i bardzo prawdopodobny kryzys na rynku długu. Hanna Majszczyk i Ludwik Kotecki, byli wiceministrowie finansów oraz wieloletni główny ekonomista tego resortu Sławomir Dudek oszacowali, że dochody budżetu będą w przyszłym roku o 47,2 mld zł niższe niż zaplanowane w ustawie, a wydatki wyższe o 91 mld zł, wobec czego deficyt przekroczy 206 mld zł, czyli sięgnie 7-8 proc. PKB.

Utrata wiarygodności

W miniony piątek rentowności polskich 10-letnich obligacji przebiły 9 proc. (osiągnęły 9,047 proc.), podobnie jak 2-letnich, które były już nawet tańsze niż odpowiednie obligacje Rosji. Zmusiło to Bank Gospodarstwa Krajowego do odwołania poniedziałkowego przetargu obligacji, z którego chciał pozyskać 15,2 mld zł na uzbrojenie polskiego wojska. W ostatni weekend premier Mateusz Morawiecki po raz pierwszy (w publicznym wystąpieniu) zdał się dostrzec powagę sytuacji i zaczął nawet zapewniać, że rząd będzie prowadził odpowiedzialną politykę fiskalną.

To jednak może nie wystarczyć, bo już od pewnego czasu w swoich komunikatach agencje ratingowe zwracają uwagę na ryzyka związane z zaognianiem sporu Polski z Unią Europejską, który owocuje brakiem środków z Krajowego Planu Odbudowy, a zapewne także z ogromnej części unijnego budżetu na lata 2021-2027 (Polityki Spójności), co już wcześniej sygnalizowaliśmy w Interii. Niewykluczone, że jeśli rząd PiS będzie trwał na swoim stanowisku, w nieodległym czasie czeka nas obniżka ratingu. To byłby potężny cios dla finansów państwa.

Po serii katastrofalnych błędów (opisywaliśmy je już w Interii) Rada Polityki Pieniężnej na początku października popełniła kolejny, pozostawiając stopy bez zmian, przed czym też przestrzegaliśmy jeszcze przed posiedzeniem, wskazując na przejawy narastającego kryzysu.

W czasie, kiedy największe banki centralne deklarują determinację w walce z inflacją i podnoszą stopy w niewidzianym w historii pośpiechu, trzeba do tego swoje decyzje dostosować. To pierwsza linia obrony przed kryzysem i nie wolno na niej wywieszać białej flagi. Liczą się teraz nie koszty czy korzyści tej czy innej grupy elektoratu, ale stabilność finansowa całego państwa. Dodajmy, że na początku listopada czeka nas kolejna podwyżka stóp przez Fed, a w czwartek decyzję o podwyżce podjął EBC.

Wysoka inflacja także prowadzi do recesji

Analitycy banku Pekao zwracają uwagę na rzecz istotną - choć dług publiczny jest obecnie zaciągany przy horrendalnych rentownościach, to koszty jego obsługi nie wzrosną z dania na dzień w najbliższym czasie. Wynika to ze średnich terminów zapadalności papierów skarbowych wynoszących 4,5-5 lat. Koszty będą rosły stopniowo, a efekty dzisiejszych rentowności zobaczymy dopiero w okolicach 2027 roku. I - jako państwo - będziemy mieć prawdziwy kłopot.

Zdaniem analityków Pekao, szokowy wzrost rentowności polskich papierów skarbowych nie wynika zatem z obaw o mogącą nastąpić rychło niewypłacalność kraju, ale z oceny przez rynki faktu, że RPP, nie podnosząc w październiku stóp, oddaje pole rosnącej wciąż inflacji. W tej sytuacji mamy do czynienia z luźną polityką fiskalną i - także relatywnym wobec innych banków centralnych - rozluźnieniem polityki pieniężnej. A to już fatalny policy mix, zapowiadający nawet możliwość realizacji "scenariusza tureckiego".

Nie jest pewne, czy gremia decyzyjne w rządzącej partii mają świadomość, jak destrukcyjna dla gospodarki jest wysoka inflacja. Być może pokutuje w nich przeświadczenie, że jest korzystna, bo dewaluuje zaciągnięty dług, a zwiększa nominalne dochody budżetu. Wszystko to prawda, do czasu, kiedy trzeba odwoływać przetargi. W artykule dla Radia Maryja nominowana przez PiS do RPP Gabriela Masłowska wypowiedziała się w duchu nawet długiego tolerowania inflacji, by tylko gospodarka nie znalazła się w recesji.

Prawdopodobnie myślenie kierowniczych gremiów PiS błąka się wokół dysjunkcji inflacja (ta się nam bardziej podoba z wymienionych wyżej względów) albo recesja. Wskazują na to kolejne transfery konsumpcyjne zamiast pomocy adresowanej do ludzi popadających w biedę. Ta dysjunkcja obowiązuje tylko do pewnego momentu. Bo można mieć recesję będącą skutkiem inflacji.

Polacy pożegnali się z mikołajami. A co będzie z zającami?

W jaki sposób? Zamiast wdawać się w teoretyczne rozważania przyjrzyjmy się przykładowi firmy pana Zdzisława. To średni przedsiębiorca, jakich w Polsce jest legion. Działa w branży spożywczej, teoretycznie odpornej na zaburzenia popytu, ale poniekąd padł ofiarą swojego innowacyjnego biznesu.

Pan Zdzisław produkuje słodycze, ale nie byle jakie. Przez pół roku - czekoladowe mikołaje na Boże Narodzenie. Oczywiście zawinięte w sreberka. Przez drugie pół - czekoladowe zające na Wielkanoc. No, powiedzmy - czekoladopodobne. Ale na rynku nie ma konkurencji. Na najwyższej półce cenowej jest, owszem, szwajcarski potentat. A potem - pan Zdzisław.

Mikołaje i zające pan Zdzisław sprzedaje za pośrednictwem aż 10 największych sieci handlowych. Co pół roku prowadzi z nimi negocjacje dostaw na najbliższy sezon. W tym roku poszło fatalnie, bo wypadł z czterech wielkich sieci. Uznały one, że po żądanej przez pana Zdzisława cenie mikołajów nie sprzedadzą. A pan Zdzisław musiałby dla nich produkować poniżej swoich kosztów. Te koszty to przede wszystkim cukier (kupowany u państwowego monopolisty), który podrożał dwukrotnie, i mleko kupowane po 2,8 zł za litr.

Tu mała dygresja. Przypadek pana Zdzisława świadczy o tym, jak dezinflacyjnie działają sieci handlowe. Utrudniają - tak jak w przypadku pana Zdzisława - przenoszenie kosztów producentów na konsumenta.

Pan Zdzisław musiał zmniejszyć produkcję mikołajów. A w związku z tym zwolnił jedną czwartą z około 100-osobowej załogi. W ten sposób niekontrolowana inflacja prowadzi i do recesji, i do bezrobocia.

Teraz pan Zdzisław zadaje sobie najważniejsze pytanie swojego życia. A co będzie z zającami?

Jacek Ramotowski

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »