Od listopada 2022 roku członkowie zarządów korporacji, ich właściciele i akcjonariusze zaczęli śnić pełne marzeń sny. Oto do openspejsu wkracza ChatGPT i mówi: "zwalniam was wszystkich, pakujcie swoje manele. Od jutra jesteście na bruku". Jakie to mogłoby być piękne, a jak wspaniale wyglądałyby w rocznych raportach spadające na łeb na szyję słupki kosztów.
Zwłaszcza, że sztuczna inteligencja obiecywała, iż korporacje będą mogły się dzięki niej pozbyć całych zastępów "białych kołnierzyków". A ci - wiadomo - są krnąbrni, na dodatek w pandemii zbiesili się i chcą pracować zdalnie. Spójrzmy na księgowość - zostawimy rzecz jasna główną księgową i trzech, może czterech najbardziej agresywnych optymalizatorów podatkowych, bo optymalizacja to najbardziej dochodowy segment naszego biznesu i nie wolno tego wynieść poza cztery ściany. Informatyków zwolnimy prawie wszystkich, no może prócz tych, którzy mają dobrych kumpli w darknecie. Sztuczna inteligencja sama programy napisze. A gryzipiórki? Nareszcie pozbędziemy się gryzipiórków. Żaden się nie uchowa. Takie to były sny.
Dość żartów. Faktem jest, że jeszcze zanim ChatGPT stał się z dnia na dzień sławny, wiele najbardziej poważanych instytucji na świecie, w tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Europejski Bank Centralny przedstawiło prognozy, które wyglądały nieco katastroficznie. Mówiły one, że w obszarze zagrożonych miejsc pracy przez sztuczną inteligencję jest nawet 60 proc. istniejących, a prawdopodobnie ok. 30 proc. nie ma szans się uchować. Oczywiście - w dłuższej perspektywie.
Strach padł nie tylko na ludzi żyjących z pracy własnych głów, ale także na rządy - bo co zrobić z taką armią bezrobotnych. Zresztą - badania realizowane dla potrzeb regulatorów, m.in. w Wielkiej Brytanii i w niektórych krajach Unii Europejskiej pokazały, że ludzie w związku z inwazją sztucznej inteligencji mają wiele rozmaitych i mocno uzasadnionych obaw, a wprowadzane regulacje - niekiedy oskarżane o to, że mają "zabić rynek" - starały się na te obawy odpowiedzieć.
Rynek pracy broni się przed AI
Pracownicy Budget Lab Martha Gimbel, Molly Kinder (z ośrodka Brookings Metro), Joshua Kendall i Maddie Lee postanowili sprawdzić, jakie zmiany nastąpiły na rynku pracy blisko trzy lata od narodzin ChataGPT, co - symbolicznie - oznacza początek nowej ery generatywnej sztucznej inteligencji. Ich badania osłabiają wcześniejsze obawy, że automatyzacja pracy oparta na sztucznej inteligencji ogranicza popyt na pracę kognitywną w całej gospodarce.
"Obraz wpływu sztucznej inteligencji na rynek pracy, jaki wyłania się z naszych danych, odzwierciedla w dużej mierze stabilność, a nie poważne zakłócenia w całej gospodarce" - napisali autorzy w artykule "Evaluating the Impact of AI on the Labor Market: Current State of Affairs" ("Ocena wpływu sztucznej inteligencji na rynek pracy: stan aktualny"), opublikowanym na stronach Budget Lab i Brookings Institutions.
Osłabiają - choć jak przyznają to sami - nie oddalają ich całkowicie. Dlaczego? W historii przełomowe zmiany technologiczne przekształcały miejsca pracy w ciągu dekad. Badanie prowadzone przez niespełna trzy lata to za krótki okres, żeby taka transformacja mogła się dokonać. Jeśli się dokona i jeśli jej wpływ na rynek pracy będzie bardziej dramatyczny niż wpływ poprzednio adaptowanych technologii, jak np. komputery, zajmie znacznie więcej czasu. To pierwszy ważny wniosek z badań. Ich autorzy wystrzegają się prognoz, choć zamierzają dalej monitorować zmiany, żeby na bieżąco wyciągać wnioski.
Nieznaczne zmiany w strukturze zatrudnienia
Autorzy z Budget Lab porównali również zmiany, jakie nastąpiły w strukturze zawodów od momentu uznanego za początek adopcji poprzednich przełomowych technologii - czyli wprowadzenia komputerów (styczeń 1984 roku) czy Internetu (styczeń 1996 rok). Zmiana w strukturze zawodów wskutek wprowadzenia sztucznej inteligencji następuje szybciej niż w pozostałych przypadkach, choć nieznacznie. I tak od wprowadzenia Internetu zmieniła się ona po 33 miesiącach o 3,77 proc., a od wprowadzenia AI po takim samym okresie - o 4,76 proc. Oznacza to, że taki odsetek pracowników - w okresie od punktu początkowego - znalazł zatrudnienie w nowych zawodach. To znaczy, że wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy - jak dotąd - nie jest niezwykły.
A jaki wpływ miała AI na poszczególne branże? Czy któraś z nich w związku z jej pojawieniem się doznała szoku? Największe zmiany w strukturze zatrudnienia nastąpiły od listopada 2022 roku w sektorze informacji (to również media) oraz w działalności finansowej i usługach profesjonalnych i biznesowych. To byłoby zgodne z intuicjami co do wpływu AI na różne branże. Kłopot polega na tym, że trendy zmian w strukturze zatrudnienia w tych branżach zaczęły się znacznie wcześniej przed pojawieniem się ChataGPT, a branża informacyjna podlega w szczególności wieloletnim, trwałym, strukturalnym zmianom.
Ważny jest tu jeszcze jeden fakt. Zmiany, jakie nastąpiły na rynku pracy w USA na przełomie XX i XXI wieku i jakie następują obecnie, są znacznie mniej intensywne od tych, do jakich doszło w latach 40. i 50. zeszłego wieku, co wyraźnie pokazały inne badania.
Od pandemii największe problemy ze znalezieniem pracy mają świeżo upieczeni absolwenci szkół wyższych. Na przykład banki - jak wielokrotnie pisano - nie przyjmują do pracy młodych ludzi. Czy wpływ ma na to sztuczna inteligencja? Wiadomo, że młodszy bankier wykonuje prace dość podstawowe, sprowadzające się często do parzenia kawy "starszym" bankierom, wypełniania tabelek w .xls i wykonywania prostych zadań pod ich nadzorem. Czy wszystko to zostało już zautomatyzowane? Jeden ze znanych amerykańskich bankierów zastanawiał się nawet - kto w takim razie będzie za kilkanaście lat starszym bankierem, skoro teraz do pracy nie przyjmuje się "młodszych bankierów".
Kto jest "szczególnie narażony"
Wpływ sztucznej inteligencji na zatrudnienie osób na wczesnym etapie kariery zawodowej jest faktycznie możliwy. Badania pokazały jednak, że struktura zawodowa absolwentów szkół wyższych w wieku 20-24 lata w porównaniu pracownikami w wieku 25-34 lata jest tylko nieznacznie różna. Kłopoty ze znalezieniem pracy przez absolwentów mogą wynikać z generalnego spowolnienia na rynku pracy, a niekoniecznie z wdrożenia sztucznej inteligencji do wykonywania prostych czynności zawodowych.
Naukowcy z Budget Lab przyjrzeli się też bezrobotnym - ilu z nich swoje zwolnienia zawdzięcza ChatowiGPT. Chodziło zwłaszcza o te zawody, które OpenAI i Anthropic same określają jako "szczególnie narażone". Gdyby ludzie z miejsc pracy byli faktycznie "wypierani" przez sztuczną inteligencję, wśród bezrobotnych z minionych trzech lata rósłby odsetek osób wykonujących zawody "szczególnie narażone". Badania pozwoliły ustalić, że takiego związku nie ma. Także zawody "najbardziej narażone" nie są nadreprezentowane wśród najdłużej pozostający na bezrobociu.
Na razie - jak sami zaznaczają - to tylko teoria, która jednak z punktu widzenia rynku pracy wygląda uspokajająco. Dlaczego teoria? Bo póki co nie ma danych pozwalających połączyć teoretycznie "najbardziej narażone" zawody czy czynności z faktycznymi wdrożeniami AI w organizacjach.
Chodzi np. o to, że narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji zostały przyjęte niezwykle szybko i na masową skalę wśród programistów, a ci znajdują się wśród zawodów "najbardziej narażonych". A jednocześnie - przynajmniej jak dotąd - nie było wśród nich masowego pogromu. Tymczasem pracownicy biurowi także należą do "najbardziej narażonych", ale wdrażanie AI w tym obszarze idzie bardzo opornie. Gdybyśmy zobaczyli, że korporacje, które wdrażają AI w pewnym obszarze operacji zwalniają pracowników, a te, które jej nie wdrażają w tym obszarze utrzymują zatrudnienie, mielibyśmy dowody. Na razie takich danych brak.
Pewne jest, że wykorzystanie sztucznej inteligencji będzie rosło i wraz z nim dopiero okaże się, czy faktycznie przynosi ona żniwo na rynku pracy, i czy w tych zawodach, w których jej twórcy przewidują dla niej najszersze zastosowania. Dane dotyczące faktycznego używania AI będą najważniejsze, żeby dokładnie zmierzyć wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy.
Jacek Ramotowski















