Spis treści:
- Gotówki w obiegu przybywa szybciej, niż sugerowałaby codzienna praktyka płatnicza
- Wcześniej gotówkę napędzał strach, dziś powodów jest znacznie więcej
- Sama ilość pieniądza nie tłumaczy obecnego zwrotu ku banknotom
- Gotówka wypiera lokaty, mimo że realne stopy wciąż są dodatnie
- "Paradoks banknotów" dotarł do Polski razem z nadwyżkami oszczędności
- Polska wyróżnia się na tle regionu odpornością gotówki na inflację
- Szara strefa i migracja pojawiają się jako hipotezy, ale bez jednoznacznych dowodów
Choć płatności bezgotówkowe są dziś standardem, fizyczny pieniądz w Polsce nie znika... a wręcz przeciwnie, jego rola znów rośnie. Dane Narodowego Banku Polskiego (NBP), analizowane przez portal money.pl, pokazują, że banknoty i monety coraz częściej trafiają nie do kas sklepowych, lecz do portfeli, sejfów i domowych "rezerw bezpieczeństwa".
Gotówki w obiegu przybywa szybciej, niż sugerowałaby codzienna praktyka płatnicza
Na koniec grudnia w obiegu znajdowały się banknoty i monety o wartości 470,2 mld zł, z czego 7,2 mld zł stanowiły monety - podaje money.pl za danymi NBP. To aż o 52 mld zł więcej niż rok wcześniej, czyli wzrost o 13,8 proc. W uproszczeniu oznacza to, że w ciągu jednego roku ilość gotówki w gospodarce zwiększyła się o około 1860 zł na każdego dorosłego mieszkańca kraju.
Roczny wzrost zapotrzebowania na gotówkę trwa nieprzerwanie od września 2023 r., ale dopiero w drugiej połowie minionego roku tempo wyraźnie przyspieszyło. Choć podobna dynamika pojawiała się w przeszłości, to jak zauważa money.pl, obecna sytuacja jest wyjątkowa ze względu na brak jednoznacznego czynnika kryzysowego.
Wcześniej gotówkę napędzał strach, dziś powodów jest znacznie więcej
Podczas pandemii Covid-19 Polacy wypłacali pieniądze z obawy o dostęp do oszczędności oraz w reakcji na gwałtowne obniżki stóp procentowych. Stopa referencyjna NBP spadła wówczas z 1,5 proc. w lutym 2020 r. do 0,1 proc. w maju. Później doszedł szok związany z agresją Rosji na Ukrainę, który ponownie zwiększył popyt na gotówkę.
W lutym 2022 r. przez trzy miesiące z rzędu wartość banknotów w obiegu rosła miesiąc do miesiąca, podczas gdy depozyty na żądanie malały. Była to sytuacja bez precedensu w poprzednich dwóch dekadach. Jak podkreśla money.pl, wtedy była to wyraźna zmiana preferencji, a nie tylko efekt wzrostu podaży pieniądza.
Sama ilość pieniądza nie tłumaczy obecnego zwrotu ku banknotom
Na pierwszy rzut oka obecny wzrost mógłby być efektem rosnącej podaży pieniądza M2. Od marca 2025 r. agregat ten rośnie w tempie przekraczającym 10 proc. rok do roku, najszybciej od 2021 r. - wskazuje money.pl. To w dużej mierze konsekwencja łagodnej polityki fiskalnej oraz finansowania potrzeb pożyczkowych państwa.
W minionym roku sam wzrost zadłużenia rządu zwiększył podaż pieniądza o 160 mld zł, czyli dwukrotnie więcej niż zadłużenie pozostałych sektorów gospodarki. Mimo to dane pokazują, że Polacy nie tylko "mają więcej pieniędzy", ale też inaczej je trzymają.
Gotówka wypiera lokaty, mimo że realne stopy wciąż są dodatnie
Udział gotówki w agregacie M2 sięgnął w grudniu 2025 r. 17,3 proc., wobec 15,1 proc. średnio od 1996 r. Wyższy był tylko w latach 90. oraz przez około trzy lata po wybuchu pandemii.
Wzrost ten odbywa się głównie kosztem depozytów terminowych. Wartość banknotów i monet w obiegu odpowiada już niemal 72 proc. wartości lokat do dwóch lat, podczas gdy historyczna średnia z ostatnich 30 lat wynosi 44 proc.. Co istotne, dzieje się to mimo faktu, że dzięki spadkowi inflacji realne stopy procentowe pozostają relatywnie wysokie na tle historycznym.
"Paradoks banknotów" dotarł do Polski razem z nadwyżkami oszczędności
"Wygląda na to, że i w Polsce mamy do czynienia z tzw. 'paradoksem banknotów'" - mówi money.pl Kamil Pastor, ekonomista PKO BP, odwołując się do pojęcia stworzonego w 2009 r. przez Andrew Baileya z Banku Anglii.
Jak tłumaczy analityk, banknotów przybywa, mimo że w codziennych transakcjach używa się ich coraz rzadziej. "Skłonność do oszczędzania jest dzisiaj na historycznych maksimach, a przestrzeń do oszczędzania ma rekordowy odsetek Polaków" - dodaje.
Potwierdzają to dane NBP. W strukturze gotówki rośnie znaczenie wysokich nominałów 200 i 500 zł, a średni okres rotacji banknotów wydłużył się z 605 dni w 2023 r. do 675 dni w 2024 r. Jak zauważa money.pl, to wyraźny sygnał, że gotówka jest gromadzona, a nie wydawana.
Polska wyróżnia się na tle regionu odpornością gotówki na inflację
Na tle innych państw skala zjawiska nad Wisłą jest wyjątkowa. Realna wartość gotówki w Polsce na koniec 2025 r. była o 35 proc. wyższa niż sześć lat wcześniej. Dla porównania, w Czechach była o 17 proc. niższa, a w strefie euro praktycznie nie zmieniła się - podaje money.pl.
Oznacza to, że w Polsce banknoty nie tylko wróciły do łask, ale też szybciej niż gdzie indziej odbudowały swoją realną siłę nabywczą po okresie wysokiej inflacji.
Szara strefa i migracja pojawiają się jako hipotezy, ale bez jednoznacznych dowodów
Jednym z możliwych wyjaśnień jest rozwój szarej strefy, szczególnie w usługach, gdzie wysokie koszty pracy i podwyżki płacy minimalnej mogły sprzyjać rozliczeniom gotówkowym. Pośrednio wskazują na to m.in. słabsze od założeń wpływy z VAT oraz wzrost liczby osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin w wieku 25-49 lat.
Jednocześnie, jak podkreśla Kamil Pastor, badania EY i IPAG nie potwierdzają wzrostu szarej strefy, a brak wzrostu udziału gotówki w transakcjach osłabia tę hipotezę.
Alternatywnym czynnikiem może być napływ imigrantów. Na koniec 2025 r. niemal 1,3 mln cudzoziemców podlegało ubezpieczeniom społecznym w Polsce, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak zauważa money.pl, część z nich preferuje wynagrodzenie w gotówce, m.in. z powodu łatwiejszego transferu środków za granicę.











