W skrócie
- W odwecie za roszczenia Donalda Trumpa wobec Grenlandii duńskie fundusze rozpoczęły masową wyprzedaż amerykańskich obligacji. Zaczynają to robić także inni uczestnicy rynku, co może być początkiem wielkiego odwrotu inwestorów od długu USA. W tej sytuacji na znaczeniu zyskuje złoto.
- Citigroup podniósł ostatnio prognozy cenowe dla metali szlachetnych. W perspektywie trzech miesięcy przewidywany jest wzrost notowań uncji złota do 5 tysięcy dolarów, a uncji srebra do 100 dolarów.
- Według analityków Goldman Sachs, złoto to aktywo o wysokiej zmienności, które historycznie notowało głębokie spadki (nawet 70-procentowe) i tylko połowicznie chroniło przed inflacją. Ich zdaniem, narracja o kruszcu jako ”bezpiecznej przystani” jest bardziej emocjonalna niż oparta na danych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Złoto i srebro w zawrotnym tempie wspinają się na najwyższe poziomy cenowe w historii. Uncja złota przekroczyła próg 4 770 dolarów, a uncja srebra 95 dolarów. Ten drugi metal jest w ostatnich tygodniach najszybciej drożejącym aktywem na świecie. W ciągu roku srebro podrożało trzykrotnie.
Zawrotne ceny kruszców w Polsce
Historyczny rekordy notowań złota i srebra mamy także na rynku polskim. Za uncję srebra trzeba zapłacić ponad 340 zł. W transakcjach kasowych cena uncji złota przekroczyła w tych dniach 17 tysięcy złotych. W Polsce ten kruszec ciągle nie traci waloru dobrej inwestycji długoterminowej. Kurs "królewskiego metalu" wyrażony w złotych ma za sobą siedem lat z rzędu zakończonych na plusie. Na początku 2015 roku uncja złota kosztowała 4 200 zł. To oznacza, że przez 11 lat podrożała o ponad 300 proc.
Nie wolno jednak zapominać, że za 17 tysięcy złotych za uncję nikt nam nie sprzeda sztabki lub monety bulionowej. Za fizycznie istniejące złoto płaci się więcej. Nabywcy w tym wypadku muszą pokryć koszty wybicia i dostawy monet oraz opłacić marżę dilera. W tej chwili monety o wadze uncji trojańskiej (31,1 g) kosztują około 17 700 złotych. Ze względu na 23-procentową stawkę VAT taka sama moneta wykonana z czystego srebra wyceniana jest na 450 zł.
Te metale zyskują na sporze o Grenlandię
Skokowy wzrost cen metali szlachetnych w ostatnich dniach ma jedną wyraźną przyczynę. Inwestorów poruszyło gwałtowne pogorszenie relacji na linii USA - Europa. Prezydent Donald Trumpa chce włączyć Grenlandię do USA, a co najmniej osiem krajów europejskich zdecydowanie opowiada się za utrzymaniem duńskiej kontroli nad wyspą.
Zbuntowana ósemka (Dania, Finlandia, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Norwegia i Szwecja) ma być przez prezydenta USA ukarana od 1 lutego nowymi taryfami celnymi w wysokości 10 proc., a od 1 czerwca nawet 25-procentowymi. Liderzy Unii Europejskiej omawiają kroki odwetowe, w tym nałożenie ceł na amerykańskie towary o wartości 93 miliardów euro (108 miliardów dolarów).
Spór Donalda Trumpa z Europą o status Grenlandii wpływa na rynki finansowe. Duńskie fundusze (głównie emerytalne) rozpoczęły masową wyprzedaż amerykańskich obligacji. Zaczynają to robić także inni uczestnicy rynku, co może być początkiem wielkiego odwrotu inwestorów od długu USA. W obliczu nowej odsłony wojny handlowej zainicjowanej przez Biały Dom Europa przestaje mieć skrupuły, by swoją ekspozycję na amerykańskie papiery dłużne wykorzystywać jako narzędzie politycznego nacisku.
Wiele instytucji finansowych rozpoczyna daleko posuniętą dywersyfikację aktywów, a nowa sytuacja jest okazją, by wybierać "bezpieczne przystanie", takie jak złoto. Duński fundusz PFA Pension zdecydował się na sprzedaż amerykańskich obligacji skarbowych, przy jednoczesnym utrzymaniu w portfelu akcji i obligacji korporacyjnych w USA. - Taki ruch to dowód, że inwestorzy instytucjonalni nadal wierzą w siłę amerykańskiej gospodarki, ale obawiają się nieprzewidywalności rządu federalnego - komentuje Daniel Kostecki, analityk CMC Markets Polska.
Łączna ekspozycja na papiery dłużne USA państw zaangażowanych w obronę Grenlandii liczona jest w setkach miliardów dolarów. W warunkach obniżonej płynności nawet częściowa, skoordynowana redukcja pozycji mogłaby doprowadzić do gwałtownego wzrostu rentowności amerykańskich obligacji. Konsekwencją takiego działania byłyby wyższe koszty finansowania deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych i osłabienie dolara.
Dedolaryzacja coraz bardziej prawdopodobna
Złoto historycznie pełni funkcję zabezpieczenia kapitału w okresach kryzysów geopolitycznych, napięć handlowych czy luzowania polityki monetarnej. Rosnąca nieufność wobec walut krajów rozwiniętych stała się dla inwestorów jednym z kluczowych argumentów przemawiających za utrzymywaniem ekspozycji na złoto. Konflikt o Grenlandię może jeszcze bardziej wzmocnić globalną dedolaryzację rynków finansowych.
Gwałtownie zwiększające się w wielu krajach zadłużenie publiczne oraz chroniczny brak dyscypliny fiskalnej sprawiają, że złoto coraz częściej pełni rolę alternatywy dla pieniądza fiducjarnego (tradycyjnego). Innymi słowy, zdobywa pozycję "antywaluty". Niektórzy mówią o złocie, że w tych czasach jest ono "ostateczną polisą ubezpieczeniową".
Notowane od kilku lat wzrosty cen złota nie byłby możliwe, gdyby nie wielkie zakupy metalu ze strony banków centralnych, które w samym 2025 roku podsumowano na około 900 ton. Po zamrożeniu rosyjskich rezerw walutowych w 2022 roku gromadzenie złota przez banki centralne nabrało dodatkowych znaczeń. Kraje, takie jak Chiny, Indie czy Brazylia, zrozumiały, że dolar może być bronią polityczną i zaczęły szukać aktywów, których nikt im nie zabierze.
W tej chwili, po raz pierwszy od lat 90. XX wieku, udział złota w rezerwach banków centralnych jest większy od udziału obligacji skarbowych USA. W krajach z grupy rynków wschodzących złoto staje się kluczowym elementem dywersyfikacji rezerw. Z danych World Gold Council wynika, że 43 proc. banków centralnych planuje dalsze zwiększanie zasobów złota, co jest najwyższym wynikiem od 2018 roku.
Dodatkowym wsparciem dla notowań "królewskiego metalu" są sygnały docierające z Rezerwy Federalnej. Przedstawiciele Fed deklarują gotowość do obniżania stóp procentowych w przypadku pogorszenia sytuacji na amerykańskim rynku pracy, co sprzyja aktywom nieoprocentowanym, takim jak złoto.
Ta hossa nie musi szybko się skończyć
W samym tylko 2025 roku cena uncji złota wzrosła aż o 65 proc., co było najlepszym wynikiem od niemal 50 lat. Wielu inwestorów nie wierzy, że złoto powtórzy taki wynik w tym roku. Jednak czołowi zarządzający aktywami nie rezygnują z tego metalu, argumentując, że kluczowe czynniki stojące za rekordami wciąż działają.
Analitycy Citigroup podnieśli ostatnio prognozy cenowe dla metali szlachetnych. W perspektywie trzech miesięcy przewidują wzrost notowań uncji złota do 5 tysięcy dolarów, a uncji srebra do 100 dolarów. Część zarządzających sugeruje odejście od tradycyjnego modelu portfela 60/40 (akcje/obligacje) na rzecz większego udziału aktywów realnych. Złoto, obok surowców i nieruchomości, coraz częściej traktowane jest jako stały element portfela. To oznacza, że przestaje być "pomysłem na kryzys", a zaczyna pełnić rolę aktywa nieodzownego w długoterminowym inwestowaniu.
Eksperci World Gold Council (WGC) oceniają, że rynek kruszcu nie wszedł jeszcze w strefę skrajnego wykupienia, choć okolice 4 770 dolarów za uncję są kluczowym poziomem technicznego oporu. Z drugiej strony, wsparcia należy szukać w pobliżu 4 408 dolarów. Jego przełamanie mogłoby przyczynić się do osłabienia krótkoterminowego trendu wzrostowego.
Goldman Sachs ostrzega
Analitycy WGC są zdania, że choć wzrosty cen złota są dynamiczne, to nie widać na rynku euforii typowej dla końcowej fazy hossy. Według WGC, napięcia geopolityczne są coraz częstsze i dlatego nie mogą być traktowane jak krótkotrwałe impulsy. Wręcz przeciwnie, zaczynają regularnie podnosić premię za długoterminowe ryzyko. W tych warunkach złoto pełni funkcję strategicznego zabezpieczenia portfela, a nie aktywa spekulacyjnego.
Na przeciwnym biegunie opinii lokuje się Goldman Sachs. Według analityków tego banku, złoto to aktywo o wysokiej zmienności, które historycznie notowało głębokie spadki (nawet 70-procentowe) i tylko połowicznie chroniło przed inflacją. Ich zdaniem, narracja o "bezpiecznej przystani" jest bardziej emocjonalna niż oparta na danych. Goldman Sachs podkreśla, że mimo miliardowych napływów do funduszy ETF opartych na złocie i mimo wsparcia ze strony banków centralnych, w długim terminie to akcje na Wall Street, a nie kruszec, lepiej bronią realnej wartości kapitału.
Jacek Brzeski















