W skrócie
- Inwestorzy obdarzeni największym refleksem odpowiednio wcześniej gromadzili złoto w oczekiwaniu na pogorszenie sytuacji geopolitycznej. Kiedy nowy konflikt wojenny na Bliskim Wschodzie stał się rzeczywistością, mogli spokojnie realizować zyski.
- Złoto nie wypłaca swoim właścicielom odsetek ani dywidend. Im dłużej banki centralne utrzymują wysokie stopy procentowe, tym kruszec bardziej traci na konkurencyjności.
- Mike McGlone, główny analityk ds. surowców w Bloombergu, twierdzi, że wraz ze spadkiem napięć geopolitycznych wyczerpywać się będą przyczyny wzrostów ceny złota. Jego zdaniem, ”gorączka złota” w ostatnich latach była przede wszystkim produktem globalnej niestabilności.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Już kilka tygodni temu niemal wszyscy na dużą skalę inwestujący w złoto robili to, bo czuli, że w powietrzu wisi poważny konflikt bliskowschodni. Znaczne kapitały były lokowane w aktywach tradycyjnie postrzeganych jako ochrona przed zawirowaniami rynkowymi w niepewnych czasach.
Pod koniec stycznia uncja złota osiągnęła historyczne wyżyny na poziomie 5 626 dolarów. Potem nastąpił poważny spadek ceny związany z realizacją zysków, jednak zaraz po amerykańsko-izraelskim szturmie na Iran "królewski metal" ruszył w stronę 5 400 dolarów. Ku zaskoczeniu wielu komentatorów, ataku na rekord wszech czasów nie było. Wręcz przeciwnie, uncja złota we wtorek 3 marca kosztowała zaledwie 5 050 dolarów. W następnych dniach notowania były wyższe, ale ciągle dużo poniżej styczniowego szczytu.
Żeby zarabiać trzeba mieć refleks
Ta sytuacja niektórych skłoniła do wniosku, że złoto wcale nie jest "bezpieczną przystanią", bo podlega zaskakująco dużym wahaniom cenowym. Jednak inni uczestnicy rynku zbijają ten argument przytaczając maksymę: "kupuj plotki, sprzedawaj fakty" (buy the rumor, sell the news). Tym samym stawiają tezę, że inwestorzy obdarzeni największym refleksem odpowiednio wcześniej gromadzili kruszec w oczekiwaniu na pogorszenie sytuacji geopolitycznej. Kiedy zaś nowy konflikt wojenny na Bliskim Wschodzie stał się rzeczywistością, mogli spokojnie realizować zyski. Sprzedawali swoje pozycje i w ten sposób wywołali presję spadkową.
Wielu ekonomistów jest zdania, że spadek ceny złota obserwowany na początku tego tygodnia miał swoją przyczynę w ucieczce inwestorów do płynności, czyli do gotówki. Pieniądzem, który nagle zdobył silną pozycję, stał się dolar amerykański. W wielu strategiach rynkowych złoto jest w tej chwili sprzedawane jako część "flight to liquidity" - portfele są odciążane z mniej płynnych aktywów dla uzyskania gotówki, głównie w postaci dolara.
Zaraz po ataku na Iran cena eurodolara spadała poniżej 1,16, podczas gdy jeszcze pod koniec stycznia przekraczała pułap 1,20. Na naszym rynku walutowym dolar osiągał poziom nawet 3,72 zł, co oznacza, że w krótkim czasie podrożał o 12 groszy i wrócił do szczytów z wiosny 2025 roku. W tej chwili "zielony" nie jest już tak mocny, ale ciągle dużo silniejszy niż przed "wojennym" weekendem.
Świat przeprasza się z dolarem
Dla wielu inwestorów waluta Amerykanów to w tej chwili jedyne bezpieczne aktywo. Dolar jest dla nich emanacją politycznej i militarnej siły najpotężniejszego państwa świata. Jest to teraz szczególnie ważne, gdyż napięcie międzynarodowe szybko nie spadnie. Biały Dom nie wyklucza, że interwencja militarna w Iranie potrwa co najmniej 4-5 tygodni i może być połączona z inwazją wojsk lądowych.
Złoto powszechnie jest wyceniane w amerykańskim dolarze. To oznacza, że kiedy "zielony" umacnia się, to rośnie koszt nabycia kruszcu przez inwestorów posługujących się innymi walutami. Różnice kursowe sprawiają, że w takiej sytuacji popyt na złoto może się kurczyć, nawet jeśli inne czynniki zachęcają do kupowania "królewskiego metalu".
Z tego punktu widzenia ciekawie wygląda inwestowanie w złoto na polskim rynku. Silna aprecjacja dolara względem złotego zadziałała ostatnio jak naturalny amortyzator spadku ceny metalu. W efekcie uncja złota kosztuje teraz około 18 900 zł, podczas gdy pod koniec stycznia kurs maksymalny był niewiele wyższy i wynosił 19 300 zł. Mechanizm ten działa także w drugą stronę, kiedy dolar słabnie, złoto staje się tańsze i atrakcyjniejsze dla inwestorów zagranicznych (w tym polskich), co zwykle prowadzi do wzrostu ceny kruszcu.
Fed w centrum uwagi
Następstwem amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran może być światowy kryzys naftowy i energetyczny. Nieunikniony będzie wtedy wzrost inflacji, także w USA. W rezultacie amerykańska Rezerwa Federalna może być zmuszona do pozostawienia stóp procentowych na obecnym, dość wysokim poziomie przez dłuższy czas.
Z analizy FedWatch przeprowadzonej przez CME Group wynika, że Fed nie obniży kosztu pieniądza na najbliższym posiedzeniu, które zakończy się 18 marca. Co więcej, wysokie jest prawdopodobieństwo niezmieniania stóp w całym pierwszym półroczu tego roku. To, że w czerwcu nie nastąpi luzowanie monetarne, jest szacowane na 60 proc. Dopiero w lipcowych kontraktach terminowych pojawia się około 56-procentowe prawdopodobieństwo pierwszego cięcia stóp o 25 punktów bazowych.
Polityka pieniężna Fed ma ogromne znaczenie dla perspektyw złota, gdyż jest ono aktywem, które nie przynosi odsetek jak lokaty, nie generuje kuponów jak obligacje ani dywidend jak akcje. Atrakcyjność tego metalu jest ściśle związana z oczekiwaniami dotyczącymi stóp procentowych. Im dłuższy jest okres utrzymywania wysokich stóp, tym bardziej złoto traci na konkurencyjności. W 2022 roku, gdy wybuchł kryzys energetyczny, podnoszono stopy procentowe, co wzmacniało dolara. Jednocześnie to nie był udany rok dla "królewskiego metalu".
Nie ulega wątpliwości, że konkurencją dla złota jest nie tylko silny dolar i stopy Fed, ale także wyższe oprocentowanie obligacji USA. Rentowność 10-letnich papierów Stanów Zjednoczonych wzrosła w tych dniach do 4,1 proc., a 2-letnich do 3,5 proc.
Banki centralne mniej zainteresowane złotem
W 2025 roku i na początku tego roku metale szlachetne dynamicznie drożały. Inwestorzy chętnie lokowali kapitały w aktywach, które historycznie dobrze radziły sobie w czasach kryzysów. Bardzo wysokie były napływy środków do funduszy ETF opartych na złocie. W dodatku banki centralne wielu krajów zwiększały rezerwy złota, by zabezpieczać się przed ryzykiem walutowym.
Fundusze ETF tuż przed wybuchem najnowszej wojny na Bliskim Wschodzie nadal cieszyły się wielką popularnością. Z danych Bank of America wynika, że globalne fundusze złota zanotowały w zeszłym tygodniu napływ kapitału w wysokości 6,2 miliarda dolarów. Szczególnie udany był styczeń, kiedy to do funduszy trafiło ponad 19 miliardów dolarów, czyli najwięcej w historii.
Jednak w styczniu zaczął się załamywać "złoty" trend w bankach centralnych. Z najnowszych danych opublikowanych przez World Gold Council wynika, że w pierwszym miesiącu roku banki w sumie kupiły zaledwie 5 ton złota netto. To mniej niż 20 proc. średniej miesięcznej z 2025 roku, która wynosiła 27 ton.
Wiele wskazuje na to, że bankowcy wstrzymywali się z decyzjami o zwiększaniu zasobów kruszcu z powodu wielkiej zmienności jego ceny. Ogromny wpływ na ogólny bilans miały także decyzje rosyjskiego banku centralnego, który był największym sprzedawcą netto złota. W styczniu Rosjanie zmniejszyli swoje rezerwy o 9 ton. Potwierdziły się więc doniesienia, że Kreml dla ratowania sytuacji finansowej kraju sięga po skrajne rozwiązania.
Im więcej wojen, tym lepiej dla kruszcu
Wiele instytucji finansowych prognozuje wzrost notowań złota w najbliższym czasie. Analitycy BMI, spółki należącej do Fitch Solutions, nie wykluczają, że cena uncji powróci w okolice rekordowych 5 600 dolarów. Jednak tylko pod warunkiem, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał. Każda deeskalacja będzie zapobiegała wzrostowi kursu.
Podobny punkt widzenia przyjmuje Mike McGlone, główny analityk ds. surowców w Bloombergu. Jego zdaniem, wraz ze spadkiem napięć geopolitycznych wyczerpywać się będą przyczyny wzrostów ceny złota. McGlone przyjmuje punkt widzenia raczej politologów, a nie ekonomistów. Podziela pogląd, że "gorączka złota" w ostatnich latach była przede wszystkim produktem globalnej niestabilności. Rosyjska napaść na Ukrainę w 2022 roku uruchomiła lawinę zakupów metalu ze strony inwestorów detalicznych i banków centralnych.
Analityk Bloomberga jest jednak zdania, że "od tamtej pory Stany Zjednoczone zanotowały serię geopolitycznych zwycięstw, które unieważniają narrację o nieuchronnym chaosie". Ważnym elementem tego procesu byłaby likwidacja reżimu w Iranie lub jego istotne osłabienie. "Wyeliminowanie antyamerykańskich przywódców w Syrii, Wenezueli i Iranie może oznaczać koniec geopolitycznej licytacji złota, którą zapoczątkowała inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 roku" - napisał Mike McGlone.
Analityk Bloomberga zatrzymanie się ceny złota wyraźnie poniżej historycznego szczytu tłumaczy nastawieniem inwestorów, którzy czekają na szybkie zwycięstwo Waszyngtonu w starciu z Teheranem. Zdaniem McGlone'a, wyhamowanie wzrostu notowań w 2026 roku dotyczyłoby także ropy brent i srebra. Cena baryłki miałaby ustabilizować się na poziomie 80 dolarów, a uncji srebra -100 dolarów.
Jacek Brzeski















