Fed nie zmieni w środę stóp - takie jest przekonanie lwiej części analityków, rynków swapów, platform predykcyjnych i uczestników zakładów na giełdzie CME. Na tym rynku prawdopodobieństwo pozostawienia stopy funduszy federalnych w aktualnym przedziale 3,5-3,75 proc. wynosiło na dobę przed decyzją 97,2 proc., a obniżki o 25 punktów bazowych - zaledwie 2,8 proc.
Przypomnijmy - po trzech obniżkach w ciągu ostatnich czterech miesięcy 2024 roku, w sumie o 100 pb, Fed utrzymywał stopę funduszy federalnych na poziomie 4,25-4,5 proc. przez cały zeszły rok aż do września. Powodem była utrzymująca się inflacja i inflacja bazowa, a także skrajna niepewność co do polityki celnej Donada Trumpa, który objął urząd w styczniu 2025.
Sytuacja zmieniła się w sierpniu zeszłego roku, bo bank centralny ocenił wówczas, że pojawiło się więcej ryzyk po stronie tej części jego mandatu, która mówi o utrzymaniu maksymalnego zatrudnienia niż dla stabilności cen, choć inflacja wciąż znacznie przekraczała cel. Faktycznie od czerwca do listopada stopa bezrobocia w USA wzrosła z 4,1 do 4,5 proc. Dlatego, żeby wesprzeć rynek pracy, od września do grudnia Fed dokonał kolejnych trzech obniżek o 75 pb. Teraz - z największym prawdopodobieństwem - nastąpi pauza. Dlaczego?
Amerykańska gospodarka daje niejednoznaczne sygnały. Model GDPNow Fed z Atlanty pokazał znacznie przyspieszenie aktywności gospodarczej w IV kwartale (kontynuowane w styczniu). Za IV kwartał nie ma jeszcze ostatecznych danych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zrewidował ostatnio szacunki wzrostu PKB USA w 2025 roku w górę, do 2,1 proc., i podniósł prognozę na ten rok do 2,4 proc.
Niejednoznaczne sygnały z gospodarki to zagadka dla Fed
Równocześnie cały 2025 rok stał pod znakiem znacznie wolniejszego tworzenia miejsc pracy niż poprzedni. W ciągu roku przybyło ich niespełna 600 tys. w porównaniu do 2 mln rok wcześniej. Popyt na pracę jest słaby, ale równocześnie spada jej podaż w związku z polityką antyimigracyjną. Wciąż nie jest pewne, jaki skutek będzie miał dla rynku bilans podaży i popytu.
Tymczasem w grudniu stopa bezrobocia lekko spadła, do 4,4 proc. Liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 278 tys. do 7,5 mln. Te dane mogą złagodzić obawy bankierów centralnych o to, że rynek pracy wyraźnie słabnie.
"(…) dopóki stopa bezrobocia nie wzrośnie drastycznie - a obecnie tak nie jest - Fed prawdopodobnie będzie kierował się bardziej pozytywnymi danymi o aktywności gospodarczej" - napisali analitycy ING Groep w komentarzu.
Ostatnie miesiące zeszłego roku zmniejszyły też obawy o wybuch inflacji w USA z powodu ceł. Inflacja w listopadzie obniżyła się do 2,7 proc., a w grudniu utrzymała się na tym samym poziomie. W grudniu natomiast inflacja bazowa drgnęła lekko w dół do 2,6 proc. rok do roku. To nadal znacznie powyżej celu banku centralnego (2 proc.), ale po raz pierwszy do marca wskaźniki się obniżyły.
Tu ważna uwaga - Fed zapewne liczy się z tym, że o inflacji, bezrobociu, zatrudnieniu itp. brak jest danych za październik z powodu tzw. zamknięcia rządu na jesieni. Pojawiają się też w dyskusjach ekonomistów wątpliwości co do wiarygodności danych, które ogłasza Biuro Statystyki Pracy, a zatem agenda administracji. Z tym problemem Fed będzie musiał się zmierzyć. Na dalszą metę prawdopodobnie będzie musiał się uzbroić w nowe narzędzia analityczne i pozyskiwania danych.
W tej sytuacji bankierzy centralni dojdą zapewne do wniosku, że należy poczekać, aż ze sprzecznych sygnałów ukształtują się trendy. A może już je widzą? O ile decyzja Fed w środę jest przewidywalna, dyskusja na posiedzeniu może być bardzo intrygująca. Podobnie jak to, co o gospodarce powie na konferencji prasowej prezes Jerome Powell, gdyż może wyznaczać kierunek polityki pieniężnej.
Czy Fed jest ostatnią nietykalną instytucją w USA?
Wróćmy do polityki nie-pieniężnej. Wiadomo, że Donald Trump najpierw naciskał na Fed w sposób niewidziany w historii USA, a zwłaszcza od lat 80. zeszłego wieku, kiedy bank centralny uzyskał pełną niezależność. Chciał obniżek stóp procentowych, i to głębokich. Trump najpierw wymyślał bankierom i prezesowi, a potem przeszedł do czynów i postanowił obsadzić siedmioosobowa Radę Gubernatorów swoimi ludźmi, albo przynajmniej uzyskać w niej przewagę liczebną. Na razie może liczyć na wsparcie trzech osób - Michelle Bowman, Christophera Wallera i Stephena Mirana. Brakuje mu przynajmniej jednego miejsca.
Do jakich technik ucieka się amerykański prezydent? W sierpniu zeszłego roku odwołał ze stanowiska członkinię Rady Gubernatorów Lisę Cook, która rzekomo podała nieprawdziwe informacje we wniosku o kredyt hipoteczny. Lisa Cook odwołała się do sądu, który pozostawił ją na stanowisku, a administracja z kolei - do Sądu Najwyższego. Donald Trump w dziewięciosobowym składzie ma tam sześciu popleczników.
Instytucje władzy wykonawczej w USA mają różne umocowania prawne. Niektóre należą do rządu i prezydent ma prawo decydować o kadrach, jak chce. Są jednak takie - jak np. Federalna Komisja Handlu (FTC - urząd antymonopolowy), które zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby nie były bezpośrednio poddane poleceniom z Białego Domu. Mimo to Sąd Najwyższy orzekł, że Trump ma prawo wyrzucić Rebekę Slaughter, szefową FTC oraz szefów dwóch innych instytucji.
W minioną środę Sąd Najwyższy zajął się sprawą odwołania Lisy Cook i nie wydał ostatecznego orzeczenia. Jest ono spodziewane dopiero w czerwcu. Ale nominowany przez Trumpa konserwatywny sędzia Brett Kavanaugh powiedział, że pozwolenie na odwołanie Lisy Cook "osłabiłoby, jeśli nie zniszczyło, niezależność Rezerwy Federalnej" (cytat za AP). Amerykańscy prawnicy podnoszą teraz, że SN będzie miał kłopot z wytłumaczeniem, dlaczego chroni Fed, a innych agencji publicznych, mających podobny status prawny - już nie.
Przewodniczący Fed nie ma wyboru
Skoro z Lisą Cook się prawdopodobnie nie uda, prezydent zaatakował samego przewodniczącego Jerome'a Powella. Niedawno Departament Sprawiedliwości wszczął przeciwko niemu śledztwo za rzekomo nadmierne wydatki na remont siedziby banku centralnego. 9 stycznia doręczył wezwanie do stawiennictwa Powella przed wielką ławą przysięgłych, grożąc aktem oskarżenia w związku wydatkami na renowację zabytkowej siedziby. Jerome Powell poinformował o tym dwa dni później w bezperecedensowym nagraniu zamieszczonym na stronach internetowych
- Groźba postawienia zarzutów karnych jest konsekwencją tego, że Rezerwa Federalna ustala stopy procentowe w oparciu o naszą najlepszą ocenę tego, co będzie służyć społeczeństwu, a nie kierując się preferencjami prezydenta - powiedział.
Czemu Trump atakuje Powella w taki sposób, skoro kadencja przewodniczącego kończy się w maju tego roku i prezydent będzie miał prawo desygnować jego następcę? Czteroletnia kadencja na stanowisku prezesa kończy się w maju, ale Jerome Powell może pozostać gubernatorem do stycznia 2028 (kadencja gubernatora trwa 14 lat). Trump atakuje go tak zaciekle, żeby powiedział: "odchodzę, nie chcę kopać się z koniem". Jeśli zostanie - nie wpuści czwartego człowieka Trumpa do Rady Gubernatorów, więc prezydent nie będzie miał większości jeszcze przez dwa lata.
Po oświadczeniu z 11 stycznia Jerome Powell nie ma wyboru - musi zostać i kopać się z koniem. Dostał zresztą wsparcie wszystkich ważnych banków centralnych z Europy (EBC, Banku Anglii, Szwajcarii, Szwecji, Danii, Norwegii, Islandii), ze świata (m.in. Kanady, Brazylii, Australii, Korei, Indonezji, RPA, Nowej Zelandii) oraz Banku Rozliczeń Międzynarodowych. Sprawa stała się globalna, tak zresztą, jak na to zasługuje.
Wygląda na to, że Donaldowi Trumpowi nie uda się odwołać Lisy Cook ani zmusić Jerome'a Powella do odejścia z Fed, choć zapewne będzie oboje nękał i jeszcze zobaczymy co potrafi. Ale jest raczej prawdopodobne, że jego nominaci nie zdobędą przewagi w Radzie Gubernatorów. Dzięki temu bezpieczne będą także stanowiska szefów 12 banków regionalnych rezerwy Federalnej, powołanych niedawno na nowe, pięcioletnie kadencje. A pięciu z nich wchodzi w skład komitetu decydującego wraz z gubernatorami o stopach procentowych.
To znaczy, że "Fed będzie w stanie nadal ustalać stopy procentowe w oparciu o dowody i warunki gospodarcze", a polityka pieniężna nie "będzie kierowana presją polityczną i zastraszaniem" - jak powiedział w oświadczeniu Jerome Powell.
Jacek Ramotowski












