Spis treści:
- Minister cyfryzacji po wecie: Stawiam prezydentowi akt oskarżenia
- Gawkowski odpowiedział na zarzut Nawrockiego dotyczący próby wprowadzenia cenzury w internecie
- Kara za niewdrożenie DSA może sięgnąć 40 mln zł
- Prezydent Nawrocki: Nie mogę podpisać ustawy, która oznacza administracyjną cenzurę
- Co zawierała nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?
Prezydent Karol Nawrocki poinformował w piątek, że zawetował nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Miała ona umożliwić prezesom UKE i KRRiT wydawanie nakazów platformom internetowym o usunięciu nielegalnych treści dot. ponad 20 czynów zabronionych.
Zdaniem Nawrockiego zaproponowana ustawa o DSA (Digital Services Act) zawierała "rozwiązania absurdalne", które miały oddać kontrolę nad treściami w internecie "urzędnikom podległym rządowi". - Jako prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę, tym bardziej, że wykryto w niej możliwość finansowania tzw. zaufanych sygnalistów, którzy za publiczne pieniądze mieliby wskazywać "nieprawomyślne" treści i obywateli, którzy takie poglądy wyrażają - tłumaczył swoją decyzję Nawrocki.
Minister cyfryzacji po wecie: Stawiam prezydentowi akt oskarżenia
W piątek po południu, po prezydenckim wecie, głos zabrał minister cyfryzacji. - Dziś pan prezydent opowiedział się po stronie platform hejtu i wyraził poparcie dla tych wszystkich, którzy wolność słowa w internecie traktują jako wolność przeciwko człowiekowi - powiedział Krzysztof Gawkowski, dodając, że weto odczytuje jako "gest polityczny".
Wicepremier wprost zwrócił się do Karola Nawrockiego. - Stawiam panu, panie prezydencie, akt oskarżenia za to, że pozwala pan polskim dzieciom być skazywanym w internecie na oglądanie takich pedofilskich treści, jakie dziś można tam bez trudu znaleźć. Bierze pan pełną odpowiedzialność za to, że hejt w sieci, nielegalne treści oraz rosyjska dezinformacja będą dalej szalały - powiedział. - To wstyd i hańba, że Prezydent Rzeczypospolitej, który miał stać w obronie wolności, wartości i bezpieczeństwa obywateli, zablokował i wyrzucił do kosza prawo takie jak ustawa o bezpiecznym internecie - dodał.
W ocenie Gawkowskiego to "smutny dzień dla polskiej cyfryzacji", a ustawa miała wzmocnić bezpieczeństwo w internecie i chronić każdego Polaka i Polkę. - Dawała szansę na to, że w końcu będziemy mogli powiedzieć, że w Polsce istnieje bezpieczny internet i że polskie państwo może skutecznie walczyć z nielegalnymi treściami oraz chronić tych, którzy przez lata tej ochrony nie mieli - podkreślił.
Szef resortu przypomniał, że przez ostatni rok ustawa była wielokrotnie konsultowana. - Zmiany, które zostały w niej dokonane, dawały gwarancje bezpieczeństwa w internecie oraz realną ochronę obywateli - zapewniał. Dodał, że Polska pozostaje jednym z nielicznych państw w Unii Europejskiej, które nie mają prawa do skutecznej walki z dezinformacją, hejtem w sieci oraz oszustwami.
- Daliśmy w tej ustawie prawo użytkownikowi do odwołania się. Po raz pierwszy w historii algorytmy miały być kontrolowane, a osoby korzystające z mediów społecznościowych miały mieć wiedzę, dlaczego ich posty znikają. Prezydent stanął po stronie tych, którzy chcą internetu brudnego, nieczystego, w którym nielegalne treści są powszechnie dostępne - kontynuował.
Gawkowski odpowiedział na zarzut Nawrockiego dotyczący próby wprowadzenia cenzury w internecie
Odpowiadając na zarzuty głowy państwa dotyczące próby wprowadzenia cenzury, odpowiedział, że "Ministerstwo Cyfryzacji zawsze stało po stronie wolności w internecie". Zaznaczył jednak, że wolność musi być jednak oparta na transparentności i sprawiedliwości, a nie na arbitralności platform cyfrowych, prywatnych firm czy "ludzi takich jak Elon Musk, którzy mogą podkręcać algorytmy i wprost godzić w bezpieczeństwo obywateli".
- Silne państwo jest w stanie jasno powiedzieć: jesteśmy za wolnością i transparentnością, ale także za ochroną obywateli. Prezydent mówi o silnym państwie, ale takim, które nie chroni obywateli. Fundamentalnie się z tym nie zgadzamy - podsumował Gawkowski.
Kara za niewdrożenie DSA może sięgnąć 40 mln zł
Podczas konferencji szef resortu cyfryzacji poinformował, że jeszcze w styczniu ma zapaść decyzja, co dalej z próbą wprowadzenia zmian.
Poruszono także kwestię, jakie kary grożą naszemu krajowi za niewdrożenie DSA. - KE rozpoczęła w tej sprawie postępowanie. Po zakończeniu swojego postępowania TSUE będzie te kary miarkować, jednak - po wcześniejszych doświadczeniach - kara ta może sięgać 30-40 mln zł. Jak rozumiem, pan prezydent weźmie ten rachunek na siebie i zapłaci go z budżetu Kancelarii Prezydenta, bo to jego decyzja i jego odpowiedzialność - skomentował wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
Prezydent Nawrocki: Nie mogę podpisać ustawy, która oznacza administracyjną cenzurę
Prezydent Karol Nawrocki argumentując zawetowanie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną stwierdził, że ustawa wdrażająca tak zwane DSA, czyli unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych, w założeniu miała chronić obywateli, szczególnie dzieci. - To prawda. Wirtualna rzeczywistość niesie dziś wiele zagrożeń. To sprawa niezwykle ważna, wymagająca roztropnego, skutecznego i mądrego uregulowania. Właśnie dlatego nie wolno było jej zniszczyć złymi wrzutkami legislacyjnymi. Po raz kolejny do dobrych rozwiązań doklejono przepisy, które są nie do obrony i po prostu szkodzą. (...) Zamiast realnej kontroli sądowej wprowadzono rozwiązanie absurdalne; sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który obywatel musi złożyć w ciągu 14 dni - ocenił.
Prezydent podkreślił, że jego zdaniem proponowane w ustawie rozwiązania tworzą system, w którym zwykły Polak będzie musiał walczyć z aparatem urzędniczym, aby obronić swoje prawo do wyrażania opinii. - Na to zgody być nie może. (...) Jako prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę - dodał. - Do rozwiązań, które realnie mogłyby chronić dzieci, doklejono przepisy, które czynią całość nie do przyjęcia. Dlatego mówię: weto - podsumował.
Co zawierała nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?
Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną miała zapewnić skuteczne stosowanie w Polsce przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), dotyczącego m.in. blokowania nielegalnych treści w internecie.
Przepisy zakładały, że urzędnicy UKE i KRRIT mogliby wydawać decyzje o blokowaniu treści dotyczących 27 czynów zabronionych, głównie Kodeksem karnym, zawierających m.in.: groźby karalne, namowę do popełnienia samobójstwa, pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim, propagowanie ideologii totalitarnych, a także nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych - w tym treści zawierające mowę nienawiści, rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Ustawa wymieniała też treści naruszające prawa autorskie czy odnoszące się do nielegalnej sprzedaży towarów lub nielegalnego świadczenia usług.
Przepisy dawały też Urzędowi Komunikacji Elektronicznej możliwość odblokowania treści zablokowanych przez platformę w niektórych przypadkach.
Zawetowana ustawa uprawniała osoby fizyczne i m.in. prokuraturę, policję, Krajową Administrację Skarbową, straż graniczną do złożenia wniosku o wydanie nakazu zablokowania nielegalnej treści. Zgodnie z ustawą autor spornej treści miał otrzymywać od usługodawcy internetowego zawiadomienie o rozpoczęciu procedury i mieć dwa dni na przedstawienie swojego stanowiska. Od decyzji UKE lub KRRiT autor treści miał prawo wnieść sprzeciw do sądu powszechnego w ciągi 14 dni. Decyzja sądu nadawałyby decyzji urzędników rygor wykonalności.

















