W skrócie
- Mike McGlone, starszy strateg towarowy Bloomberga, twierdzi, że rynkowa ”grawitacja” może pociągnąć notowania bitcoina nawet do poziomu 28 tysięcy dolarów. To mniej niż jedna czwarta rekordowej ceny z października 2025 roku.
- Nie wszyscy są pesymistami. Ożył ostatnio jeden z najstarszych i najbardziej tajemniczych portfeli z ery Satoshiego, legendarnego twórcy kryptowaluty. Po jego stronie zanotowano kupno 26 tysięcy bitcoinów o wartości około 2 miliardów dolarów.
- W potęgę bitcoina niezmiennie wierzy Michael Saylor, szef Strategy, największego na świecie korporacyjnego właściciela tej kryptowaluty. Saylor jest przekonany, że bitcoin stanie się ”ostatecznym aktywem” - odpornym na cykle, inflację i geopolitykę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Terminem "krypto-zima" określany jest każdy długi okres dotkliwej przeceny na rynku aktywów cyfrowych. Bitcoin ma w tej chwili swoją zimę, zarówno kalendarzową jak i cenową. "Moneta" pierwszej kryptowaluty świata od dłuższego czasu ma wartość o prawie połowę mniejszą niż na początku października 2025 roku, gdy osiągnęła historyczny szczyt na poziomie 126 tysięcy dolarów.
Jeśli bitcoin zakończy luty na minusie, to będzie to piąty z rzędu spadkowy miesiąc. Taka seria byłaby najdłuższym okresem strat od 2018 rok. Optymiści przypominają jednak, że na przykład z "dołka" w marcu 20220 roku bitcoin spektakularnie ruszył w górę, by do marca 2021 roku podrożeć niemal 10-krotnie i pierwszy raz przekroczyć pułap 60 tysięcy dolarów.
Lęk wygrywa z chciwością
Teraz też niektórzy inwestorzy twierdzą, że "jest tak źle, że może być już tylko lepiej". Powołują się na indeks "Fear and Greed" (strachu i chciwości) publikowany przez Alternative.me. Jego obecna wartość poniżej 10 w skali od 0 do 100 klasyfikowana jest jako "ekstremalny strach". Doświadczenie uczy jednak, że z takiego dna nastrojów rynki potrafią ruszyć ku wzrostowemu odbiciu.
Motorem napędowym ostatnich spadków ceny bitcoina były masowe likwidacje pozycji na rynku futures. Doszło do nich z powodu przelewarowania, czyli sytuacji, gdy wiele dużych pozycji powstało z wykorzystaniem dźwigni finansowej. Gwałtowne ruchy cenowe wywołały efekt domina i wyrzucały z rynku kolejnych graczy. Na końcu takiego procesu zawsze pojawia się przekonanie, że pole gry zostało oczyszczone i nie ma już na nim ludzi zmuszonych do dalszej sprzedaży tokenów.
Nie wszyscy jednak zgadzają się z tezą, że rynek został wyczyszczony i powstały warunki sprzyjające ruchowi w górę cen bitcoina. Mike McGlone, starszy strateg towarowy Bloomberga, twierdzi, że po powrocie do średniej obecnego cyklu na poziomie 66 tysięcy dolarów, rynkowa "grawitacja" ciągnie "coina" jeszcze niżej, nawet do 28 tysięcy dolarów. Analityk przypomina, że od 2023 roku bitcoin spędził więcej czasu daleko poniżej szczytów cenowych niż powyżej nich.
Znany polski inwestor Cezary Głuch (Trader21) w wywiadzie dla "NamZależy" poinformował, że całkowicie wyszedł z rynku kryptowalut, a dotychczasowe pozycje zamknął z zyskiem. Dodał, że po trzech latach gwałtownych wzrostów kursu bitcoina nie można nadal być chciwym. Przyznał też, że jego decyzja o realizacji zysków wynikała z obserwacji dużych graczy, którzy opuszczali rynek, gdy bitcoin przebijał kolejne bariery, czyli 80, 90 i 100 tysięcy dolarów. Taki styl pozbawionego chciwości inwestowania zawiera w sobie zasadę: "ostatnich 10 proc. wzrostu zostawiamy dla innych".
Strategy rozpala namiętności
Co ciekawe, Trader21 jest zdania, że w następnym cyklu cena bitcoina może wynieść od 250 tysięcy do nawet 400 tysięcy dolarów. Najpierw jednak spodziewa się jeszcze poważniejszej niż teraz przeceny w obecnym cyklu. Ostrzega, że model biznesowy oparty na zaciąganiu długu w celu kupowania kryptowalut jest skrajnie ryzykowny.
W tym kontekście Cezary Głuch zwraca uwagę na ryzyko związane ze spółką Strategy (dawniej MicroStrategy), która inwestuje w bitcoiny za pożyczone pieniądze. Mówi, że jest ona na rynku kryptowalut "tykającą bombą". W momentach najwyższej euforii firma Michaela Saylora była wyceniana znacznie powyżej wartości posiadanych przez nią bitcoinów.
Strategy jest największym korporacyjnym właścicielem bitcoinów na świecie. W portfelu ma prawie 715 tysięcy "monet" wartych około 49 miliardów dolarów i planuje dalsze zakupy pakietów kryptowaluty - co najmniej raz na kwartał i w zasadzie niezależnie od ceny. Michael Saylor, szef Strategy, kieruje się wizją, w której krótkoterminowe wahania ceny bitcoina są mało ważnymi incydentami wobec dekad wzrostu.
Saylor buduje narrację o bitcoinie jako "ostatecznym aktywie" - odpornym na cykle, inflację i geopolitykę. "Historycznie rzecz biorąc bitcoin osiągał lepsze wyniki niż złoto w każdym okresie posiadania trwającym cztery lata lub dłużej" - przypomniał ostatnio szef Strategy.
Faktem jest jednak, że przy średniej cenie zakupu bitcoinów przez Strategy wynoszącej około 76 tysięcy dolarów, firma spadła pod kreskę - jej skarbiec jest teraz w stanie niezrealizowanej straty. Istnieją obawy, że jeśli kurs bitcoina osunie się znacznie niżej, spółka może poczuć się zmuszona do sprzedaży części swoich zasobów, co mogłoby stać się przyczyną wstrząsu rynkowego podobnego do upadku giełdy FTX w poprzednim cyklu.
Sytuacja jest o tyle napięta, że korporacja Saylora finansuje agresywną akumulację "coinów" poprzez emisję akcji oraz zaciąganie długu, który wynosi w tej chwili 8,2 miliarda dolarów. Z drugiej strony, żadne z zobowiązań Strategy nie wymaga spłaty przed 2028 rokiem, co daje firmie bezpieczny margines finansowy. "Nawet spadek ceny bitcoina do zaledwie 8 tysięcy dolarów nie wstrząśnie naszą strukturą bilansową" - oświadczyła spółka Strategy na platformie X, żeby uspokoić inwestorów.
Drobni gracze panikują, weterani akumulują
Na rynku kryptowalut widać teraz dużą różnicę w zachowaniach mniejszych i większych inwestorów. W tej chwili fundusze ETF oparte na bitcoinie notują najgorsze wyniki od początku 2024 roku. Taki jest skutek paniki w grupie drobnych inwestorów, zwanych "ulicą". Natomiast ze strony największych graczy, czyli "wielorybów" docierają na rynek pozytywne sygnały - zaczynają ponownie akumulować "coiny". Inna sprawa, że może być to tylko próba utrzymania kursu bitcoina na powierzchni w czasie sztormu.
Komentatorzy skupiają się ostatnio na jednym wyjątkowym zdarzeniu. Ożył jeden z najstarszych i najbardziej tajemniczych portfeli z ery Satoshiego, legendarnego twórcy kryptowaluty. Po jego stronie zanotowano kupno 26 tysięcy bitcoinów o wartości około 2 miliardów dolarów. Eksperci są zdania, że stare portfele nie uciekają z rynku, ale przegrupowują się i stosują strategię "kupuj dołek".
Obserwowany teraz portfel jest ikoną wśród analityków. Od 2015 roku wielokrotnie kupował bitcoiny w kluczowych momentach, zgarniając zyski przekraczające 800 milionów dolarów. Można założyć, że gdy taki weteran wchodzi do gry to wie, że krótkoterminowe spadki są okazją, a nie zagrożeniem. Co więcej, legendarny portfel z jego historią trafnych zakupów w "dołkach" zazwyczaj jest naśladowany przez innych inwestorów, także instytucjonalnych. Gdy "wieloryby" i fundusze zaczynają kupować synchronicznie, tworzy się ustabilizowany poziom cenowy, który tłumi panikę, uspokaja rynek i może być punktem wyjścia dla nowego trendu wzrostowego.
Nadzieja w cykliczności
Według analityka technicznego znanego jako Altcoin Sherpa, obecna bessa może zakończyć się w niespełna rok od szczytu z października 2025 roku. Jego wnioski opierają się na analizie poprzednich cykli rynkowych oraz obserwacji struktury najnowszych spadków.
Zdaniem Sherpy, bitcoin ma wyraźną cykliczność, choć nie idealnie powtarzalną. Hossy w 2017 i 2021 roku były wygaszane przez około roczne rynki "niedźwiedzia" w latach 2018 i 2022. W obu przypadkach od szczytu do dołka minęło mniej więcej 12 miesięcy.
Spadki były wtedy brutalne - rzędu 85 proc. i 75 proc. Potem następował etap długiej akumulacji, jak na przykład na przełomie lat 2019/20, kiedy obserwowano boczny ruch cen przy niskiej zmienności i relatywnie mniejszym wolumenie. Jeśli obecny cykl miałby zachować podobny rytm, to zakończenie bessy zobaczylibyśmy w mniej niż rok od szczytu notowań.
Altcoin Sherpa przypomina, że każda większa bessa bitcoina kończyła się tzw. kapitulacją - emocjonalną wyprzedażą, w której inwestorzy masowo zamykali pozycje. Analityk sugeruje, że niedawny spadek ceny ze 100 tysięcy do 60 tysięcy dolarów mógł być właśnie takim momentem. Jeżeli to prawda, rynek wszedł w fazę wczesnej akumulacji.
Jacek Brzeski














