Spis treści:
- Napięcia w NBP bez przełożenia na rynki
- Euro poza horyzontem politycznym
- Wzrost bez euro i bez złudzeń
- Gospodarka "w sam raz" i problem, o którym łatwo zapomnieć
- Finanse publiczne jako narastające wyzwanie
- Zdrowie i zbrojenia: Dwa ciężary jednego problemu
- Rynki zaczynają reagować
- Dobra koniunktura z odroczonym rachunkiem
Polska znajduje się dziś w szczególnym momencie cyklu gospodarczego. Po okresie wysokiej inflacji i gwałtownych podwyżek stóp procentowych gospodarka wróciła na ścieżkę wzrostu, unikając głębokiego spowolnienia. Jak wynika z rozmowy Ludwika Koteckiego z dziennikarzami money.pl, obecny obraz makroekonomiczny jest korzystny, jednak jego stabilność opiera się na czynnikach, które w średnim okresie będą wymagały korekty.
Napięcia w NBP bez przełożenia na rynki
W rozmowie z money.pl Ludwik Kotecki odnosi się do głośnego sporu wewnątrz Narodowego Banku Polskiego, podkreślając, że jego rzeczywisty ciężar jest trudny do jednoznacznej oceny. Sam fakt, że członkowie Rady Polityki Pieniężnej nie mają pełnej wiedzy o relacjach w zarządzie banku centralnego, uznaje za sygnał niepokojący z instytucjonalnego punktu widzenia.
Jednocześnie zwraca uwagę, że konflikt nie przekłada się na zachowanie rynków finansowych.
"Rynki ignorują spór" - mówi Ludwik Kotecki, zaznaczając, że nie istnieją realne mechanizmy umożliwiające szybkie odwołanie prezesa czy członków zarządu NBP. Zdaniem członka RPP medialna intensywność sporu znacząco przewyższa jego znaczenie gospodarcze.
Euro poza horyzontem politycznym
Jednym z tematów, który powraca przy okazji dyskusji o NBP, jest kwestia przyjęcia euro. Ludwik Kotecki zdecydowanie odcina ją od bieżącej polityki gospodarczej. Jak podkreśla w rozmowie z money.pl, proces wprowadzenia wspólnej waluty jest znacznie bardziej złożony, niż sugerują publicystyczne tezy, a NBP odgrywa w nim rolę drugoplanową.
"Przez następne pewnie dziesięć lat nie zbliżymy się do tego tematu" - ocenia. Brak większości konstytucyjnej, niski poziom poparcia społecznego oraz niepewność co do przyszłości samej strefy euro sprawiają, że decyzja pozostaje politycznie nierealna.
Dodatkowo bilans kosztów i korzyści znacząco różni się od tego sprzed kilkunastu lat. Korzyści finansowe wynikające z eliminacji ryzyka kursowego czy kosztów transakcyjnych wyraźnie się zmniejszyły, a rynki zaczęły znacznie precyzyjniej wyceniać ryzyko poszczególnych państw strefy euro.
Wzrost bez euro i bez złudzeń
Ludwik Kotecki przypomina także, że dynamiczny rozwój Polski w ostatnich trzech dekadach nie był pochodną braku wspólnej waluty.
"To, że nie mamy euro, nie przeszkadza nam się mocno rozwijać" - mówi dla money.pl, wskazując na zdywersyfikowaną strukturę gospodarki, przedsiębiorczość oraz relatywnie korzystne warunki kosztowe jako główne źródła sukcesu.
Polska, jego zdaniem, korzystała z kombinacji sprzyjających okoliczności i polityki gospodarczej, która - nawet jeśli nie była idealna - nie popełniała błędów o systemowym znaczeniu.
Gospodarka "w sam raz" i problem, o którym łatwo zapomnieć
Coraz częściej ekonomiści opisują obecną sytuację Polski jako przykład tzw. goldilocks economy, gospodarki dobrze zbilansowanej, bez widocznych przegrzań. Kotecki przyznaje, że inflacja wróciła do celu, a wzrost i rynek pracy pozostały odporne na zacieśnienie polityki pieniężnej.
W rozmowie z money.pl wprowadza jednak obraz, który porządkuje całą jego diagnozę: "W tej bajce jest słoń. Tym słoniem są finanse publiczne".
Sprowadzenie inflacji do celu odbyło się niemal bezkosztowo dla realnej gospodarki, między innymi dzięki bardzo luźnej polityce fiskalnej. To właśnie ona stała się buforem dla restrykcyjnej polityki pieniężnej.
Finanse publiczne jako narastające wyzwanie
Zdaniem Koteckiego problem nie dotyczy najbliższych kwartałów. Przyszły rok zapowiada się bardzo dobrze, z przyspieszającym wzrostem i kulminacją napływu środków unijnych. Ryzyko pojawia się w perspektywie kolejnych lat, gdy przestrzeń fiskalna zacznie się kurczyć.
"Im później zaczniemy wyprowadzać tego słonia z domu, tym bardziej to będzie bolało" - ostrzega ekspert.
Korekta oznaczałaby konieczność ograniczania wydatków publicznych, podnoszenia podatków lub połączenia obu tych działań, co - jak przyznaje - będzie kosztowne gospodarczo i politycznie.
Zdrowie i zbrojenia: Dwa ciężary jednego problemu
Istotnym elementem rosnących wydatków jest system ochrony zdrowia. Ludwik Kotecki przypomina, że w ciągu dwóch lat wydatki publiczne wzrosły o ponad 80 mld zł, a mimo to system wciąż generuje wielomiliardowe luki finansowe.
"Te pieniądze po prostu toną w kosztach" - ocenia w rozmowie z money.pl, sprzeciwiając się wprowadzaniu nowego podatku zdrowotnego. "Jak już 'grzebać', to w składce, a nie wprowadzać nowy podatek. Lepiej wiedzieć, ile, tych pieniędzy jest i nie podlegać co roku szantażom i szarpaniu się o finansowanie. Budżet NFZ jest zdefiniowany, pieniądze tam spływają. Jeśli jest ich za mało, trzeba się zastanowić po pierwsze, czy nie wydajemy za dużo. Podobno są szpitale, gdzie tylko personel to 70-80 proc. kosztów. To nie jest optymalna sytuacja" - dodaje Ludwik Kotecki.
Drugim trwałym obciążeniem są wydatki na obronność, których znaczenie - jak zaznacza - pozostaje ściśle związane z sytuacją geopolityczną.
Rynki zaczynają reagować
Choć Polska nie znalazła się w sytuacji kryzysowej, pierwsze sygnały ostrzegawcze są już widoczne. Kotecki zwraca uwagę na obniżoną perspektywę ratingową oraz słabsze zainteresowanie inwestorów aukcjami obligacji skarbowych.
W rozmowie z money.pl podkreśla, że są to sygnały, których nie należy ignorować, nawet jeśli nie oznaczają jeszcze odpływu kapitału.
Dobra koniunktura z odroczonym rachunkiem
Rozmowa Ludwika Koteckiego z money.pl nie podważa obrazu Polski jako gospodarki o solidnych fundamentach i dobrej dynamice wzrostu. Członek RPP podkreśla, że poziom życia rośnie, a kraj skutecznie wykorzystuje sprzyjające otoczenie międzynarodowe.
Jednocześnie jego diagnoza sprowadza się do jednego wniosku: obecna stabilizacja została kupiona czasem. Rachunek za nią pojawi się w momencie, gdy "słoń" finansów publicznych przestanie mieścić się w gospodarczym domku.














