W skrócie
- Przyszłość krajowej gospodarki to konsolidacja przedsiębiorstw, zwiększenie inwestycji w badania i rozwój oraz wykorzystanie rosnącego zainteresowania zagranicznych inwestorów.
- Jesteśmy wschodnią flanką NATO, kluczowym krajem w tej części Europy, ale także coraz ważniejszym graczem gospodarczym. Widać ogromne zainteresowanie inwestorów zagranicznych tym, co dzieje się w Polsce - mówi Interii Biznes Mikołaj Raczyński.
- Gdyby Polsce udało się osiągnąć poziom rozwoju ekosystemu startupów technologicznych porównywalny z Izraelem, byłby to już ogromny sukces.
- Przyszły rok będzie dobry dla polskiej gospodarki. - Widzę realną szansę na wzrost PKB rzędu 4 proc. – zauważa Raczyński.
- W tym roku do PFR wróciły setki milionów złotych z zakończonych inwestycji i te środki będą dalej reinwestowane. - Dziś mamy zabezpieczone środki co najmniej na kilkanaście miesięcy realizacji strategii – dodaje wiceprezes PFR.
- W rozmowie z Interią Raczyński wskazuje także na przyszłość Pesy. - Jeśli przez samodzielność rozumiemy moment, w którym PFR zaczyna rozważać różne scenariusze wyjścia lub urynkowienia spółki, to 2026 rok może być ważnym punktem – mówi.
- Fakt, że siedzimy dziś przy stole, przy którym zapadają globalne decyzje, ma znaczenie. To daje nam możliwość wpływu – i to będzie procentować w kolejnych latach i dekadach – ocenia rozmówca Interii Biznes.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Bartosz Bednarz, Interia Biznes: Co będzie głównym tematem 2026 roku dla polskich firm?
Mikołaj Raczyński, wiceprezes PFR ds. inwestycji: - Ekspansja zagraniczna. Spowolnienie gospodarcze w Niemczech, brak jasnego kierunku rozwoju i trwające procesy sukcesji w wielu tamtejszych przedsiębiorstwach sprawiają, że polski biznes coraz odważniej chce tam działać.
- Odważniejsze wchodzenie przez polskie firmy w Europę, w te bardziej rozwinięte rynki, do USA - to jest temat na 2026 r. i kolejne lata.
Chcą przejmować?
- Dziś polskie firmy szukają możliwości rozwoju nie tylko poprzez eksport, ale również przez wejścia kapitałowe i przejmowanie przedsiębiorstw. W najbliższych miesiącach będziemy mogli ogłosić kolejne wspólne transakcje z polskimi firmami w tym zakresie.
- Także transformacja energetyczna to obszar niezwykle ważny dla nas i dla całej gospodarki. Przygotowujemy kilka projektów wspierających ten proces, skupiając się na rozwoju nowych mocy niskoemisyjnych. Niektóre z tych transakcji, dotyczących m.in. lądowej energetyki wiatrowej, mogą mieć istotną skalę w naszym portfelu. Będziemy je ogłaszać w 2026 r.
Wiele firm zgłasza się do PFR-u?
- Powiedziałbym, że kilkadziesiąt w 2025 r. - to więcej niż w zeszłym roku. Rok 2024 był czasem przejściowym, a następnie "wskrzeszenia" organizacji po powołaniu nowego zarządu w połowie 2024 roku i uporządkowaniu kierunków jej działania. Musimy pamiętać, że procesy inwestycyjne trwają od 6 do nawet 18 miesięcy. Dzisiejsze efekty, jak ogłoszone w grudniu refinansowanie Pesy, to wynik prac rozpoczętych wiele miesięcy temu.
Skąd ten "przestój"?
- W praktyce chodzi o lukę pomiędzy intensywną pracą operacyjną a momentem, w którym decyzje inwestycyjne stają się widoczne na zewnątrz. Teraz widzimy, że projekty wracają i udaje im się pozyskiwać finansowanie, co napawa optymizmem. Silnym bodźcem są tu środki z KPO. Przyszły rok zapowiada się mocno pod względem dynamiki inwestycji. My z kolei w tym czasie porządkowaliśmy organizację i trochę trwało zanim ponownie firmy zaczęły do nas przychodzić. Ale to zainteresowanie rośnie i zwłaszcza w tym obszarze ekspansji zagranicznych widzę duży potencjał. Przyszły rok będzie mocny gospodarczo.
W grudniu pokazaliście strategię na najbliższe lata. To takie nowe otwarcie dla PFR?
- Tak, można tak na to patrzeć. W 2025 r. rozpędzaliśmy się. Po okresie intensywnej pracy udało się "naoliwić machinę" i przejść do etapu realizacji. Procesy trwają. W przyszłym roku będziemy finalizować kilka umów i mam nadzieję, że będziemy "zbierać żniwa" tej pracy, którą za ostatnie półtora roku wykonaliśmy. Strategia wyznacza kierunek tych działań - w obszarze inwestycji jasno definiuje instrumenty i priorytety.
Wchodzicie w zbrojenia?
- Branża podwójnego zastosowania: technologii zbrojeniowych, defense tech (technologii obronnych), czy deep tech (głębokich technologii), będzie zyskiwać na znaczeniu. "Okno możliwości" otwiera się przed Polską. Żal tego nie wykorzystać.
Stąd program PFR DeepTech?
- To jest nasz flagowy program, ważny w kontekście tego, co powiedziałem. Zdecydowaliśmy się pierwszy raz w historii PFR-u, w tej naszej nodze inwestycji pośrednich realizowanych przez PFR Ventures, zrobić program dla jasno zdefiniowanej strategii. Do tej pory w ramach tej formuły inwestowaliśmy szeroko na rynku.
Dlaczego?
- Polski rynek nie jest aż tak rozwinięty, żeby istniała paleta funduszy, które inwestują, w biotechnologię, AI, robotykę, itd. Fundusze co do zasady inwestują szeroko - generalistycznie. Tym razem zdecydowaliśmy się jednak stworzyć program dla jednej branży i technologii podwójnego zastosowania stricte. Ale mamy też inne inicjatywy, jak nowy program - Innovate Poland. Działamy dwutorowo. Chcemy odpowiadać na potrzeby rynku i gospodarki. Dzisiaj to jest m.in. branża zbrojeniowa i technologie podwójnego zastosowania.
Polska będzie silna w technologiach dual use?
- Mamy ku temu realne podstawy. Mamy potencjał. PFR Deep Tech traktujemy jako pierwszy krok w tym kierunku. Nie jest wykluczone, że w przyszłym roku zwiększymy nasze zaangażowanie w ten program i będziemy go dalej rozwijać. Już dziś prowadzimy analizy, w jaki sposób może on ewoluować - zarówno poprzez większe zaangażowanie PFR, jak i poprzez dodawanie kolejnych elementów. PFR jest absolutnie pionierem w tym obszarze, ponieważ w sposób systemowy próbujemy zaadresować całą ścieżkę wsparcia: od prostych formatów, takich jak hackatony - intensywne, kilkudniowe formy pracy nad rozwiązaniami, po programy, jak IDA Bootcamp, gdzie spółki, które już mają pierwsze rozwiązania, dostają możliwość kontaktu z administracją i wojskiem z Ministerstwa Obrony Narodowej, oraz oczywiście z funduszami.
Czego potrzeba, żeby te technologie faktycznie się pojawiły na rynku?
- Przede wszystkim kapitału, sprawnie działającego ekosystemu oraz realnej wymiany wiedzy i potrzeb pomiędzy różnymi środowiskami - technologicznym, przemysłowym i publicznym. PFR Deeptech ma zapewnić kapitał dla funduszy, żeby one podejmowały decyzje i inwestowały w obiecujące pomysły. PFR inwestuje także w firmy na bardziej zaawansowanym etapie rozwoju. Flagowym przykładem jest oczywiście WB Electronics i jesteśmy otwarci na kolejne nasze bezpośrednie inwestycje w tej branży.
Wiecie już, co tam się pojawi w ramach programu?
- Program obejmuje wiele obszarów i potencjalnych kierunków. Ale też musimy być ostrożni.
Ostrożni?
- Mieliśmy już, jeśli chodzi o "zieloność", do czynienia z greenwashingiem, prawda? Teraz pewnie część firm próbuje się podczepić pod kolejny trend, dlatego trzeba być bardzo uważnym: co rzeczywiście jest przełomową technologią, co faktycznie ma charakter dual use i realne zastosowanie zarówno w przemyśle cywilnym, jak i obronnym, a co jest tylko próbą wpisania się w modę bez wartości dodanej. Jednocześnie widać, że istnieje wiele obszarów o realnym znaczeniu gospodarczym i bezpieczeństwa. Na wspomnianym Ida Bootcamp poruszaliśmy w tym roku na przykład temat ochrony infrastruktury krytycznej, również tej morskiej.
Bezpieczeństwo Bałtyku?
- Tak, bezpieczeństwo infrastruktury na Bałtyku jest warunkiem chociażby dalszego rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Farmy na morzu nie wydarzą się bez pewności, że będą bezpieczne. Jeśli już powstaną i mają dostarczać energię, muszą istnieć narzędzia zapewniające ciągłość i niezawodność tych dostaw. Natomiast na tym etapie nie pokusiłbym się jeszcze o wskazywanie konkretnych technologii w ramach PFR DeepTech.
Drony?
- Zdecydowanie sektor dronowy jest obszarem, w którym bardzo dużo się dzieje. I nie mam tu na myśli wyłącznie WB Electronics - wiele firm myśli dziś o produkcji i rozwoju własnych rozwiązań.
Ostatnio pojawił się pomysł, by JSW miała fabrykę dronów.
- Tego nie będę komentował. Natomiast w branży dronowej rzeczywiście obserwujemy dużą dynamikę. Jako kraj znaleźliśmy się w dość unikalnym położeniu: z jednej strony jesteśmy blisko trwającego konfliktu, z drugiej - w Polsce przebywa wielu obywateli Ukrainy, którzy mieli bezpośredni kontakt z polem walki. Wymieniamy się doświadczeniami, co czasami daje realną możliwość testowania konkretnych rozwiązań w praktyce.
To jest to "okno możliwości"?
- Funkcjonujemy w bezpośrednim sąsiedztwie trwającego konfliktu, a jednocześnie w stabilnym otoczeniu NATO i Unii Europejskiej, notując - mam oczywiście na myśli Polskę - jeden z najszybszych wzrostów gospodarczych w Europie i na świecie. To daje nam unikalne "okno możliwości", by wykonać duży skok technologiczny - i to okno może się już nie powtórzyć.
- Historycznie podobne warunki miały m.in. Stany Zjednoczone, Izrael czy Korea Południowa - kraje, które dynamicznie rozwinęły przemysł obronny i ekosystem nowych technologii. To nie przypadek: wszystkie funkcjonowały w warunkach stałego zagrożenia lub napięcia. My nie jesteśmy dziś w otwartym konflikcie, ale bliskość wojny w Ukrainie, wymiana doświadczeń oraz stabilność gospodarcza sprawiają, że polskie firmy mogą się rozwijać, korzystając z unikalnej wiedzy.
Konflikt w Ukrainie jako katalizator innowacji polskich firm?
- Tak. Nawet bez bezpośredniego zaangażowania.
Czyli Polska drugą Koreą albo drugim Izraelem w obszarze technologii?
- Nieprawdopodobne na pierwszy rzut oka; mogłoby się wydawać, że nie do zrobienia. Jeśli przypomnimy sobie rok 2022 i moment wybuchu wojny, to mieliśmy do czynienia z wyprzedażą polskiej waluty, obligacji i innych aktywów. To było wówczas racjonalne zachowanie inwestorów - niepewność zawsze wywołuje takie reakcje. Mam jednak teorię, że dziś sytuacja odwraca się o 180 stopni i zaczyna działać na naszą korzyść.
- Jesteśmy wschodnią flanką NATO, kluczowym krajem w tej części Europy, ale także coraz ważniejszym graczem gospodarczym. Widać ogromne zainteresowanie inwestorów zagranicznych tym, co dzieje się w Polsce. Wysoki wzrost gospodarczy na tle innych krajów sprawia, że wielu z nich "otwiera oczy", przyjeżdża tutaj, chce zrozumieć ten rynek i interesuje się m.in. sektorem zbrojeniowym. Wydatki na obronność - zarówno w Polsce, jak i w całej Europie - są dziś bacznie obserwowane. Inwestorzy, co naturalne, zastanawiają się, jak na tym zarobić. My w PFR myślimy o tym, jak przekuć to zainteresowanie w długofalowy rozwój gospodarki i samej Polski.
W ostatnim czasie w zagranicznych mediach pojawia się sporo pozytywnych opinii o Polsce.
- To prawda i mogę to tylko potwierdzić. W październiku byłem w Waszyngtonie na dorocznym spotkaniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, które tradycyjnie przyciąga inwestorów z całego świata. Polska była tam bardzo "gorącym" tematem. Zwracano uwagę na wzrost gospodarczy, spadek inflacji i przekonanie, że Polska jest dziś trwale zakotwiczona w strukturach europejskich.
- Inwestorzy szukają dziś miejsc, gdzie ten wzrost faktycznie się materializuje, a takich regionów na świecie nie ma obecnie wcale tak wiele. W pewnym sensie korzystamy więc także z tego, że w innych częściach globu sytuacja jest bardziej niestabilna. Kluczowe jest to, by ten moment jak najlepiej wykorzystać.
Ale coś się chyba jednak zacięło w tej naszej gospodarce, nie sądzi pan?
- Dlaczego pan tak uważa?
Bezrobocie rośnie.
- To nieprawda. To efekt zmian metodologii w urzędach pracy.
Czyli nie ma się czym martwić?
- Jeśli spojrzeć na dane BAEL - badanie ankietowe wśród gospodarstw domowych, wykorzystywane przez Eurostat i uznawane za najbardziej miarodajne, nie widać istotnego pogorszenia sytuacji na rynku pracy.
- Natomiast oczywiście - i to dotyczy całego świata, nie tylko Polski - mamy do czynienia z wpływem sztucznej inteligencji na rynek pracy. Nikt jeszcze nie zmierzył tego precyzyjnie, ale automatyzacja i nowe narzędzia zmieniają sposób pracy. Można pracować wydajniej, automatyzować pewne procesy - to pozytywny element postępu technologicznego, ale ma on wpływ na rynek pracy, zwłaszcza na stanowiska początkowe w tzw. pracy umysłowej. Widać to globalnie. I faktycznie w Polsce ofert pracy jest dziś nieco mniej niż rok temu.
Idźmy dalej. Nakłady na badania i rozwój w 2024 roku były niższe niż w 2023 r.
- Jeśli chodzi o sektor publiczny, wydatki na badania i rozwój w Polsce, Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych czy Chinach są bardzo zbliżone - to około 0,6-0,7 proc. PKB.
- Kluczowa różnica dotyczy jednak sektora prywatnego. To właśnie tam widać największe rozbieżności. Firmy inwestują w badania i rozwój wtedy, gdy mają ku temu warunki finansowe, a są to inwestycje długoterminowe. Po okresie pandemii, wojny i spowolnienia gospodarczego wiele przedsiębiorstw wstrzymywało takie wydatki. W Stanach Zjednoczonych, które są jednym z liderów innowacyjności, zdecydowana większość nakładów na B+R pochodzi właśnie z sektora prywatnego. Co ciekawe, badania pokazują, że szczególnie dużo inwestują firmy, których właścicielami są fundusze rynku kapitałowego - private equity czy venture capital. To jeden z powodów, dla których uważamy, że programy takie jak Innovate Poland czy PFR DeepTech oraz ogólne wzmacnianie rynku kapitałowego są kluczowe. Stabilny akcjonariat, możliwość dokapitalizowania i długoterminowa wizja rozwoju pozwalają firmom inwestować w innowacje i konkurować globalnie. To szczególnie ważne w kraju, w którym przez lata naszym atutem była duża liczba małych przedsiębiorstw.
Dzisiaj już nie jest?
- Dziś coraz mniej. Mimo popularnej narracji o końcu globalizacji, w rzeczywistości ona raczej nabiera tempa. De facto konkurujemy coraz intensywniej z wielkimi firmami z Chin, Turcji czy Stanów Zjednoczonych.
- Zbyt duża liczba małych firm może z czasem stać się obciążeniem. Często nie mają one wystarczającej skali ani odporności finansowej, by rywalizować z globalnymi graczami dysponującymi ogromnym kapitałem. Jestem przekonany, że proces konsolidacji będzie postępował - firmy, które dziś ze sobą konkurują, usiądą do stołu i uznają, że połączenie sił zwiększy ich konkurencyjność.
- Większa skala oznacza także większą zdolność do planowania. Jeżeli przedsiębiorstwo przez ostatnie lata koncentrowało się wyłącznie na przetrwaniu pandemii, skutków wojny czy kryzysu energetycznego, to inwestycje w badania i rozwój były naturalnie na końcu listy priorytetów. To się będzie zmieniać. Im dłużej utrzyma się stabilizacja gospodarcza, a tym bardziej obecne szybkie tempo wzrostu, tym częściej firmy będą decydować się na zwiększanie nakładów na badania i rozwój.
Macie fundusze VC. Są tu już realne sukcesy?
- Jak najbardziej. Jednym z przykładów jest Booksy, spółka, która na początku działalności pozyskała finansowanie z funduszu wspieranego przez PFR. To bez wątpienia sukces o globalnej skali, a w portfelu mamy także inne wyraziste spółki, jak chociażby Synerise czy Audioteka, i takich firm jest coraz więcej.
- Warto przy tym pamiętać, że w venture capital okres "zbierania żniw" jest długi. Od momentu uruchomienia tych programów minęło już trochę czasu, ale to wciąż relatywnie krótki okres, jeśli mówimy o budowie dojrzałych, międzynarodowych spółek technologicznych. Booksy, aplikacja do rezerwacji wizyt, jest jednym z pierwszych tak wyrazistych przykładów.
Ale prezes i założyciel wyjechał do Stanów Zjednoczonych, tam płaci podatki i stamtąd rozwija firmę. Przegraliśmy ten wyścig o zatrzymanie firmy u siebie.
- Nie podzielam takiej oceny. Każda spółka, która chce zostać globalnym liderem czy "jednorożcem" (spółka o wycenie co najmniej 1 mld dol. - red.), prędzej czy później musi mieć jakąś obecność w Stanach Zjednoczonych. Tam jest kapitał, know-how i rynek. W tym przypadku historia potoczyła się tak, że siedziba znalazła się właśnie tam.
- Naszą rolą nie jest blokowanie ekspansji zagranicznej, tylko sprawienie, by firmy jak najdłużej rozwijały się w Polsce, zanim pójdą jeszcze szerzej globalnie. Jeśli zostaną tu rok, dwa, pięć czy dziesięć lat, zostawiają po sobie kapitał - nie tylko finansowy, ale też wiedzę, kontakty, doświadczenie. Inspirują kolejne osoby, budują kadry, z których później powstają następne startupy. Dlatego poprzez programy PFR Ventures staramy się zapewnić firmom nie tylko finansowanie, ale też dostęp do ekosystemu, wsparcia i kompetencji. Oczywiście, jeśli spółka stanie się unikalnym "jednorożcem", i tak wyjdzie globalnie - i nie możemy, ani nie powinniśmy tego zatrzymywać. Naszym celem jest, by jak najdłużej była zakorzeniona tutaj. Takich przykładów, może mniej spektakularnych niż Booksy, ale dających dobre zwroty i realny wpływ na ekosystem, jest już więcej.
Widzi pan szansę na powstanie w Polsce takiej "mini Doliny Krzemowej"?
- Tak, w określonych niszach - jak najbardziej. Mamy ku temu predyspozycje, także dzięki temu, o czym mówiliśmy wcześniej: sytuacji geopolitycznej i to "oknu możliwości". Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że Dolina Krzemowa jest ewenementem - nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Często przywołuje się Izrael. To bardzo rozwinięty ekosystem technologiczny, również silnie powiązany z sektorem obronnym. Gdyby Polsce udało się osiągnąć poziom rozwoju ekosystemu startupów technologicznych porównywalny z Izraelem, byłby to już ogromny sukces.
Czego spodziewać się po gospodarce w 2026 roku? Mówił pan, że inwestycje - m.in. dzięki KPO - w końcu "ruszą".
- Spodziewam się bardzo dobrego roku. Już dziś gospodarka jest rozpędzona, mimo że Europa Zachodnia wciąż mierzy się ze swoimi problemami. Pojawiają się jednak pierwsze sygnały, że najgorsze w Europie Zachodniej, także w gospodarce niemieckiej, jest już za nami.
- Idziemy więc swoim tempem, a jednocześnie Europa Zachodnia zacznie się stopniowo podnosić. Do tego dochodzą środki z KPO. Termin ich rozliczenia jest nieubłagany, więc projekty będą realizowane, a inwestycje faktycznie się wydarzą. Widzę realną szansę na wzrost PKB rzędu 4 proc.
- Inflacja jest dziś opanowana, mamy więc dość dobrą równowagę makroekonomiczną: wzrost przyspiesza, a nierównowagi są ograniczone. Nawet jeśli spojrzymy na rachunek obrotów bieżących, na razie nie widać tam niczego niepokojącego.
Tylko że rośnie dług, a deficyt nie chce spadać.
- Tak, mamy deficyt budżetowy i to jest fakt. Pytanie brzmi raczej: na ile jest to problem w najbliższym horyzoncie?
Jest?
- Nie powiedziałbym, że to dziś problem, raczej wyzwanie, które trzeba adresować w średnim i długim terminie. To zresztą nie tylko moja opinia, ale także stanowisko - szeroko rozumianego - rynku finansowego i jego uczestników. Widać to w wycenach aktywów: złoty jest mocny, rentowności obligacji spadają, stopy procentowe są obniżane, a giełda bije rekordy - w tym roku wzrosła o ponad 40 proc. Rynek podchodzi więc do kwestii fiskalnych dość spokojnie.
Agencje ratingowe grożą palcem.
- Oczywiście nie jest to dane raz na zawsze. Agencje ratingowe sygnalizują pewne ryzyka, ale w takich sytuacjach to rynek zwykle wysyła najsilniejsze sygnały. Przypomnijmy sobie Wielką Brytanię za czasów premier Liz Truss - tam reakcja rynku była natychmiastowa: skok rentowności obligacji, osłabienie funta i szybka zmiana rządu. W Polsce dziś tego nie widać.
- Punkt startowy mamy zresztą relatywnie dobry - relacja długu do PKB nadal nie jest wysoka. Nawet jeśli zbliżylibyśmy się do 60 proc. lub ten poziom przekroczyli, wiele większych i uznawanych za stabilne gospodarek ma znacznie wyższy dług publiczny. Nie zakładam jednak, że deficyt na poziomie 6-7 proc. PKB może być utrzymywany w nieskończoność. Dziś jednak nie jest to czynnik, który spędza sen z powiek inwestorom czy nam w PFR.
Inwestorzy nie pytają, czy przy napiętym budżecie państwa PFR będzie miał środki na ich dokapitalizowanie czy finansowanie ich ekspansji zagranicznej?
- Nie, takich pytań nie ma. W tym roku otrzymaliśmy dokapitalizowanie ze Skarbu Państwa, dysponujemy też środkami własnymi. Kluczowe jest dla nas efektywne zarządzanie kapitałem - to jeden z elementów, który konsekwentnie wzmacniamy w organizacji.
- Każda inwestycja ma jasno określony cel: wchodzimy, robimy swoje, wychodzimy, a kapitał do nas wraca i jest reinwestowany w nowe projekty. Dziś mamy zabezpieczone środki co najmniej na kilkanaście miesięcy realizacji strategii, zarówno na mniejsze, jak i większe transakcje. W razie potrzeby możemy też sięgać po finansowanie dłużne - kredyty czy obligacje. W tym roku do PFR wróciły też setki milionów złotych z zakończonych inwestycji i te środki będą dalej reinwestowane.
A co z Pesą? Ogłoszono dużą umowę finansowania na prawie 7 mld zł. To krok w stronę jej usamodzielnienia?
- Zdecydowanie tak. To projekt, nad którym pracowaliśmy przez wiele miesięcy wspólnie ze spółką. Oczywiście kluczową rolę odegrała sama Pesa, bo to ona pozyskała finansowanie, ale jako akcjonariusz wspieraliśmy ją na wielu polach. To największa umowa w historii spółki.
Gigantyczna.
- Składa się ona zarówno z finansowania dłużnego, jak i z gwarancji. W tym biznesie gwarancje są kluczowe - bez nich nie da się startować w przetargach na tabor kolejowy czy tramwaje. Jeśli spółka nie ma odpowiednich gwarancji, w praktyce jest wykluczona z dużych kontraktów. Dlatego uważam tę umowę za ogromny sukces i dowód na to, że Pesa zyskała dużą "wyporność" finansową, która pozwala jej konkurować w znacznie większej liczbie postępowań i stawać się coraz bardziej samodzielna.
- My oczywiście nadal ją wspieramy - przede wszystkim jako akcjonariusz. Zainwestowaliśmy w Pesę znaczące środki.
Kwota chyba nie jest publiczna?
- Nie jest ujawniana, ale mówimy o wsparciu z miliardem z przodu, jeśli zliczyć wszystkie finansowania od momentu przejęcia spółki. Dziś celem - i będziemy o to zabiegać również w kolejnych latach - jest stopniowe zmniejszanie naszej operacyjnej roli i ograniczanie się do roli akcjonariusza, a w przyszłości być może do roli jednego z wielu akcjonariuszy. Ta umowa finansowa jest, moim zdaniem, dowodem na to, że spółka jest bardzo blisko pełnej samodzielności.
To realne już w 2026 roku?
- Jeśli przez samodzielność rozumiemy moment, w którym PFR zaczyna rozważać różne scenariusze wyjścia lub urynkowienia spółki, to 2026 rok może być ważnym punktem. To będzie czas, w którym Pesa ma szansę wykorzystać nowe możliwości finansowe, pozyskać kolejne kontrakty i wtedy pojawi się przestrzeń do rozmowy o dalszej strategii spółki i roli akcjonariuszy.
- Nie jest tajemnicą, że próbowaliśmy z Pesą ekspansji na rynki zachodnie, m.in. w Hiszpanii - ten projekt się nie udał, ale to nie oznacza rezygnacji z takich ambicji. Czasem wejście na nowe rynki wymaga przejęć i to również może być jeden z kierunków.
Czy PFR może pełnić rolę lidera w pozyskiwaniu finansowania dla wielkich projektów infrastrukturalnych - CPK, atomu czy offshore na Bałtyku?
- Tak, widzę taką rolę PFR, choć wszystko zależy od konkretnego projektu i koncepcji przyjętej przez rząd czy spółki realizujące inwestycje. W przypadku CPK rozważane są różne formy finansowania - z tego, co wiem, obecnie priorytetem jest finansowanie dłużne, senioralne.
- My nie jesteśmy bankiem, jesteśmy funduszem. Nie konkurujemy z bankami i nie mamy ich bilansu. Nasza rola polega raczej na finansowaniu bardziej celowym, uzupełniającym. Jeśli po pozyskaniu finansowania dłużnego pojawi się potrzeba innego rodzaju kapitału, widzimy tu dla siebie przestrzeń. Przy największych projektach nie chodzi zresztą o sam wolumen środków z PFR, bo te i tak finalnie pochodzą ze źródeł Skarbu Państwa, ale o efekt mobilizacji innych inwestorów. Udział PFR może być sygnałem stabilności i zachętą dla kapitału prywatnego. My zresztą takie "ćwiczenia" robimy regularnie.
I co pokazują rozmowy z inwestorami?
- Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, m.in. w Berlinie, prowadzimy rozmowy o dużych projektach infrastrukturalnych. Inwestorzy są zainteresowani modelami, w których PFR pełni rolę partnera - instytucji, która "zrzesza" kapitał zagraniczny, daje mu komfort i działa jako inwestor, a nie jako bezpośredni podmiot rządowy. Odbiór tych propozycji jest pozytywny, więc nie wykluczam, że w części projektów taką rolę faktycznie odegramy.
W strategii PFR ważnym kierunkiem jest długoterminowe bezpieczeństwo finansowe Polaków. Zbliża się przegląd PPK - będziecie zgłaszać propozycje zmian?
- Decyzja o przeglądzie należy do Ministerstwa Finansów. Jeśli taki proces się rozpocznie, oczywiście jesteśmy do dyspozycji, by podzielić się naszymi doświadczeniami i rekomendacjami.
Jakiego typu?
- Mówimy raczej o usprawnieniach, a nie o rewolucji. Fundamenty programu powinny pozostać nienaruszone, żeby nie podważać zaufania uczestników. Jednym z możliwych kierunków jest ułatwienie funduszom PPK inwestowania na prywatnym rynku kapitałowym - w private equity, private credit czy venture capital. Na świecie, zwłaszcza w Europie Zachodniej i USA, fundusze emerytalne są kluczowym filarem tych rynków. W Polsce dziś praktycznie z nich nie korzystają, ograniczając się głównie do obligacji i rynku publicznego. Tego typu zmiany mogłyby wzmocnić zarówno długoterminowe stopy zwrotu, jak i cały rynek kapitałowy
Coraz częściej mówi się o Polsce w globalnym kontekście, nawet w układzie G20. To realna zmiana?
- Myślę, że tak. To potwierdzenie, że to, o czym mówimy w kraju, jest realnie dostrzegane na świecie. Polska jest dziś jedną z największych gospodarek globu, awansuje w rankingach, przeganiamy inne kraje i to ma znaczenie.
- Rozumiem, że Polacy często nie są do końca do tego przekonani - zawsze wydaje nam się, że gdzie indziej jest lepiej. Ale gdy spojrzy się na to z szerszej perspektywy, widać, jak bardzo Polska się rozwinęła. Oczywiście są obszary do poprawy i zawsze będą, ale fakt, że siedzimy dziś przy stole, przy którym zapadają globalne decyzje, ma znaczenie. To daje nam możliwość wpływu - i to będzie procentować w kolejnych latach i dekadach.
Rozmawiał Bartosz Bednarz

















